ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

poniedziałek, 6 grudnia 2021

Relacja 35 -letniej Feliksy Rycyk.

 

6 grudnia 1942 roku nocą przyszło dwóch gestapowców, którzy kazali nam ubrać się i wyjść z domu całej rodzinie, tzn. mnie, mężowi Jakubowi, synom Stanisławowi i Tadeuszowi oraz córce Helenie. Po wyjściu z domu posadzono nas na fury i odwieziono do Zamościa za druty. Tej nocy wysiedlony był cały Sitaniec. Za drutami byli ludzie z całego powiatu. W Zamościu byliśmy całą rodziną kilka dni i 13 grudnia 1942 roku dowiezieni zostaliśmy do Oświęcimia wszyscy razem: 370 osób z Sitańca i wiele innych ludzi nie znanych mi. Z chwilą przyjścia do Oświęcimia zostały otwarte wagony i ludzie wyszli, ja pozostałam w wagonie z trojgiem dzieci do chwili przyjścia gestapowca, który wyrzucił mnie z dziećmi na Lageratrasse (ulicę obozową), gdzie odłączono ode mnie jednego syna lat 12 i odrzucono go na męską stronę. Ja chciałam zabrać syna i z chwilą przyjścia na stronę męską zostałam uderzona do nieprzytomności. Gdy się opamiętałam, byłam już tylko w grupie kobiet. Podzielono nas na obozy, byłam wraz z dziećmi, a o mężu nic nie wiedziałam i nie widziałam go do obecnej chwili. Po miesiącu dowiedziałam się, że mój syn Stanisław zginął. W styczniu 1943 roku zachorowałam i Niemka w czasie choroby zabrała mi syna Tadeusza, który także zginął, bo zostałam zawiadomiona przez Czerwony Krzyż Kraków, że został zatruty przez Niemców. Przebywałam z córką Heleną do grudnia 1943 roku w baraku i ciężko chorowałam na czerwonkę, tyfus i serce. W 1943 roku w grudniu zmarła przy mnie córka Helena, która liczyła 6 lat. Ja zostałam sama i chodziłam do kopania rowów. Rowy te były po to kopane, by ludzi wyniszczyć; kazali rąbać lód i wodę wylewać z rowu.
Na zdjęciu Dzieci Zamojszczyzny, fot. PAP/ CAF - Onet
Może być zdjęciem przedstawiającym 10 osób, dziecko, ludzie stoją i na świeżym powietrzu

Brak komentarzy: