ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

poniedziałek, 15 marca 2021

Józef Podwysocki

  · 

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba
St. wach. Józef Podwysocki, legendarny podoficer Pułku Ułanów Karpackich, znany z odwagi i realizowania wielu niezwykłych pomysłów.
To on w Homs samodzielnie uspokoił całe miasto wzburzonych Arabów, a w Tobruku swoimi czynami tylko umacniał własną legendę.
Pewnego dnia, nudząc się jak mops, postanowił opuścić swój schron i udał się w kierunku pozycji włoskich. Stało się to tak nagle i nieoczekiwanie, że żaden z jego kolegów nie zdążył go zatrzymać.
A Podwysocki wybrał się po prostu na spacer, jak sam później mówił „aby rozerwać sie trochę i... porozmawiać z Włochami.” Gdyby byli tam Niemcy, wachmistrz na pewno nie poszedłby do nich, znał zbyt dobrze ich zwyczaje. „Ale z Włochami można było spróbować.”
Szedł samotnie powoli w stronę Włochów, bacznie obserwowany z jednej i z drugiej strony. Nie padł ani jeden strzał, szedł w kompletnej ciszy, aż doszedł do zasieków z drutu kolczastego.
Po chwili w jego stronę wyszedł młody włoski oficer, pokonał przeszkodę z drutów i podszedł do Józefa Podwysockiego. Przez chwilę badali się wzrokiem, aż Włoch w końcu się uśmiechnął. Polak wyjął z kieszeni srebrną papierośnicę, otworzył ją i skierował w stronę włoskiego oficera.
Włoch nie przyjął poczęstunku (może nie palił, a może bał się, że papieros jest zatruty), uśmiechnął się tylko przyjaźnie i odpowiedział:
- Grazie mille signore sergente. (Bardzo dziękuję sierżancie).
Podwysocki oburzył się. Jak to, on narażał swoje życie idąc do włoskich okopów, a Włoch powiedział mu tylko „grazzie mille”?
Nagłym ruchem wyciągnął z kabury pistolet i kierując go w stronę oniemiałego włoskiego porucznika krzyknął po polsku:
- Bierz natychmiast, bo strzelę!
Stanowczy ton Podwysockiego, od razu przekonał Włocha, bo ten po tym przyjął papierosa, sam wyciągnął z kieszeni płaszcza zapalniczkę i obaj zaciągnęli się dymkiem.
Tak paląc wymienili ze sobą jeszcze parę grzecznościowych zdań. Włoch po włosku, Polak po polsku, zasalutowali sobie i rozeszli każdy w swoją stronę. Włoch miał bliżej, więc zaraz zniknął w okopie, a Podwysocki wolnym krokiem, ani razu nie oglądając się za siebie powrócił na swoje stanowisko.
To całe wydarzenie w ciszy było obserwowane zarówno przez żołnierzy polskich jak i włoskich, a jeszcze długo po nim w jednych i drugich okopach słychać było śmiech. Pierwszy i ostatni śmiech w tamtym okresie, który pozwolił jednej i drugiej stronie zapomnieć na chwilę o wojnie.
Fot. NAC Sygnatura: 24-208

Brak komentarzy: