Jeśli budowniczowie pomnika dla ludobójców – dzieciobójców na górze Monastyr w Werchracie będą konsekwentni, to przyjdzie czas na pomnik nazistowskiego spadochroniarza Karla Opla w Tyrawie Wołoskiej. Oraz dla jego ukraińskiego „towarzysza broni” z UPA – „Sukatego”.
Dobrali się jak „w korcu maku” – Niemiec z Wiednia i Ukrainiec, obaj alkoholicy, obaj chorzy wenerycznie...
NAZISTOWSKI ŻOŁNIERZ w UPA
służąc Hitlerowi dosłużył się stopnia podpułkownika. W trakcie pogromu armii niemieckiej na froncie wschodnim przyłączył się do ukraińskich sojuszników z OUN-UPA. Pod koniec 1946 roku szwendał się w okolicach wsi Tyrawa Wołoska (MAPA). Tam żołnierz „komunistycznego” Wojska Polskiego 12.12.1946 r. wystrzelił kulę, która zakończyła żywot niemieckojęzycznego banderowca. Już o tym pisaliśmy:
https://suozun.org/warto-obejrzec-i-przeczytac/i_jak-zginal-niemiecki-banderowiec-karas/
ILUSTRACJA nr 1: Czy odznaka strzelca spadochronowego Luftwaffe (Fallschirmschützenabzeichen der Luftwaffe) może być elementem pomnika nagrobnego dla niemieckojęzycznego wojaka OUN-UPA Karla Opla? Kiedy misja ukraińska dotrze do Tyrawy Wołoskiej, i odszuka na cmentarzu grób nazisty z OUN-UPA, kwestia projektu pomnika dla nazisty w OUN-UPA (na koszt polskiego podatnika?) stanie się pilna!
Autorstwo: Ken, modified by Gunnar.offel – Ten plik jest pochodną pracy: Fallschirmschützenabzeichen der Luftwaffe.jpg, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=95817124
ILUSTRACJA nr 2: Tak mógł wyglądać nazistowski spadochroniarz Karl Opl, który zginął od polskiej kuli jako banderowiec na polskim terytorium, w Tyrawie Wołoskiej, półtora roku po kapitulacji Trzeciej Rzeszy.
ILUSTRACJA nr 3: Tyrawa Wołoska, widok z lotu ptaka. Czy w tej pięknej miejscowości pojawi się kiedyś ulica nazistowskiego spadochroniarza Karla Opla? A może tylko skwer, izba pamięci, banderowskiego „bohatera” walk z bolszewizmem?
KTO NIE WIERZY
że w OUN-UPA na terytorium Polski do 12.12.1946 r. „działał” nazistowski niemieckojęzyczny „żołnierz”, żywy dowód sojuszu Trzeciej Rzeszy z ukraińskimi nacjonalistami
NIECH SPRAWDZI
i przeczyta
DOKUMENT ARCHIWALNY
Proszę zwrócić uwagę, jak bardzo Karl Opl był „zakorzeniony” w OUN-UPA. Dokument powstał z powodu pijackich gróźb pod adresem rejonowego prowidnyka OUN „Ihora” vel „Homina” (Wołodymyr Kit), i stał się niepodważalnym dowodem obecności hitlerowców w UPA. Karl Opl przetrwał tę aferę żywy, ale zginął równo 2 miesiące później.
IPN Rz 072/1, t. 30, k. 108-116. Rękopis w języku ukraińskim. Dla nie znających języka ukraińskiego oferujemy polskie tłumaczenie.
IPN Rz 072/1, t. 30, k. 108. Strona 1.
„Postój, 12.10.1946.
Protokół.
Personalia: Opl Karl („Karol”) ur. 23.05.1918 r. w Wiedniu, Austria, wolny, szkoła średnia, rzymski katolik, Austriak, służył w wojsku austriackim, niemieckim, oberfähnrich [podpułkownik], sądowo karany nie był. Podpułkownik.
Zeznania: („Karol”), ur. 1918 r. w Wiedniu. Ojciec był majstrem na budowie, […]. Ojciec i matka Austriacy. W 6 roku życia zacząłem chodzić do szkoły powszechnej, tam skończyłem 5 klas, następnie skończyłem 5 klas szkoły średniej, do szkoły chodziłem w Wiedniu. W 1935 r. jako ochotnik wstąpiłem do armii austriackiej, tam służyłem 2 1/2 roku. [Stopień] wojskowy gefreiter. W 1938 r., w czasie okupacji Austrii przez Niemcy od razu przeszedłem do armii niemieckiej. Po 1 roku służby poszedłem do szkoły podoficerskiej. Po skończeniu szkoły dostałem stopień podoficera, „unterofficer”. W wojnie z Polską byłem w dywizji zapasowej, w walce nie brałem udziału. Po przegranej Polski przez 2 miesiące stacjonowałem w Modlinie, stamtąd wróciłem do Niemiec do miasta Stendal, oraz przeszedłem 4-miesięczne szkolenie spadochroniarzy. W dniu 10.04.1940 r. zostałem zrzucony jako spadochroniarz w czasie ofensywy na Norwegię, na norweskim terytorium w miejscowości Narwik, tam brałem udział w walkach przeciwko Anglikom, potem wróciłem po 2 tygodniach do Niemiec na poprzednie miejsce. W dniu 12.05.1940 r. z ofensywy na Holandię zostałem zrzucony na spadochronie w miejscowości Rotterdam, tam byłem przez 1 miesiąc czasu; brałem udział w walkach. Następnie w ofensywie na [...] zostałem zrzucony na spadochronie w miejscowości Prest, tam brałem udział w walkach, zabezpieczaliśmy przejście na drugą stronę”
IPN Rz 072/1, t. 30, k. 109. Strona 2.
„kanału na terytorium [...]. W miesiącu kwietniu 1941 r. w ofensywie na Grecję zostałem zrzucony ze spadochronem na wyspę Kretę, tam byłem 2 tygodnie i zostałem ranny w nogę. Przez 1 miesiąc byłem w szpitalu, stamtąd przesunęli mnie do piechoty, do miasta Rad[...], Wehrmacht, 267 dywizja, 467 pułk, [„....”]. W miesiącu czerwcu 1941 r. w wojnie z bolszewikami brałem udział w ofensywie na wschód, brałem udział w walkach: Mińsk, Smoleńsk, Wiaźma, […], Moskwa, Jelnia, […], Jarosław. W tym czasie byłem 4 razy ranny. Za odział w walkach, dobre bojowe działania, zostałem odznaczony orderami
[fragment tekstu przekreślony]
Stamtąd poszedłem do szkoły oficerskiej. Po skończeniu szkoły dostałem stopień oberfähnrich [podpułkownik] i poszedłem na ukraiński front w okolicy Żytomierza 1944 r.
W miesiącu marcu 1944 r. w okolicach […], Wołyń, skontaktowałem się z oddziałami UPA, i razem z nimi przez 15 tygodni wycofywałem się na zachód. W okolicach […] spotkałem sotnię „Łewa” z kurenia „Korota”. Porozmawiałem z sotennym, powiedziałem, że chcę razem z 15 Niemcami wstąpić do oddziału UPA. On mnie sprawdził i przyjął do swego oddziału w miesiącu czerwcu 1944 r. Razem z oddziałem byłem do listopada, w tym czasie byłem 7 razy w większych walkach z bolszewikami, a sam […], w lesie – […], […], Rogizno, Sełyśka, Nowosiółki, […]. W miesiącu listopadzie oddział rozpuścili po wioskach, na czas zimy. My razem z 24 strzelcami mieszkaliśmy we wsi Nowosiółki, rejon Jaworów. Ja nie chciałem na”
IPN Rz 072/1, t. 30, k. 110. Strona 3.
„jednym miejscu siedzieć, dołączyłem do kuszczowej żandarmerii i chodziłem razem z nimi i pomagałem w terenowej robocie.
W miesiącu marcu 1945 r. przeszedłem do sotni „Siana”, w sotni byłem do miesiąca sierpnia, wtedy zachorowałem, i w tym czasie został rozbity oddział „Siana”, czota. Wtedy ja z sanitariuszem roju „M...” poszedłem za linię Curzona, na teren Polski. Zameldowałem się u Rejonowego Prowidnyka „Ihora”, on przydzielił mnie do BSB [Bojówki Służby Bezpieczeństwa]. Byłem tam przez 2 miesiące czasu. Następnie przenieśli mnie do sotni „Worona”. W sotni początkowo byłem zastępcą rojowego , a później rojowym [dowódcą drużyny] I czoty „Sukatego”, brałem udział w akcjach, byłem minerem sotni, a później byłem w poczcie [sztabie] sotni [w charakterze] doradcy sotennego.
W miesiącu lutym 1946 r. była reorganizacja sotni. Mnie przydzielili do sotni „Łastiwki”, pełniłem funkcję 4/ rojowego. W dniu 26.03.1946 r. zostałem zwolniony przez lekarza do maja. W czasie pobytu w oddziale byłem 2 razy na akcjach. W maju zostałem przez lekarza całkowicie zwolniony z oddziału, przydzielony do pracy specjalnej przy Rejonowym Ośrodku i BSB.
14.10.1946.
1/ Eisernes Kreuz I i II kl.
2/ Deutsches Kreuz in Gold.
3/ Infanteriest Nahkampfabzeichen – silber.
4/ Infanterien Nahkampfspange – brązowy.
5/ Verwundetenabzeichen – silber.
6/ Ostmedaille
7/ Panzerkampfabzeichen (Panzerspange).
W dniu 30.09.1946 byłem ja, „Morozenko”, „Woron”, „Szachraj” w łozach między Tyrawą a Berezką (Rozpucie). O godzinie 15:00 poszliśmy do domu znajomego „Worona”. Na zamówienie „Worona” jakiś chłopiec przyniósł wódkę. Miała być zabawa. Z tego domu przeszliśmy do innego domu, koło Rozpucia. Tutaj zastaliśmy krawca z Rozpucia Czupiliaw-”
IPN Rz 072/1, t. 30, k. 111. Strona 4.
„śkiego, jakiegoś Rusina z Moczar, blondyna, około 28 lat, i jakichś dwóch Polaków z Tyrawy (Bea). Stąd poszliśmy do innego domu, bo nie było dobrej wódki („Woron” wypił 2 czarki). Tutaj był Humwicz z Tyrawy („Cincio”), którego „Woron” wysłał po gorzałkę. Za chwilę nadszedł Czupiliawśkyj. „Cincio” wrócił z gorzałką, wypiliśmy (ja wypiłem 2 czarki, „Morozenko” 1), i zawołał „Worona” na bok. „Woron” wezwał mnie i powiedział, że kilka domów wyżej mieszka jedna Niemka, żona krawca Czupiliawśkiego, chce się ze mną zobaczyć. Ja nie chciałem początkowo uwierzyć. Krawiec poszedł ze mną do tego domu (sąsiad), bo „Woron” kazał mu, żeby uważał na mnie, bo ja mam szankier [choroba weneryczna] i mogę mu żonę zarazić (żartem). W domu zastałem kilkoro dzieci, 2 dziewczyny i rodzinę krawca. Krawiec przedstawił mnie, że jestem Niemcem. Kobieta zaczęła mówić do mnie po niemiecku. Zapytałem ją po ukraińsku, skąd ona mnie zna.
Kobieta: „U nas (…) był kilka razy „Orłyk”, i opowiadał, że w tym terenie jest jeden Niemiec. Ja od razu go przekonywałam, żeby kazał Wam kiedyś przyjść do mnie.”
„Karol”: „Orłyk” nic mi nie mówił, a może nie przypominam sobie” (po ukraińsku).
Pytałem ją po ukraińsku, skąd ona pochodzi, i jak tu się znalazła. Zaczęła mi opowiadać po niemiecku, nie dialektem, lecz literackim:
„Pochodzę z Besarabii, ojciec Ukrainiec, matka Niemka, jesienią 1939 przejechali do Rumunii z rodziną, a zimą do Bawarii.”
(Ja mówiłem po ukraińsku. Ona widząc, że ja nie chcę mówić po niemiecku, zwróciła się po polsku. Ja rozumiem po polsku, ale mówić nie mogę).”
IPN Rz 072/1, t. 30, k. 112. Strona 5.
„Spytałem krawca, jak długo był w Niemczech. Powiedział, że w 1934 r. uciekł z Polski do Niemiec i wyrobił sobie niemieckie dokumenty. Pobrali się w Bawarii. Uciekł z armii niemieckiej. Schwytany, siedział w Krems (Austria) w więzieniu. Po kapitulacji Niemiec przyjechał z amerykańskiej strefy okupacyjnej na Śląsk. Wtedy wyrobił sobie polskie dokumenty dla siebie i żony. Myślał, że w Polsce będzie dobrze żyć, tak jak mówili w Niemczech propagandziści polskiego rządu. Więcej z nimi nie rozmawiałem o stosunkach rodzinnych. Kobieta pytała mnie, co nowego, i co będzie. Odpowiedziałem, że może będzie wojna, ale jakaś zmiana wkrótce musi być. To trwało około 1/2 godziny. Powiedziałem, że muszę odejść, bo na mnie czekają. Mówiła, aby koniecznie jeszcze kiedyś przyjść w gości. Ja nie obiecałem, i nie odmawiałem, powiedziałem, że może przyjdę, ale z towarzyszem „Morozenką”. Odszedłem do „Worona”. Godzinę przesiedzieliśmy, następnie odeszliśmy do Tyrawy. Wieczorem. W tym domu byłem pierwszy raz. Tam miało być śniadanie, ale nie było. Tutaj wypiliśmy jeszcze pół litra. Nadeszli „Małyj”, „Bihun”, i „Zenko”, i także przynieśli jeszcze pół litra. Wypiliśmy i z resztą poszliśmy w górny koniec Tyrawy. Ja z „Morozenką” poszliśmy spać. Tego dnia wypiłem 4 czarki gorzałki. Przez tydzień ja z „Morozenką” przebywaliśmy na Dosznach i we wsi Wujskie. W dniu 6.10 poszedłem z „Morozenką” rano do Rozpucia, do Czupiliawśkiego. Tutaj zjedliśmy śniadanie. „Morozenko” około godziny 7:30 wysłał krawca po „Cincia”. Wróciliśmy obaj około godziny 12, wtedy Wojsko Polskie było w Krecowie. Podczas nieobecności krawca bawiłem się z dziećmi (2 dziewczynki 2 i 3 lata, i 6-miesięczny chłopiec). Kobieta gotowała obiad, przy czym opowiadała mi wszystkie żale i niezadowolenie z rodzinnego”
IPN Rz 072/1, t. 30, k. 113. Strona 6.
„życia: Mąż jest ladaco, chodzi z polskimi dziewczynami, ma z jedną dziecko, na które płaci alimenty. Zapytałem, dlaczego nie jedzie do Niemiec, jeśli nie ma życia z mężem. Na Dolnym Śląsku jest jeszcze wielu Niemców i transportem z nimi może odjechać do Niemiec. Odpowiedziała, że mogłaby jechać z 2 córkami, ale nie jedzie przez półroczne dziecko. Pokazywała mi fotografie swoich znajomych z Niemiec, rodzinną książkę (Familien Handbuch) potwierdzającą aryjskie pochodzenie, wydaną podczas ślubu cywilnego. Opowiadała, że mąż uważa to małżeństwo za nieaktualne, bo odbyło się w niemieckim urzędzie i za władzy niemieckiej. Ja radziłem rozwód, mąż nie dbał wcale o żonę, chciał, żeby ona zmarła z dzieckiem. Dzieci mówią po polsku. Rozumieją po ukraińsku. Starsza trochę umie po niemiecku. Syna chciał ochrzcić w kościele. Żona uparła się, żeby syna chrzcili w cerkwi, tak jak był chrzczony ojciec. Żona postawiła na swoim. Córki zostały ochrzczone jeszcze w Niemczech na rzymskie katoliczki. Mężowi powiedziała, że ona była i będzie żoną. On koniecznie chce mieć całą rodzinę polską.
Dużo nie mogliśmy rozmawiać, bo stale była zajęta przy kuchni. Po moim dialekcie (rozmawialiśmy po niemiecku) poznała, że ja jestem z południowych Niemiec. Ja o sobie nie mówiłem nic. Pytała, jak długo jestem w wojsku i czy mam rodzinę. O UPA czy o innych podobnych sprawach nic nie rozmawialiśmy. Przyszedł „Cincio”. Wysłał na Moczary chłopca po gorzałkę. Przy obiedzie wypiliśmy po 2 czarki. Krawiec rozmawiał z „Morozenką” o jakimś „Ihorze”. Krawiec pytał, czy to prawda”
IPN Rz 072/1, t. 30, k. 114. Strona 7.
„że „Ihor” został zabity. „Morozenko” mówił, że to na pewno ten chory wenerycznie. Krawiec mówił, że zna wszystkich partyzantów ze wszystkich prawie rejonów. Robi dla nich ubrania. „Cincio” poszedł po „Bystrego” i „Ostrego”, którzy zabrali mu w minionym roku 9 krów wartości około 15 000 złotych. Krawiec mówił, że jemu żaden partyzant krowy nie zabierze. Narzekał, że stale szyje partyzantom i [nie] może zarobić na życie. Tam wypiłem 6 czarek. Do Rozpucia przyjechało Wojsko Polskie z Krecowa, około godziny 15:00, i my poszliśmy do Tyrawy Wołoskiej do domu, w którym byliśmy poprzedniej niedzieli. Spotkaliśmy „Krutija” z sotni. Z nim wypiliśmy znowu po 2 czarki. Nadszedł „Cincio” z Czupiliawśkim. Tam przyszedł „Slipyj”, Ukrainiec z Tyrawy. Powiedział nam, że w potoku jest karabin i amunicja. Po drodze ja prawie pijany zacząłem śpiewać. „Morozenko” kazał się śpieszyć. Ja mówię, że „mam czas, wojna nie skończona”.
„Idź, bo zastrzelę”, tak.
„Morozenko”: „co ty wariacie mówisz? Chodź, bo deszcz pada”.
Ja: „co, ja mogę iść i do Rakowej, i „Ihora” zastrzelić".
Morozenko: „co ty mówisz, ludzie słuchają”.
Ja: „nikt nie słyszy, do domów jest około 100 metrów”.
„Slipyj” to słyszał także. On zaczął pytać, kogo ja zastrzelę. „Morozenko” powiedział, że ja chcę zastrzelić „Ihora”. „Morozenko” nakrzyczał na mnie, co ja mówię. Ja powiedziałem, że to żarty, a „Morozenko” także nie zna się na żartach.
On powiedział: „Ja wiem, że to żarty, ale inny posłyszał i pomyślał, że to prawda”. Padał deszcz: już się ściemniało. Ja pozostałem w domu „Slipego”. On i „Morozenko” karabinu nie znaleźli. Przenocowaliśmy u Kowumosia. Na drugi dzień poszedłem na Dosznę, a „Morozenko” pozostał, mówił, że jest chory.”
IPN Rz 072/1, t. 30, k. 115. Strona 8.
„Krawiec mówił w mojej obecności „Morozence”, że przez 4 dni był aresztowany przez Wojsko Polskie z Birczy, dlaczego szyje „banderowcom” mundury. Za nim chodził prosić „Cincio”. Mówił porucznikowi, że krawiec pytał go, czy może szyć ubrania. Obaj postanowili, że musi szyć. Zwolnili go, ale musiał podpisać, że będzie donosić. O tym zameldował po zwolnieniu zaraz na drugi dzień.
W dniu 10.10 aresztował mnie „Jawir”, „Biłyj” i „Bystryj”. Nie powiedzieli mi, o co chodzi. Mówili, że Polowa Żandarmeria mnie wzywa. Ja nie chciałem iść, bo wiedziałem, że ci trzej nie mieli do tego prawa. Zabrali mnie pod przymusem. Broń zabrał „Morozenko”. W drodze powiedział, że to rozkaz „Ihora”. „Jawir” i „Biłyj” poszli na Wujskie. Zaprowadzili do Hołuczkowa. „Ihor” kazał „Ołehowi” związać mi ręce. Zapytałem, dlaczego to robi.
Odpowiedział: „ty niejednego, słyszałem, zastrzeliłeś”.
Ja: „To wojna. Front jest frontem. Za darmo nikogo nie zabiłem”.
„Ihor”: „Niemcy niemało ludzi wymordowali. Wy jesteście dobry panek. Będziemy rozmawiać jutro”.
„Ołeh” mówił, że ja jestem dezerterem.
Spaliśmy wszyscy w domu. Warty nie było żadnej, ani koło mnie, ani na dworze. Mogłem z łatwością rozwiązać ręce, zabrać całą broń, i uciec. („Ihor”, „Ołeh”, „Nestor”, „Smichur”, „Kłen”, „Jawir”, „Biłyj”, „Bystryj”, „Morozenko”). Zbudziłem „Smichura”, bo chciałem iść na stronę. Powiedziałem, że już mogłem uciec. Od tego momentu trzymali wartę.
Na drugi dzień „Ihor” pytał mnie, gdzie przebywałem przez ostatnie 3 tygodnie. Opowiedziałem wszystko szczegółowo. Przy tym przedstawiłem scenę z „Morozenką”, gdy mówiłem, że zastrzelę „Ihora”. Dopiero teraz zorientowałem się, że przez to zostałem aresztowany.”
IPN Rz 072/1, t. 30, k. 116. Strona 9.
„Ihor”: „Wy chcieliście mnie zastrzelić, teraz ja was zastrzelę. Kto wam kazał mnie zastrzelić. Ja wiem, wy chcecie wyrobić dokumenty, zastrzelić mnie, i zniknąć w Austrii. Wiem, o czym rozmawialiście z krawcem, „Cinciem”, żoną „Wiszczura”, „Kiktą”. Oni wszyscy są aresztowani, i już się przyznali. O czym rozmawialiście po niemiecku z żoną krawca? Dlaczego chodzicie do Dosznej, Tyrawy Wołoskiej i Berezki.”
Ja powołałem się na „Morozenka”, jako Ukraińca, który zna każdy mój krok.”
Opl.”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz