ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

wtorek, 24 lutego 2026

Stanisław Chruścikowski z Włodek

Część 18, odcinek 3 i gościnnie w Budziku Czasu: Opowieść o Lecie, które zostało zesłane w srogą Zimę i daleko pośród zabójczych mrozów Wschodu, cierpiąc niewysłowione katusze z nadzieją wyglądało nadejścia ciepła Wiosny...i o szczęśliwym powrocie do Domu. Dramatyczne losy Stanisława Chruścikowskiego z Włodek wg. relacji rodzinnych zebranych i spisanych przez p. Sylwię Piwowarczyk z domu Jastrzębską. Historia prawdziwa przedstawiona w trzech odcinkach. 

Streszczenie poprzednich:
Późnym latem 1944 r. Stanisław Chruścikowski z Włodek zostaje zatrzymany przez NKWD podczas obławy na sokołowskim rynku, następnie  przetransportowany do Siedlec i wraz z innymi więźniami politycznymi schwytanymi w regionie, wrogami nowego ustroju i ZSRR zesłany na Syberię, do obozu katorżniczej pracy przymusowej. 

"...i znów przyszła wiosna, druga już wiosna zesłania, roku 1946, a z nią sen, po kolejnym morderczym dniu pracy przy wyrębie tajgi. Wuj opowiadał, że pewnej nocy, gdy wszyscy w baraku już spali, a niektórzy na sąsiednich pryczach zasnęli snem wiecznym, czyli...umarli, do niego przyszedł sen. Wuj śnił o nieznanej kobiecie, którą więźniowie mijali w drodze do pracy. Kobieta krzyczała z radością i raz za razem. Do Matki wracacie! Do Matki! I z takimi wykrzyczanymi przez siebie, przez sen słowami wuj obudził połowę śpiącego baraku. Jeden z obudzonych wtedy więźniów odpowiedział mu z wściekłością. Co się drzesz po nocy?! Śpij! My już stąd nigdzie nie wrócimy. My tu umrzemy. Ale gdzieś, wysoko na politycznej górze zapadały decyzje, a sen miał okazać się proroczy. Nie minął miesiąc, gdy na tory znów podstawiono bydlęce wagony. Wuj, jego kolega Benza i reszta pół żywych mężczyzn została załadowaną do nich z informacją, że wracają tam skąd przyjechali, drzwi zostały zamknięte, a pociąg ruszył. Spekulacjom i podejrzeniom, dokąd tak naprawdę jadą, nie było końca. Pełnych obaw o swoją przyszłość pociąg zaś wiózł dalej i dalej. W głowie wuja myśl goniła myśl. Co będzie? Dokąd nas wiozą? Nikt nie był skłonny wierzyć słowom sowieckich oprawców. A może to jednak w stronę Domu? A za chwilę. Przewożą nas gdzieś dalej do pracy, w głąb tej nieludzkiej ziemi. Po kilku dniach drogi obawy jednak wzięły górę i zwyciężyły. Jest okazja do ucieczki. Wszystko lepsze, nawet śmierć przy wyskakiwaniu z pociągu niż kolejne lata katorgi. Zapada desperacka decyzja. Uciekamy. Wyskakujemy z pociągu. Potłuczeni ale żywi wuj i Benza stanęli podnosząc się po udanym skoku, w nieznanym polu. Gdzie okiem sięgnąć nie było widać żywego człowieka, zabudowań, czegokolwiek. Głodni, obdarci, zmarźnięci i wynędzniali, we dwóch stojąc tak, obaj z jedną myślą. Wrocimy do Domu. Uda się. Naprzód. Do Domu. Do napotkanych po drodze wsi bali się zaglądać, nie ufali nikomu, jedynie głód pchał uparcie do ludzi. W jednej do której trafili przypadkiem ukradli twaróg, który gospodyni zostawiła do obcieknięcia przed domem. Schowani w zbożu zjedli go łapczywie od razu  cały, a po długiej głodówce ta uczta nie wyszła ich żołądkom na dobre. 
Modlitwy tylko niektórych rodzin o szczęśliwy powrót zesłańców zostały wysłuchane, rodziny Chruścikowskich zostały. W pewny, letni, smutny wieczór, gdy domownicy z rodziny Chruścikowskich zasiadali do kolacji rozległo się szczekanie psów, znak że ktoś obcy wszedł właśnie na podwórze. Otworzyły się drzwi i w progu domu stanął...jakiś stary, obdarty Dziad. Pewnie żebrak jaki pomyśleli siedzący przy stole co w słowach głośno powiedziała prababcia Paulina do wszystkich. Nikt, absolutnie nikt nie poznał człowieka, który przybył tak długą drogę, by wrócić szczęśliwie do Domu. Jedynie mały Burek, kundelek, którego wuj wychowywał od szczeniaka poznał swojego dawnego pana. W domu potem wuj długo dochodził do siebie, a to czego tak bardzo brakowało mu tam na Wschodzie, w gułagu, jedzenie, teraz chociaż było go pod dostatkiem, to nie przynosiło radości, a wręcz odwrotnie jego widok sprawiał ból jakiś wewnętrzny. Żołądek i serce na to wuj już niedomagał do końca swojego życia. Jednak dzięki trosce, opiece i miłości bliskich wuj doszedł do siebie. Lata mijały, wuj się ożenił, wybudował dom i pracował na roli. Zmarł 13 stycznia 1988 r. nagle, na zawał serca w Sokołowie Podlaskim, na stacji benzynowej, gdy tankował swojego tarpana. Razem z żoną pochowany jest na cmentarzu parafialnym w Kożuchówku.Tak kończy się ta opowieść.

Tekst i Foto 
Sylwia Piwowarczyk

Brak komentarzy: