W marcu 2002 roku z wielickiej kopalni wyjechał na powierzchnię ostatni koń, który pracował tam przez 13 lat. Tym samym zakończyła się trwająca około pięciuset lat epoka wspierania przez konie górniczego wysiłku w tamtejszych żupach. Oczywiście nie wszystkie zwierzęta służyły na dole. Część obsługiwała kieraty dzienne oraz przewóz soli do portów załadunkowych. Liczba koni w kopalni wielickiej oraz bocheńskiej była całkiem znikoma w porównaniu chociażby ze śląsko-krakowskimi kopalniami rudy ołowiu. W samym Olkuszu przy kieratach odwadniających pracowało w XVI wieku blisko 600 zwierząt.
Zwierzę raz opuszczone pod ziemię zazwyczaj zostawało tam już do śmierci. Tylko w wyjątkowych sytuacjach wyciągano je z powrotem. Z czasem, dzięki rozwojowi technicznemu zapotrzebowanie na tzw. konie dolne zaczęło maleć. Niemniej zasadniczy przełom w tej kwestii nastąpił dopiero w latach 60tych XIX wieku. Upowszechnianie się takich rozwiązań jak parowa maszyna wyciągowa oraz kolej podziemna spowodowało, że zniknęła kategoria koni kieratnych.
Po pierwszej wojnie światowej mechanizacja podziemnego transportu ciągle postępuje a więc i praca koni w tym sektorze wydobycia staje się także coraz mniej potrzebna. Zastępują je lokomotywy elektryczne a później akumulatorowe.
Po drugiej wojnie światowej koń pomaga górnikowi już tylko przy pracach remontowych i to w trudno dostępnych miejscach. W latach 70tych XX wieku w żupach wielickich pracowały dwa konie. Później było zapotrzebowanie już tylko na jednego. W kopalni bocheńskiej ostatni koń zakończył służbę w 1961 roku.
Zapytacie pewnie jak wyglądało życie takiego kopalnianego konia. Oczywiście, praca którą zwierzę wykonywało należała do ciężkich. Dlatego też dbano o kondycję koni poprzez zapewnienie odpowiedniej ilości pożywienia, odpoczynku oraz utrzymywania stajni w suchości. Już od końca XVI wieku bardzo szczegółowo warunki końskiej pracy oraz utrzymania określały "instrukcje górnicze". Ogólny nadzór nad końmi należał do koniuszego, ale bezpośrednio za zwierzę odpowiadał tzw. trybarz. Jeśli coś było nie tak, trybarz dosyć szybko mógł się pożegnać ze służbą a jeśli nie było go stać na pokrycie szkód z własnej kieszeni to podlegał surowym karom cielesnym.
Koniowi dolnemu przysługiwała np podwójna ilość obroku w porównaniu z zaprzęgiem powierzchniowym. Już w XVIII wieku konie miały zapewnioną stałą obecność lekarza zwanego wówczas konowałem oraz kowala. Jak pisze Józef Charkot zajmujący się tym zagadnieniem - [Konie - przyp. J.S]"Cieszyły się tam na ogół dobrym zdrowiem. To właśnie bardzo dobre wyniki specjalistycznych badań stanu ich dróg oddechowych, prowadzonych na początku lat 50. XX w. dały impuls do dalszych analiz i rozpoczęcia w 1958 r. w Wieliczce podziemnej klimatoterapii. Należy też dodać, że wbrew dawnym i współczesnym opisom, konie w ciągu wieloletniej pracy w kopalniach nigdy nie ślepły."
I dalej czytamy - "Czas służby zwierząt na dole był bardzo zróżnicowany. Zdarzały się jednostki, które nie ukończyły 10 lat i już były niezdolne do pracy z powodu przesilenia lub ciężkiej choroby. Byli też rekordziści, opuszczający dół po przekroczeniu 24 lat (co w przypadku tych zwierząt jest wiekiem sędziwym), mający za sobą ponad 20 lat nieustannego podziemnego trudu."
Zdjęcie oraz tekst, który napisałem w oparciu o artykuł pt. Konie w służbie salinarnej, pochodzą ze strony muzeum.wieliczka.pl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz