Krótka historia o cmentarzu.
W Warszawie, na Powązkach, istnieje sobie kwatera „Ł”, zwana popularnie „Łączką”. Jest to miejsce pod cmentarnym murem na Powązkach Wojskowych.
To właśnie tutaj chowano zamordowanych w mokotowskim więzieniu strzałem w tył głowy żołnierzy podziemia antykomunistycznego. Spoczął tu istny panteon bohaterów. Rotmistrz Witold Pilecki. Generał August Emil Fieldorf. Porucznik Jan Rodowicz. Major Bolesław Kontrym. Major Zygmunt Szendzielarz. Major Hieronim Dekutowski. I setki innych.
Wrzucano ich do anonimowych dołów, jak śmieci. Bez trumien. Niektórych upokarzano do ostatnich chwil życia, poza torturami i biciem. I tak, mjr Dekutowski „Zapora”, Cichociemny, niekwestionowany bohater walk z niemieckim okupantem, został zamordowany w niemieckim mundurze. Upadlano ich, przebierając w hitlerowskie mundury i zamykając w celach z niemieckimi zbrodniarzami wojennymi. Dając im do zrozumienia, że są tacy, jak oni. Odmawiając im wszelkich praw.
Ale komunistom było mało, więc postanowili ich upodlić jeszcze po śmierci. Walczyć z nieżyjącymi.
W miejscu pochówku zrobiono śmietnik. Przez dziesiątki lat wszystkie odpadki i nieczystości cmentarne składowano nad szczątkami zamordowanych polskich bohaterów.
W tym samym czasie autentycznych zbrodniarzy, komunistycznych morderców w mundurach, ich katów, psychopatów, wyrywających paznokcie i tłukących ofiary metalowymi pałami, chowano z honorami, nierzadko w asyście salw honorowych i z apelami pamięci, na Alei Zasłużonych, w pysznych grobowcach, obkładanych dziesiątkami wieńców.
Ale i to było mało.
W 1982 roku, w czasie stanu wojennego, prawie 40 lat po wojnie, rozkazem Jaruzelskiego, na Powązki wjechały koparki. Te zmieliły gąsienicami szczątki ofiar, część ziemi wybrały i wywiozły. Zmieszane, połamane kości polskich bohaterów wrzucono do dołu obok. Właśnie po to by nie można było tak łatwo zidentyfikować leżących tam ofiar.
Przypomnę, że Sowieci w 1971 roku zrównali z ziemią czołgami i koparkami Cmentarz Orląt Lwowskich we Lwowie. Bolszewicy walczący z nieżyjącymi wszędzie są tacy sami.
Na miejscu dawnego śmietnika zaczęto chować kolejnych „zasłużonych” dla Polski „ludowej”. Pozostałe szczątki bohaterów wepchnięto w głąb ziemi, pod nowe nagrobki. Gdy w 2015 roku (!) IPN zaapelował o przeniesienie grobów „patriotów ludowych”, w polskojęzycznych mediach podniosło się oburzenie, że to zakłócanie spokoju zmarłym, że po co grzebać w ziemi, że koszty. Trzeba było ogromnej determinacji, by badania kontynuować. A i tak wielu ofiar do dziś nie odnaleziono. Nadal się ich poszukuje, rozpaczliwie, pod błagalnym wzrokiem staruszków - ich wówczas małoletnich dzieci. Wypytujących, czy i kiedy badacze odnajdą ich tatusiów, czy wujków...
Nie mam słów na tę trwającą dekady podłość i ludzi, którzy dzisiaj szukają bandytów - tylko nie tam, gdzie trzeba.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz