ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Jeremi Wiśniowiecki – dziecko dramatycznej epoki

Jeremi Wiśniowiecki – dziecko dramatycznej epoki

17 sierpnia 1612 roku w Łubniach urodził się Jeremi Michał Wiśniowiecki – postać do dziś budząca skrajne emocje i ogromne kontrowersje. Przez jednych wręcz uwielbiany, przez innych odsądzany od czci i wiary. W jego losach jak w soczewce skupiły się dzieje Rzeczpospolitej, Ukrainy i zamieszkujących je narodów.


Wiśniowieccy, będący jedną z linii Zbaraskich, to jeden ze starych rodów książęcych wywodzących się od księcia litewskiego Giedymina (tak jak między innymi Jagiellonowie), należeli więc do najznamienitszych rodzin Wielkiego Księstwa Litewskiego i południowo-wschodniej części Korony.
Ojciec Jeremiego, Michał Wiśniowiecki, choć posiadał ogromne dobra, tonął nieustannie w długach, prowadząc przy tym dość niespokojne życie – czterokrotnie skazano go na banicję za napaści i grabieże w dobrach sąsiadów. Przede wszystkim jednak kilkakrotnie brał udział w zbrojnych wyprawach mających na celu osadzenie na Mołdawskim tronie przychylnego Rzeczpospolitej i jej magnatom władcy. Michał był zięciem jednego z nich, a w 1615 roku pomógł zdobyć władzę jego synowi, Aleksandrowi. Ten nie był jednak zbyt kochany przez poddanych (a przynajmniej nie przez wszystkich), którzy postanowili pozbyć się jego głównego protektora. 5 stycznia 1616 roku, w dniu prawosławnego Bożego Narodzenia Michał Wiśniowiecki przyjął komunię świętą, wraz z którą podano mu truciznę. Zmarł po dwóch dniach, osierocając niespełna czteroletniego Jeremiego, dla którego niewielkim pocieszeniem musiało być to, że popa-truciciela spalono żywcem.
Korybut – herb Wiśniowieckich (rys. Avalokitesvara i Tadeusz Gajl, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa–na tych samych warunkach 3.0 niezlokalizowana)

Katolik ochrzczony w cerkwi

Trzy lata później zmarła również matka przyszłego postrachu kozaków, a on sam trafił pod opiekę dalekiego krewnego Konstantego Wiśniowieckiego. Podczas gdy Michał był głęboko ponoć wierzącym wyznawcą prawosławia, Konstanty był już przedstawicielem tej części ruskiej magnaterii, która uległa polonizacji i przeszła na katolicyzm. Ochrzczony w cerkwi Jeremi został wysłany na naukę do kolegium jezuickiego i po uzyskaniu pełnoletności dokonał oficjalnej konwersji. Wydaje się, że był to szczery akt wiary wynikający z wychowania w określonym środowisku.
Polonizacja i wiążąca się z nią katolicyzacja ruskich elit to zjawiska charakterystyczne dla pierwszej połowy XVII wieku. Choć wynikały w głównej mierze z większej atrakcyjności kultury polskiej w porównaniu do ruskiej, w kwestiach religijnych miały również podłoże koniunkturalne. W kraju stopniowo coraz bardziej zdominowanym przez katolików, którym rządził oddany kontrreformacji katolicki król (Zygmunt III), przyłączenie się do zwycięskiego obozu musiało jawić się jako korzystne z materialnego i politycznego punktu widzenia. Trudno tu jednak generalizować, a rozdawnictwie dóbr i urzędów decydowały w ogromynym stopniu również czynniki inne niż wyznaniowe.
Jeremi Wiśniowiecki, portret nieznanego autorstwa, prawdopodobnie XVIII wiekWarto podkreślić, że nowsze badania historyków pokazały, iż konwersje na katolicyzm były częste jedynie wśród magnaterii, zaś średnia i drobniejsza szlachta pozostawały wierne prawosławiu. Wielu też katolików pozostawało jednocześnie protektorami prawosławia i prawosławnych poddanych i obok kościołów czy klasztorów fundowało oraz wspierało finansowo także cerkwie i zbory. Nie inaczej było w przypadku Jeremiego, którego rodzice spoczywali wszak w cerkwi na zamku w Wiśniowcu, a ich syn polecał w swoim testamencie otaczać ją wszelaką opieką.
Z polskiej perspektywy wszystko to może wydawać się czymś pozytywnym: wpływy polskiej kultury rosły, konwersje na katolicyzm dokonywały się w sposób niewymuszony, a katoliccy magnaci dbali o swych prawosławnych poddanych. Zupełnie inaczej sprawa ta rysować się może z ukraińskiego punktu widzenia: oto Jeremi i jemu podobni wciąż bywają postrzegani jako odszczepieńcy i koniunkturaliści przyczyniający się do osłabienia ruskiego czy wręcz ukraińskiego żywiołu narodowego. Niewątpliwie podziały kulturowe i wyznaniowe zaczęły nakładać się na stanowe i majątkowe, co ujawniło się z całą mocą w dobie powstania Chmielnickiego, mającego przynajmniej częściowo charakter wyniszczającej wojny domowej, a zdaniem niektórych wojny narodowowyzwoleńczej.

Dobry gospodarz czy ciemiężyciel?

Wiśniowiecki odziedziczył ogromne dobra na Wołyniu i zadnieprzańskiej Ukrainie, które dodatkowo znacznie powiększył. Ziemie położone na lewym brzegu Dniepru były jednak słabo zaludnione i wymagały intensywnej kolonizacji, jeśli miały przynosić dochody. Prowadzili ją już mniej lub bardziej energicznie przodkowie Jeremiego, jednak nie mogli oni poszczycić się tak wielkimi sukcesami jak on. Podczas gdy jeszcze w 1640 roku w jego włościach znajdować się miały 7603 dymy (czyli domy), o tyle pięć lat później było ich już ponoć 38 000! Książę dbał o ochronę swych ziem przed najazdami tatarskimi, które były dla południowo-wschodniej Rzeczpospolitej prawdziwą plagą, łożył pieniądze nie tylko na kościoły czy zakładanie nowych miasteczek, ale również na prawosławne i katolickie szkolnictwo. Zadnieprze rozkwitało.
Intensywna kolonizacja, którą prowadził nie tylko Wiśniowiecki, ale też pozostali magnaci (często polskiego pochodzenia), miała też jednak swoją drugą stronę. Wraz ze wzrostem zaludnienia wzrastał też poziom kontroli sprawowanej przez właścicieli ziemskich nad swoimi poddanymi, a różnego rodzaju świadczenia, do jakich byli zobowiązani, stawały się stopniowo coraz bardziej uciążliwe (mimo iż były mniejsze niż na zachodzie Rzeczpospolitej). Przyczyniało się do tego powszechne oddawanie dóbr w dzierżawę, bowiem gospodarujący w magnackich dobrach najemcy dążyli do maksymalizacji zysku w krótkim czasie kosztem podległej ludności. Procesy te zbiegły się z napływem na Ukrainę polskiej szlachty i magnaterii (choć był on znacznie mniejszy niż dawniej sądzono), a także Żydów, którzy stali się wkrótce głównymi arendarzami karczm, młynów, warzelni soli, wytwórni potażu i tym podobnych, przez co skupiali na sobie nienawiść ruskich chłopów. Podziały majątkowe i stanowe znów nakładały się na etniczne.
Posiadłości magnaterii polskiej w XVI–XVII wieku. Widoczne zaznaczone na czerwono ogromne zadnieprzańskie posiadłości Wiśniowieckich (rys. Maciej MathiasrexSzczepańczyk i Halibutt, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa–na tych samych warunkach 3.0 niezlokalizowana)
Kolonizacja ukrainnych stepów została dramatycznie przerwana przez wybuch powstania Chmielnickiego. Okazuje się, że stało się to w przeddzień wydarzeń, które mogły oznaczać szybki koniec siczy zaporoskiej i całej kozaczyzny w Rzeczpospolitej. W lutym 1648 roku Wiśniowiecki otrzymał od króla nadanie rozległych obszarów wokół dnieprzańskich porohów, na których znajdowały się główna kozacka siedziba. Gdyby Jeremi przeprowadził na tym obszarze skuteczną akcję kolonizacyjną, budując tu umocnione gródki, wokół których mogłaby skupiać się ludność wiejska, kozaczyzna w ciągu kilku, najdalej kilkunastu lat zniknęłaby zapewne z kart dziejów.Dla Rzeczpospolitej byłoby to rozwiązanie niezwykle korzystne, zniknąłby bowiem czynnik stale destabilizujący kresy południowo-wschodnie i powodujący konflikty z potężnym tureckim sąsiadem. Zamiast tego pustynne dotąd tereny zostałyby zagospodarowane i mogłyby przynosić korzyści nie tylko ich właścicielom ale też państwu. Przesunięcie granicy zasiedlenia tak daleko na wschód i południe musiałoby też ułatwić ogromnie obronę przeciw najazdom tatarskim. Ukraina mogłaby się rozwijać nie tylko gospodarczo, ale też kulturalnie i nie popadłaby w kompletną ruinę, do jakiej doprowadziły długie lata wyniszczających wojen toczonych na jej terenie przez kilka dziesięcioleci.
Z ukraińskiego punktu widzenia i na tę sprawę można jednak spojrzeć inaczej. Likwidacja kozaczyzny oznaczałaby, że idea ruskiej państwowości i niezależności nigdy nie zyskałaby swojego wyraziciela w postaci Bohdana Chmielnickiego i kolejnych kozackich hetmanów, a dziewiętnastowieczni budziciele ukraińskiej świadomości narodowej nie mogliby odwoływać się do jakże istotnego w ich działalności kozackiego mitu. To wnioski być może nieco zbyt daleko idące, niewątpliwie jednak trzeba zdawać sobie sprawę z pierwszorzędnego znaczenia kozackich tradycji w ukraińskiej świadomości narodowej, co musi wpływać na ocenę procesów zachodzących na Kijowszczyźnie w pierwszej połowie XVII wieku.

Warchoł czy mąż stanu?

Jeremi Wiśniowiecki, obraz przypisywany Danielowi Schultzowi młodszemu, powstały zapewne już po śmierci księcia, ale możliwe, że na podstawie starszego portretuJak była mowa na początku, ojciec Jeremiego prowadził dość niespokojne, wręcz awanturnicze życie i ścigany był przez wyroki sądowe oraz wierzycieli. Jego syn wyróżniał się z całą pewnością znacznie większym talentem do zarządzania majątkiem i nie prowadził samowolnych wypraw na terytoria sąsiadów Rzeczpospolitej, jednak również odznaczał się dość krewkim charakterem. Niejednokrotnie dochodził swoich praw (słusznych lub nie) za pomocą zbrojnych oddziałów, a w 1647 roku przybył do Warszawy na sejm w asyście podobno aż czterotysięcznego wojska i groził napaścią na Aleksandra Koniecpolskiego z którym pozostawał w sporze mającym być rozstrzygniętym przez sąd sejmowy. Nawet jak na ówczesne czasy był to dość niezwykły przykład zuchwałości, wywołany jednak zniewagą Koniecpolskiego, który żądał od Jeremiego przysięgi potwierdzającej chorobę, która uniemożliwiła Wiśniowieckiemu uczestnictwo w sądzie sejmowym rok wcześniej.
Nie można jednak nie zauważyć, że Wiśniowiecki był pod tym względem typowym przedstawicielem swoich czasów, a stosowane przezeń metody dochodzenia własnych racji były powszechne nie tylko wśród magnaterii, ale i mniej znacznej szlachty. Słabość państwa i sądownictwa, niemal całkowity brak aparatu policyjnego, pozostawianie egzekucji wyroku zwycięskiej stronie sporu wręcz wymuszało do pewnego stopnia samodzielną ochronę własnych interesów wszelkimi dostępnymi sposobami. Niejednokrotnie zarzewie konfliktu generowało zresztą państwo, bowiem bałagan panujący w kancelarii koronnej powodował, że jedne i te same dobra nadawano niejednokrotnie dwóm różnym osobom, a rozstrzygnięcie powstałego w ten sposób sporu było często bardzo trudne nawet pomimo zaangażowania samego króla i sejmu.
Wpadka na polu bitwy 

W powszechnej świadomości Jeremi uchodzi za wielkiego, niemal niezwyciężonego wodza. Niewątpliwie trudno mu odmówić talentów dowódczych, a także osobistej odwagi, czym wsławił się m.in. pod Zbarażem i Beresteczkiem, i jemu zdarzały się jednak błędy. W czasie powstania kozackiego 1638 roku dowodzone przez niego oddziały rozerwały pod Żołninem tabor kozacki (co było dużym sukcesem) i wdarły się do jego środka, nie spostrzegły jednak w porę, że kozacy zaczęli ponownie łączyć przerwany łańcuch wozów tworzących umocnienia. Chorągwie Wiśniowieckiego znalazły się w potrzasku między rzeką a wrogimi wojskami. Będący z drugiej ich strony książę trzykrotnie atakował tabor na czele swej jazdy (w czasie jednej z szarż zabito pod nim konia) i udało mu się wydostać podkomendnych z matni, stracił jednak przy tym wielu żołnierzy. Siły wroga nie zostały też w pełni rozbite, mimo iż po rozerwaniu taboru wydawało się to niemal pewne.
Jeremi przez długi czas nie był nadmiernie zainteresowany sprawami publicznymi, a w spory polityczne angażował się głównie wtedy, gdy dotykały bezpośrednio jego interesów. Z czasem jednak, gdy sytuacja na Ukrainie wymusiła na nim najwyższe zaangażowanie, stawał się coraz zręczniejszym politykiem, choć nigdy nie osiągnął biegłości swego wielkiego adwersarza, kanclerza Ossolińskiego. Oczywiście osobiste interesy rzutowały w wielkim stopniu na poglądy Wiśniowieckiego, nie da się jednak zaprzeczyć, że miał jednocześnie stale na uwadze dobro Rzeczpospolitej. Jeśli uważał, że należy utopić kozackie powstanie we krwi, to niewątpliwie sądził, że będzie to najlepsze nie tylko dla niego, ale również dla jego ojczyzny i jej szlacheckiego narodu politycznego, o czym będzie jeszcze mowa za chwilę. Podobnie zapatrywać się należy na udział Jeremiego w innych wojnach toczonych przez Rzeczpospolitą oraz w walkach z Tatarami i kozakami. Wydaje się, że traktował bardzo poważnie nie tylko swój szlachecki honor, ale również wynikające z przynależności do stanu rycerskiego powinności.

„póki [...] Ukrainy nie uspokoję i buntów chłopskich we krwi nie utopię”

Najbardziej kontrowersyjnym elementem życiorysu Wiśniowieckiego są jego poczynania w czasie powstania Chmielnickiego. Po klęsce wojsk koronnych pod Korsuniem wyprowadził on z Zadnieprza swoje prywatne chorągwie, a także sporą liczbę cywilnej ludności, w tym Żydów, którzy byli przez Kozaków bezlitośnie mordowani. Żydowski kronikarz Natan Hannower przedstawił Jeremiego jako prawdziwego zbawcę:
niósł ich [uchodźców], jak na skrzydłach orlich, aż ich przeprowadził dokąd chcieli. Gdy im groziło niebezpieczeństwo z tyłu kazał im iść przed sobą, a gdy im groziło z przodu wówczas on maszerował przed nimi, jako tarcza i puklerz, a oni za nim kładli się obozem.
Wymarsz Wiśniowieckiego z Łubniów według Juliusza Kossaka
Z kolei Henryk Sienkiewicz tak opisał w „Ogniem i Mieczem” scenę wymarszu z Łubniów, gdzie mieścił się książęcy dwór:
Tabor przechodził właśnie koło stóp mogiły, a na widok księcia, stojącego z buławą w ręku na szczycie pod krzyżem, wszystkim żołnierzom wydarł się naraz z piersi okrzyk:
– Niech żyje książę! Niech żyje wódz nasz i hetman, Jeremi Wiśniowiecki!
I setki chorągwi zniżyło się do nóg jego, husarie wydały karwaszami dźwięk groźny, kotły huknęły do wtóru okrzykom.
Wtedy książę wydobył szablę i wzniósłszy ją wraz z oczami ku niebu tak mówił:
– Ja, Jeremi Wiśniowiecki, wojewoda ruski, książę na Łubniach i Wiśniowcu, przysięgam Tobie Boże w Trójcy świętej jedyny i Tobie Matko Najświętsza, jako podnosząc tę szablę przeciw hultajstwu, od którego ojczyzna jest pohańbiona, póty jej nie złożę, póki mi sił i życia stanie, póki hańby owej nie zmyję, każdego nieprzyjaciela do nóg Rzeczypospolitej nie zegnę, Ukrainy nie uspokoję i buntów chłopskich we krwi nie utopię. A jako ten ślub ze szczerego serca czynię, tak mi Panie Boże dopomóż – amen!
To rzekłszy stał jeszcze przez chwilę patrząc w niebo, po czym z wolna zjechał z mogiły ku chorągwiom.
Po tym odwrocie Wiśniowiecki podjął samowolną akcję pacyfikacyjną, która nie dawała szans na stłumienie rewolty. Dał tym samym wyraz swojemu sprzeciwowi wobec planów rokowań pokojowych z kozakami i nie posłuchał próśb o wstrzymanie działań wojennych. Chciał Jeremi osłonić dobra swoje i swoich krewnych leżące na Wołyniu i Bracławszczyźnie (od swojego plądrowanego i palonego teraz zadnieprzańskiego „państwa” był odcięty), ale uważał też negocjacje z buntownikami za hańbiące dla Rzeczpospolitej. Pisał o tym w znanym liście do Adama Kisiela:
jeżeli za zniesieniem wojska kwarcianego i wzięciem hetmanów do więzienia kontantacją otrzyma Chmielnicki i przy dawnych wolnościach zostawać będzie z tem hultajstwem – ja w tej ojczyźnie wolę nie żyć. I nam lepsza rzecz umierać, aniżeliby pogaństwo i hultajstwo miało nam panować.
Bohdan Chmielnicki, portret nieznanego autorstwa z połowy XVII wiekuPrawdą jest, że w czasie walk na Wołyniu wykazał się Wiśniowiecki niemałym okrucieństwem, jednak nie odbiegało to w najmniejszym stopniu od metod tłumienia buntów stosowanych wcześniej nie tylko w Rzeczpospolitej, ale i w całej Europie. Co więcej, co najmniej równie wielkimi zbrodniami popisywali się kozaccy i chłopscy powstańcy. Poczynania „Jaremy” zostały od razu znacznie wyolbrzymione zarówno przez Chmielnickiego, jak i wrogów księcia ze stronnictwa pokojowego z kanclerzem Ossolińskim na czele, a trzysta lat później wizerunek okrutnika utrwalił częściowo Sienkiewicz w swojej „Trylogii”.
Stał się zatem Wiśniowiecki swego rodzaju symbolem polsko-ukraińskich waśni, nienawiści i zaciętości, która uniemożliwiła polsko-ukraińskie pojednanie. Szczególnie negatywnie opisywany był Jeremi przez Ukraińców, ale i w Polsce nie brakowało opinii o jego krótkowzroczności, rzekomym dbaniu jedynie o prywatne interesy i nieuzasadnionej krwiożerczości. Trzeba jednak stwierdzić z całą mocą, że nie było w 1648 roku i w latach następnych żadnych szans na porozumienie, które zadowalałoby obie strony. Upojony sukcesami Chmielnicki ani myślał o jakichkolwiek ustępstwach (a Polska strona była gotowa jedynie na niezbyt duże) i w lutym 1649 roku mówił:
Jużem dokazał, o czemem nie myślał zrazu, i dalej com umyślił. Wybiję z lackiej niewoli naród ruski wszystek; a com pierwej o szkodę moją i krzywdę wojował, teraz wojował będę o wiarę prawosławną naszą. Pomoże mi tego Czerń wszystka, po Lublin, po Kraków, której ja nie odstąpię, bo to prawa ręka nasza. Żebyście zaś chłopstwa nie zniósłszy w Kozaków nie uderzyli, będę miał dwakroć, trzykroć sto tysięcy swoich [...]. Za granicę na wojnę nie pójdę, szabli na Turki i Tatary nie podniosę; dosyć mam na Ukrainie i Podolu a Wołyniu teraz; dosyć wczasu, dostatku i pożytku w ziemi i xięstwie mojem po Lwów, Chełm i Halicz. A stanąwszy nad Wisłą, powiem dalszym Lachom «sedijte mołcijte Lachy». I duków, i kniaziów tam zahonię, a będąli i z Zawiśla krzykać, znajdę ja ich tam pewnie. Nie postoi mi noga żadnego kniazia i szlachetki w Ukrainie.
Jak widać, nad Rzeczpospolitą zawisło śmiertelne niemal niebezpieczeństwo i z punktu widzenia polsko-litewskiego szlacheckiego państwa konieczne było uchwalenie podatków wojennych, zaciągnięcie potężnego wojska i siłowe stłumienie buntu. Tylko zwycięstwo jednej ze stron dawało szansę na unormowanie sytuacji. Nawet dziesięć lat później, gdy zarówno jedni i drudzy wyczerpani już byli walkami i poważnie odczuli skutki rosyjskiej interwencji, wcielenie w życie idei budowy Rzeczpospolitej już nie Dwojga, lecz Trojga Narodów okazało się niemożliwe.

Epilog

Wiśniowiecki zmarł w niedzielę 20 sierpnia 1651 roku w Pawołoczy, w czasie kampanii wojennej toczonej po wspaniałej wiktorii beresteckiej, której Jeremi był głównym aktorem. Stosunkowo młody wiek kochanego przez żołnierzy wodza (39 lat) i nagłość choroby, która go zmorzyła w ciągu tygodnia, wzbudziły podejrzenia o otrucie, ale zarządzona sekcja zwłok tego nie potwierdziła i sprawa pozostaje nie w pełni wyjaśniona do dziś. Biograf księcia tak oto opisał jego pogrzeb:
Wystawiono jazdę w dwa szeregi na ćwierć mili. Przez żywą tę aleję defilował Wiśniowiecki po raz ostatni, odziany w żupan atłasowy karmazynowy, w ferezyję aksamitną i kołpak książęcy. Przed ciałem książęcem, jadącem w otwartej szkarłatnej karecie, szły piesze regimenty, a wokół gwardia królewska z opuszczoną na dół bronią. Tuż przed karetą postępowały dwie husarskie chorągwie książęce, za ciałem zaś pięć chorągwi kozackich zmarłego z opuszczonemi znaczkami. Chorąży książęcy niósł sztandar Wiśniowieckiego zniżony do ziemi. Za trumną postępowały cztery wierzchowce księcia pokryte kirem, a za nimi szedł cały orszak pogrzebowy, złożony z hetmanów, wojewodów, pułkowników i całej starszyzny wojskowej, wśród żałobnego odgłosu trąb i bębnów. O ćwierć mili od obozu orszak się zatrzymał. Wygłosił kazanie ks. Czarnocki, ten sam, który kiedyś kazał przy ślubie nieboszczyka. Po mowach pogrzebowych Szczawińskiego i Lanckorońskiego uderzono po trzykroć ze wszystkich dział, tyleż razy dały ognia regimenty piesze. Dowódcy zawrócili do obozu, wojsko jednak samorzutnie mil kilka odprowadziło zwłoki wodza, aż hetmani wydawać musieli surowe rozkazy powrotu, gdyż obóz był z ludzi ogołocony.
Spocząć chciał Jeremi w rodowym Wiśniowcu, ale tamtejszy kościół był zniszczony, a ciało mogłoby zostać sprofanowane, stąd rodzina zdecydowała się ostatecznie na pochówek na Świętym Krzyżu, gdzie do dziś znajduje się jego grób. Autentyczność spoczywającej tam mumii budzi jednak wątpliwości.
Wojny kozackie zrujnowały Wiśniowieckiego i jego rodzinę. Jego żona, Gryzelda z Zamoyskich (owdowiała w wieku zaledwie 28 lat), musiała wraz synem korzystać z gościnności brata, Jana „Sobiepana” Zamoyskiego. Z czasem ich sytuacja materialna poprawiała się, a po śmierci brata przejęła de facto zarząd nad ordynacją zamoyską. Walki sądowe o te dobra posłużyły Gryzeldzie za pretekst do szeroko zakrojonej akcji propagandowej, w ramach której na sejmikach ziemskich przypominano trochę już zapomniane zasługi jej zmarłego męża. Walnie przyczyniło się to do elekcji syna Jeremiego na króla Rzeczpospolitej, który panował jako Michał Korybut Wiśniowiecki i został zapamiętany (niezupełnie słusznie) jako jeden z najgorszych elekcyjnych władców.

Brak komentarzy: