ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

niedziela, 5 grudnia 2021

Marek Hłasko i aparat represji PRL


Aparat represji PRL zainteresował się Hłaską bardzo wcześnie, bo jeszcze na początku lat 50-tych, zanim dał się on poznać jako pisarz i zdobyć jakąkolwiek popularność. SB nie straciła zainteresowania nim aż do jego śmierci, a nawet dłużej – dokumentację rozpracowania go zamknięto kilka lat później.
To chyba najmniej znany epizod dotyczący relacji Marka Hłaski z szeroko rozumianą władzą komunistyczną. Okazuje się, że przez krótki czas młody, 19-letni Hłasko był informatorem milicji o pseudonimie „Wanda”. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że nie chodziło o służby specjalne, tylko „zwykłą” milicję, która zażądała od Hłaski informacji w ramach pewnej sprawy czysto kryminalnej (a nie politycznej).
Według materiałów MO i MSW (trzeba pamiętać, że nie wolno im bezgranicznie ufać) Hłasko wszedł w orbitę zainteresowania milicji jesienią 1952 r., kiedy pracował jako kierowca w Warszawskiej Spółdzielni Przewozowej. Milicja próbowała rozszyfrować siatkę nieuczciwych konwojentów, którzy rozprowadzali towar po warszawskich sklepach, oszukując i starając się przejąć jak najwięcej dóbr dla siebie (co w ówczesnej, bardzo biednej Polsce, nie było zresztą niczym wyjątkowym). Hłasko miał pomóc milicji w złapaniu oszustów. Nie zamierzano oferować mu żadnych pieniędzy. Oficjalnym powodem werbunku miały być tzw. uczucia patriotyczne – za tymi słowami bardzo często krył się po prostu szantaż w stylu: „pomóż nam, bo inaczej my zaszkodzimy tobie”. Przed werbunkiem dyskretnie zdobywano informacje o „obiekcie”: gdzie i z kim mieszka, jakie ma poglądy, czy ma nałogi (co ciekawe, stwierdzono, że oprócz papierosów nie ma żadnych). W tym właśnie momencie zaczyna się wieloletnia aktywność aparatu państwowego PRL wobec pisarza.
Po raz pierwszy Hłasko został wezwany do Komendy MO w Warszawie w końcu listopada 1952 r. w związku z kradzieżą dokonaną przez jednego z konwojentów. Hłasko miał dość chętnie mówić o firmie, w której ówcześnie pracował. Do formalnego werbunku doszło dopiero 10 grudnia 1952 r. W raporcie werbunkowym został określony jako „sprytny, szybko orientujący się i rozwinięty umysłowo”. Nie wiadomo, czy Hłasko zdawał sobie sprawę, że w papierach milicyjnych figurował jako informator. W podpisanym przez niego zobowiązaniu o zachowaniu spotkania w komendzie w tajemnicy, podpisał się z imienia i nazwiska, co pokazuje, że nie uważał siebie za tajnego milicyjnego agenta.
Tak być może podchodził do kolejnych wezwań, które przychodziły, choć Hłasko zmienił w tym czasie pracę. W sumie między styczniem a kwietniem 1953 r. odbyło się 12 spotkań (na 17 planowanych), z czego 10 uznano za wartościowe. Dokumenty nie wskazują, czy zeznania pisarza pomogły w jakikolwiek sposób w złapaniu konwojentów-oszustów. W każdym razie współpraca nie trwała długo – dość szybko okazało się, że Hłasko przestał być przydatny milicjantom, w dodatku stwierdzono, że raczej nie przyda się w innych śledztwach: jak pisano, „zwolnił się z pracy, aby ukończyć książkę”. Machnięto więc ręką. Ostateczne decyzja o „eliminacji z sieci” zapadła dopiero w listopadzie 1953 r. – milicyjna biurokracja działała wolno.
Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba i stoi

Brak komentarzy: