ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

czwartek, 31 lipca 2025

8️⃣2️⃣ lata temu (31 lipca 1943 r.)

 oddział Armii Krajowej pod dowództwem ppor. Stanisława Sosabowskiego "Stasinka" 🇵🇱 spalił niemieckie składy materiałów pędnych przy ul. Gniewkowskiej w Warszawie. W wyniku akcji zniszczeniu uległo około 1,4 miliona litrów paliwa.🔥 Na łamach konspiracyjnego "Biuletynu Informacyjnego" ukazała się relacja Sosabowskiego na ten temat, którą kończyły słowa: "Pożar trwał do późna w noc. Zarumieniło się, rozjarzyło niebo nad smutnym miastem. Łuna ogromna pozdrowiła mieszkańców. Jutro Niemcy będą uganiać się hulajnogami – mówiono na dobranoc."‼️

✅Więcej o akcji➡️ https://wokol-ponurego.blogspot.com/2025/07/brawurowa-akcja-stasinka-spalenie.html

⚠Zachęcam do wsparcia zrzutki na przygotowanie do druku książki pt. "Kula w łeb! Słynne akcje likwidacyjne Armii Krajowej"➡️ https://zrzutka.pl/z/akcje-likwidacyjne-ak

[Wojciech Königsberg]

Już za późno. Rozkaz został wydany. Zmieniać nie będę

31 lipca 1944 roku odbyła się krótka odprawa Komendy Głównej AK, zakończona o godzinie 13.00. Generał „Bór” zarządził jedynie utrzymanie pogotowia bojowego oraz odłożenie decyzji do czasu wyjaśnienia sytuacji na froncie. Termin następnej odprawy wyznaczono na godzinę 18.00. Popołudniu dotarł meldunek ,,Hellera'' o przerzuceniu na Pragę niemieckiej dywizji pancernej „Hermann Goering”. Około 17.30, na odprawę przybył pułkownik „Monter”, który poinformował, że Armia Czerwona wkroczyła na Pragę. W obecności i za zgodą Delegata Rządu RP na Kraj, wicepremiera Jana Stanisława Jankowskiego „Sobola”, gen. Bór-Komorowski wydaje płk. „Monterowi” rozkaz rozpoczęcia akcji zbrojnej w Warszawie następnego dnia o godz. 17.00. Zaszyfrowany rozkaz był gotowy o godz. 20.00. Zaszyfrowany rozkaz nie dotarł 31 lipca do adresatów ze względu na godzinę policyjną. Mobilizacją objęto 40 – 45 tys. ludzi, zorganizowanych w ośmiu obwodach podległych Komendzie Okręgu Warszawskiego AK oraz w oddziałach wydzielonych.

Decyzja zapadła około godziny 18.00. Pułkownik Józef Szostak ps. „Filip” (szef oddziału operacyjnego), pułkownik Kazimierz Iranek-Osmecki ps. „Heller” i pułkownik Kazimierz Pluta-Czachowski ps. „Kuczaba” (szef wydziału łączności) przybyli na odprawę wkrótce po zapadnięciu decyzji. Jako pierwszy z trzech oficerów pojawił się płk. „Filip”, który dowiedziawszy się, że rozkaz do walki został już wydany zapytał gen. „Bora”: „Czy do decyzji pan generał nie potrzebował ani »Hellera«, ani mnie?” Generał „Bór” odparł, że obawia się, czy oddziały AK zdążą rozpocząć walkę przed wejściem wojsk radzieckich. Pułkownik „Filip” zaraz wyszedł, przybył zaś płk. Iranek-Osmecki i nieco później płk. Pluta-Czachowski. Pułkownik Iranek-Osmecki był zaskoczony decyzją „Bora”. Meldunek „Montera” uważał za przesadzony. Według jego wiadomości, o czym zameldował dowódcy AK, w rejonie Jabłonna-Wyszków koncentrowała się do bitwy niemiecka 19. Dywizja Pancerna natomiast przedmoście trzymało się i nie było mowy o jego opuszczeniu przez Niemców. Generał „Bór” wysłuchawszy meldunku miał popatrzyć na zegarek i powiedzieć: „Stało się. Jest już za późno, aby decyzję odwołać”. Przybyły około 18.00 pułkownik Pluta-Czachowski również zameldował gen. Borowi-Komorowskiemu, że ma informacje, iż rozpoczęło się już niemieckie przeciwuderzenie od Modlina, na co ten odpowiedział: „Już za późno. Rozkaz został wydany. Zmieniać nie będę”. - Ciechanowski 2009, s. 332–333.

/Marta

WESPRZYJ NAS KWOTĄ 5 ZŁ NA  https://suppi.pl/https-wwwfacebookcom-historiapolskidzienpodniu

DOCEŃ NASZ CODZIENNY WYSIŁEK I FAKT, ŻE NIE JESTEŚMY PATOSTREAMERAMI, KTÓRZY NA LUDZKIEJ GŁUPOCIE ZARABIAJĄ OGROMNE PIENIĄDZE.
BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO :)

August Kowalczyk

29 lipca 2012 roku w oświęcimskim hospicjum  zmarł August Kowalczyk -  wybitny aktor filmowy, którego znamy, m.in. z ról w filmach:  "Pokolenie" Andrzeja Wajdy (1955), "Kwiecień" Witolda Lesiewicza (1961), "Milczące ślady" Zbigniewa Kuźmińskiego (1961), "Barwy walki" Jerzego Passendorfera (1964) oraz - w 1970 r. - z "Epilogu norymberskiego". Aktor występował również w popularnych serialach, m.in. w "Chłopach" (1972, jako wójt), "Janosiku" (1973, jako generał austriacki), "Znaku orła" (1977, w roli przeora Wilhelma), "Polskich drogach" (1977, jako gestapowiec Schroeder), "Tajemnicy Enigmy" (1979, w roli pułkownika Riveta ze Sztabu Generalnego armii francuskiej) i "Stawce większej niż życie" (1968, jako Dehne). 
August Kowalczyk występował na deskach Teatrów: Rapsodycznego, Ludowego, Teatru Polskiego, Teatru im. Adama Mickiewicza. 
W latach 1962–1966 pełnił obowiązki dyrektora Teatru im. Adama Mickiewicza w Częstochowie, a w latach 1968–1981 był dyrektorem naczelnym i artystycznym Teatru Polskiego w Warszawie.

Podczas okupacji hitlerowskiej był więziony w Dukli, Jaśle, Tarnowie, skąd przewieziono go 4 grudnia 1940 roku do KL Auschwitz. W Auschwitz otrzymał numer obozowy 6804. Został skierowany do pracy, m.in. przy wyładunku materiałów budowlanych, a następnie pracy przy budowie zakładów Buna-Werke oraz rozbiórce świątyń i domostw. 28 maja 1942 roku za kontakty z okoliczną ludnością cywilną został przeniesiony dożywotnio do kompanii karnej (trafienie do kompanii karnej było równoznaczne z wyrokiem śmierci).
August Kowalczyk- wraz ze współwięźniami - zbiegł 10 czerwca 1942 roku z karnej kompanii w Auschwitz II Birkenau. W trakcie ucieczki większość więźniów została zamordowana przez strażników.
Augustowi cudem udało się uciec. Szukał schronienia w okolicznych lasach, a później na polach wśród kłosów zbóż. Pomocy zbiegłemu i błąkającemu się więźniowi udzieliły dziewczynki Łucja i Róża Sklorz: ,,Sobota 13 czerwca (…) Siostry Sklorz przychodzą rankiem do ukrywającego się w polu Kowalczyka.
- August… Żyjesz… ! – ucieszyła się. – W nocy strasznie pioruny biły po polach…Baliśmy się, że cię może zabiło… Myśleliśmy już nawet o pogrzebie jak cię będziemy chowali… Dzięki Bogu żyjesz, ale się ucieszą…Jestem Róża – siostra Łucji. Przyniosłam gorące mleko, suchą bundę i chleb. Wieczorem przyjdziemy po ciebie.''

--- Cyt. A. Kowalczyk, Refren kolczastego drutu, Cieszyn 2001r., s. 121

Później dzięki pomocy rodzin Lysków i wspomnianych już Sklorzy oraz przyobozowego ruchu oporu, August Kowalczyk trafił do oddziału AK i do końca wojny walczył w rejonie Miechowa. 

August Kowalczyk przez wiele lat działał na rzecz Miejsca Pamięci Auschwitz, a także aktywnie współpracował z Międzynarodowym Centrum Edukacji o Auschwitz i Holokauście. Był wiceprezesem Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, przewodniczącym Krajowej Rady Polskiej Unii Ofiar Nazizmu, przewodniczącym Rady Fundacji Pomnika-Hospicjum Miastu Oświęcim oraz członkiem Rady Fundacji "Polsko-Niemieckie Pojednanie". O zbrodniach hitlerowskich i piekle nazizmu głosił prawdę: "Ponad 6200 razy w ponad 5000 szkołach całej Polski" --cyt. A.Kowalczyk. Organizował również wykłady zagraniczne, m.in. w Holandii i Niemczech. W 1995 roku spisał swoje wspomnienia z pobytu w Auschwitz w dziele pt. Refren kolczastego drutu. 

W 2002 roku August Kowalczyk został odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski oraz otrzymał tytuł honorowego obywatela Oświęcimia.

/Marta

WESPRZYJ NAS KWOTĄ 5 ZŁ NA  https://suppi.pl/https-wwwfacebookcom-historiapolskidzienpodniu

DOCEŃ NASZ CODZIENNY WYSIŁEK I FAKT, ŻE NIE JESTEŚMY PATOSTREAMERAMI, KTÓRZY NA LUDZKIEJ GŁUPOCIE ZARABIAJĄ OGROMNE PIENIĄDZE.
BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO :)

31 lipca 1943 roku bandy UPA przypuściły po raz kolejny atak na ośrodek samoobrony Przebraża.

 Pierwsza nieudana próba przełamania tej linii obrony miała miejsce 5 lipca 1943 roku. 
Drugi atak, którego za sprawą wywiadu polska strona spodziewała się był próbą naprawy błędów popełnionych za pierwszym razem. Ukraińskie formacje dysponujące o wiele większą siłą liczebną nie zdołały i tym razem pokonać Polaków mimo, iż niewiele do tego brakowało. Klęska band UPA pozwoliła uniknąć kolejnych krwawych mordów na ludności polskiej i tej części ludności ukraińskiej, która nie popierała tych bandyckich działań.

WESPRZYJ NAS KWOTĄ 5 ZŁ NA  https://suppi.pl/https-wwwfacebookcom-historiapolskidzienpodniu

DOCEŃ NASZ CODZIENNY WYSIŁEK I FAKT, ŻE NIE JESTEŚMY PATOSTREAMERAMI, KTÓRZY NA LUDZKIEJ GŁUPOCIE ZARABIAJĄ OGROMNE PIENIĄDZE.
BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO :)

środa, 30 lipca 2025

W Polsce niemiecki kapitał może posiadać 90% gazet regionalnych

🇩🇪🇮🇹 Pamiętacie, jak pisałem, że Polacy powinni sobie kupić jakiś duży dziennik lub telewizję w Niemczech? Włosi właśnie próbują to zrobić i jest śmiesznie! Wyobraźcie to sobie: włoski koncern medialny młodego Berlusconiego chce kupić największą prywatną telewizję w Niemczech. Legalnie. Z pieniędzmi. Z ofertą. Na rynku europejskim, w duchu wolności gospodarczej i "jednolitego rynku". No jak u nas coś przejmują, to zawsze to słyszymy, nie?

I co robią Niemcy? Zrywają peruki z głów i rzucają się na barykady. Minister kultury wzywa Berlusconiego juniora na dywanik do Kancelarii Kanclerza, żeby sobie "pogadali". Rząd federalny uruchamia cały aparat. Szef stowarzyszenia dziennikarzy krzyczy o "zagrożeniu pluralizmu", "prawicowym populizmie" i o tym, że Włosi nie powinni grzebać w niemieckim eterze. Bo przecież niemieckie media muszą być… niemieckie. Bo to “coś więcej niż transakcja”. 

Uuuu! No proszę! Gdyby ktoś w Polsce odważył się powiedzieć, że zagraniczny kapitał medialny to zagrożenie dla suwerenności, to cała niemiecka hałastra wyła by przez tydzień o faszyzmie, dyktaturze i końcu demokracji.

A w Berlinie? Tam wolno. Bo Niemcy to przecież "wyższa kultura". Rozumiecie już, jak działa ta gra? W Polsce niemiecki kapitał może posiadać 90% gazet regionalnych, pisać, że Wasz prezydent woził dziwki po hotelach, bo tak twierdzi jakiś menel z obitym ryjem, siać ferment, dzielić, prowokować, szczuć i z uśmiechem na ustach ubierać każde polityczne kłamstwo w modne słówko z grantowego żargonu. 

A w Niemczech? W Niemczech wystarczy, że ktoś włoski chce kupić niemiecką stację i nagle włącza się cały państwowy system alarmowy. I nagle okazuje się, że zwykła transakcja handlowa staje się politycznym problemem, wręcz zagrożeniem narodowym. Dlaczego? Bo Niemcy, ci sami Niemcy, którzy od lat wykupują media w Europie Środkowo-Wschodniej i budują tam sobie propagandowe przyczółki, nie mogą znieść myśli, że ktoś mógłby zrobić u nich to samo.

Bo Niemcy mogą mieć swoje gazety w Polsce, mogą mieć swoje portale, swoje tygodniki, swoich redaktorów i swoje narracje, ale nie daj Bóg, żeby jakiś Włoch z ambicjami medialnymi pojawił się w Monachium i powiedział: "Ciao! Może zrobimy coś wspólnie? Może wniesiemy świeży głos, może trochę przełamiemy wasz szczelnie zamknięty medialny beton?". Uuu! Od razu zaczynają się schody. 

Bo Niemcy mają zasadę: pluralizm tak, ale tylko po naszej stronie. Niezależność dziennikarska – owszem, ale pod warunkiem, że redaktor ma certyfikat lojalności wobec establishmentu. Inwestor zagraniczny – oczywiście, ale tylko wtedy, gdy nosi skarpetki z logo Deutsche Banku. I nagle cała ta unijna bajka o wspólnym rynku, swobodzie przepływu kapitału i wolności mediów wyparowuje jak niemiecka moralność w czasie recesji.

Niemcy panicznie boją się, że ktoś przejmie ich telewizję i będzie tam mógł wcisnąć każdemu odbiorcy, że Merz wcale nie jest cudem z nieba, że CDU to nie są obrońcy europejskich wartości, a imigranci to wcale nie są lekarze i pielęgniarki, jak twierdzi Maja Ostaszewska. Wiecie jaką popularność miałaby taka telewizja? Choćby namiastki prawdziwego obrazu na tym niemieckim, zakłamanym oborniku?

I jak Polacy? Dociera do Was w końcu? Ci sami Niemcy, którzy wrzeszczą dziś o zagrożeniu pluralizmu, są beneficjentami kolonializmu medialnego w Polsce. To oni przez lata wykupywali nasze lokalne gazety, nasze portale, nasze agencje prasowe i drukowali w nich dokładnie to, co chcieli. To oni formatowali nasze debaty publiczne, nasze kampanie, nasze emocje. To oni decydowali, kto w Polsce jest demokratą, a kto faszystą. Skoro oni mogą mieć media w Warszawie, to czy ktoś inny może mieć media w Berlinie? 

Otóż nie! To ich przeraża, bo Niemcy chcą mówić, ale nie chcą słuchać. Chcą nauczać, ale nie chcą być pouczani. Chcą kontrolować przekaz, ale nie chcą, by ktoś inny miał jakikolwiek wpływ na ich własną bańkę informacyjną. No to jak? Kapitał ma narodowość czy nie ma?

Jeszcze raz, żeby dotarło. Berlin nie chce konkurencji. Berlin chce monopolu. Chce mieć władzę nad narracją – u siebie i u nas. A kiedy ktoś podnosi rękę na ten monopol, uruchamiają wszystkie możliwe alarmy: polityczne, ideologiczne, medialne, moralne.

I to jest właśnie ten moment, w którym Polska powinna spojrzeć w lustro i powiedzieć: dziękujemy za lekcję. Zrozumieliśmy. Jeśli Niemcy bronią się przed przejęciem swoich mediów przez Europejczyków, to znaczy, że mają świadomość, jak potężnym narzędziem jest informacja. 

A skoro tak, to pora zadać pytanie: dlaczego pozwoliliśmy, by nasze media były pod niemieckim zarządem? Dlaczego zgodziliśmy się, by narracja o Polsce była pisana z zagranicznego serwera? Dlaczego daliśmy się wciągnąć w ten spektakl, gdzie wolność mediów oznacza wyłącznie niemieckie prawo do kolonizacji polskiej przestrzeni publicznej?

Rozwinąłbym tę myśl. Bo nie tylko media mamy niemieckie. Doszło do tego, że nawet polityków mamy z serii głębokiego, niemieckiego patriotyzmu.

Niemcy właśnie pokazują, co znaczy być gospodarzem we własnym kraju. Teraz czas, żebyśmy zrobili to samo. Bo nie ma wolności bez kontroli nad własnym przekazem. Bo nie ma demokracji tam, gdzie media są zewnętrznym narzędziem nacisku.

Mam do Was prośbę. Zacznijcie w końcu myśleć po polsku, a nie myśleć tefałenem i onetem. Przestańcie przetwarzać to, co Berlin puści w pakiecie. Ci wszyscy krajowi redaktorzy od niemieckiego dyktanda – sprzedali się i muszą teraz codziennie znosić to, że są tylko Polakami w niemieckich mediach, czyli w sumie nikim nigdzie. Są bez twarzy, bez głosu, bez znaczenia. Ich zadaniem nie jest pytać, tylko powtarzać. Ich granicą wolności słowa jest granica przelewów.

My zaś – jeśli chcemy jeszcze być kimś u siebie – musimy przestać klaskać tym, którzy zamienili Polskę w medialną kolonię. Zacznijmy już dziś myśleć, jakie konkretne kroki warto podjąć, aby tę sytuację na polskim rynku odwrócić. I nie pytajmy więcej, czy wolno. Pytajmy, dlaczego do cholery jeszcze tego nie zrobiliśmy.

💬 Jeśli też uważasz, że powinniśmy kupić sobie telewizję w Niemczech:
👉 Postaw kawę: https://suppi.pl/lemingopedia
👉 Patronuj: https://patronite.pl/lemingopedia

Dziękuję za każde wsparcie! To motywuje do codziennego pisania kolejnych tekstów i odzierania naszej rzeczywistości z propagandy i kłamstw. Wspólnie dajemy odpór tej machinie! ❤️

sobota, 26 lipca 2025

Sokołów Podlaski IX 1939

https://www.facebook.com/share/p/1EPuPfHJ6F/

26 lipca 1944 roku wieś Siemianówka

 w rejonie pustomyckim w obwodzie lwowskim została okrążona przez dywizję SS Gallizien. Podczas tego napadu życie straciło 32 Polaków. 
Wspomina Janina Wołoszyn:
"Po zakończeniu mszy św. w kościele, esesowcy zabrali około150 zakładników na podwórze dawnej karczmy wraz w dwoma księżmi Adamem Habratem i Wojciechem Ślęzakiem, który odmówił słowa spowiedzi powszechnej – wspomniał Bronisław Szachnowski. – Później przyjechał na motocyklu jakiś oficer niemiecki i przerwano akcję, która trwała od rana gdzieś do godziny trzeciej. Odchodząc podpalili budynki. Niektórzy Polacy pochowali się w piwnicach i podusili się. Rankiem już przyszli Sowieci, wszystko się uspokoiło”.
Był to drugi atak tej formacji na Siemianówkę. Pierwszy miał miejsce 26 marca 1944 roku. Wspominam o nim nie tylko ze względu na pamięć o ofiarach, ale też z uwagi godną pochwały postawę części ludności ukraińskiej, która razem miejscowym sołtysem wstawiła się za Polakami. Do grona sprawiedliwych Ukraińców można by zaliczyć też greckokatolickiego księdza, który przed cerkwią w Leśniowicach odmówił błogosławieństwa zbrodniarzom: „Upadł przed nimi na kolana mówiąc, że jeśli chcą mordować Polaków w Pustomytach, to żeby zaczęli od niego. Ta postawa duchownego ostudziła morderczy zapał napastników i zapewne ocaliła dalsze, potencjalne ofiary” – twierdzą Polacy z Siemianówki.

WESPRZYJ NAS KWOTĄ 5 ZŁ NA  https://suppi.pl/https-wwwfacebookcom-historiapolskidzienpodniu

DOCEŃ NASZ CODZIENNY WYSIŁEK I FAKT, ŻE NIE JESTEŚMY PATOSTREAMERAMI, KTÓRZY NA LUDZKIEJ GŁUPOCIE ZARABIAJĄ OGROMNE PIENIĄDZE.
BĘDZIE NAM BARDZO MIŁO :)

Gala banderowa

https://www.facebook.com/share/v/16w5YGQfmb/

piątek, 25 lipca 2025

Dino

https://www.facebook.com/share/r/19Q51dWWNy/

Bolesław Konecki

ppor. rez. Bolesław Konecki – Urodził się 13 sierpnia 1897 r. w Dąbrowie Górniczej, syn Wincentego i Marii z Urgatschów. Naukę rozpoczął w 1903 r. w gimnazjum Józefa Mejera w Zawierciu, gdzie otrzymał promocję do II klasy. Następnie przeniósł się do Gimnazjum Rządowe go w Piotrkowie, w którym ukończył V klasę.
Po wybuchu I wojny światowej wraz z ojcem przeniósł się do miejscowości Kamieńskie na Ukrainie. W roku szkolnym 1914/1915 rozpoczął naukę w tamtejszym gimnazjum klasycznym, które ukończył w 1917 r. Jeszcze jako uczeń, w 1914 r., wstąpił do Tajnego Koła Samokształceniowego Polaków w Kamieńskich, w którym organizowano również zalążki tajnego harcerstwa polskiego.

W dniu 15 kwietnia 1917 r. został powołany do armii rosyjskiej i skierowany do Wojskowej Szkoły Inżynieryjnej w Kijowie (15 kwietnia – 10 grudnia 1917 r.). Przeszedł w niej prawie cały system kształcenia, ale w wyniku wybuchu rewolucji bolszewickiej, tak jak inni junkrowie, otrzymał urlop na czas nieokreślony i nie uzyskał mianowania na chorążego.

Po zwolnieniu z wojska w lutym 1918 r., na wiosnę tego roku opuścił Kamieńskie w celu dotarcia i wstąpienia do II Korpusu Polskiego w Rosji. W trakcie podróży, po otrzymaniu informacji o rozbrojeniu formacji po bitwie pod Kaniowem, udał się przez Podwołoczyska, Tarnopol, Lwów, Kraków do Warszawy. Na skutek kontroli w Strzemieszycach (obecnie dzielnica Dąbrowy Górniczej) i braku pewnych dokumentów został cofnięty do Podwołoczysk, a następnie powrócił do Kamieńskich. Przebywając tam, brał udział w działalności Tajnego Koła Samo kształceniowego Polaków oraz podjął próby przyłączenia się do powstających w terenie polskich oddziałów wojskowych. Zwiedziony zapewnieniami emisariusza wojskowo-politycznego o organizowaniu oddziałów polskich przy armii gen. Piotra Krasnowa w okolicy Carycyna (obecnie: Wołgograd, Rosja), przystąpił do niej. Jak się potem okazało, generał uznawał jedynie istnienie niepodzielnej Rosji, co spowodowało, że po dwóch tygodniach, Bolesław Konecki opuścił szeregi tej armii. Jego kolejne próby dostania się do kraju i wstąpienia do Wojska Polskiego również zakończyły się niepowodzeniem.

Dopiero w styczniu 1919 r. dotarł pieszo przez Łuniniec do Pińska, a następnie koleją do Warszawy, gdzie 28 lutego 1919 r. wstąpił jako ochotnik w szeregi Wojska Polskiego. W tym samym dniu został przydzielony do dowodzonego przez kpt. Artura Górskiego 2. Batalionu Saperów 1. Pułku Inżynieryjnego. Został w nim awansowany 25 kwietnia 1919 r. na stopień kaprala, a 7 maja 1919 r. przydzielono go do plutonu marszowego tego batalionu. Zadaniem oddziału było ufortyfikowanie polsko-niemieckiej linii demarkacyjnej w Grodnie i okolicach. Brał on udział w pracach na odcinku Sztabin-Nowokamienna (obecnie Kamienna Nowa) oraz w walkach z Niemcami pod Nowokamienną i Domuratami. W dniu 14 lipca 1919 r. został awansowany na stopień plutonowego, a 17 sierpnia 1919 r. przydzielono go wraz z plutonem marszowym do dowodzonej przez ppor. Eustachego Gorczyńskiego 2. kompanii 3. Batalionu Saperów. Z nią brał udział w walkach o Dyneburg na Łotwie. Natomiast na podstawie rozkazu dowództwa Frontu Litewsko-Białoruskiego z 1 października 1919 r. został awansowany na podchorążego ze starszeństwem z 15 września 1919 r. Z kolei 27 października 1919 r., po zajęciu Dyneburga, przeniesiono go do dowództwa 1. Dywizji Legionów. Był wówczas podchorążym pełniącym funkcję oficera do specjalnych zleceń przy budowie przeprawy mostowej przez rzekę Dźwinę. W takiej samej roli został przydzielony 27 kwietnia 1920 r. do grupy technicznej kpt. Ludwika Hickiewicza, z którą uczestniczył w wypadzie na Kijów. W działaniach tych zajmował się niszczeniem różnych obiektów na linii kolejowej Kijów-Boryspol a w miejscowości Browary brał udział w akcjach wypadowych na bolszewików i unieszkodliwieniu pociągu pancernego. Prowadził wywiad w dół rzeki Dniepr celem przygotowania miejsca dla desantu wojsk. Z kolei podczas odwrotu wojsk polskich na trasie Kijów – Fastów – Biała Cerkiew, jako dowódca oddziału minerów, podminowywał infrastrukturę kolejową. W obliczu nieprzyjaciela wysadzał obiekty na linii Olewsk – Sarny – Powursk – Kowel – Dorohusk. W przerwach od tych działań wykonywał prace fortyfikacyjne i rekonesanse na linii wojsk nieprzyjacielskich. Za okazane poświęcenie kpt. Ludwik Hickiewicz zgłosił go do odznaczenia Krzyżem Walecznych oraz awansu na podporucznika. Wnioski te nie zostały jednak zrealizowane ze względu na zaginięcie dokumentów. Z kolei będąc w Dorohusku, ze względu na brak oficerów, został on przydzielony do 2. kompanii mostowej, w ramach której uczestniczył w obronie przyczółka mostowego w tej miejscowości. Prowadził również wywiad w stronę nieprzyjaciela, w trakcie którego został odcięty od własnych oddziałów. Udało mu się jednak przepłynąć rzekę Bug i mimo bolszewickiego ostrzału dotrzeć do dowództwa kompanii. Od sierpnia 1920 r. brał udział w budowie mostu w Grodnie na rzece Niemnie, a od października w budowie mostów pontonowych.

W dniu 14 stycznia 1921 r. przeszedł do rezerwy celem odbycia studiów. Został przyjęty na Wydział Elektrotechniczny Politechniki Warszawskiej 4 lutego 1921 r., gdzie był członkiem studenckiego Koła Mechaników. Niedługo później przerwał naukę i od maja do 24 czerwca 1921 r. brał udział w III powstaniu śląskim, gdzie przynależał do kompanii szturmowej 4. Batalionu 2. Zabrskiego Pułku Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Po powrocie do Warszawy kontynuował studia, w trakcie których odbył studenckie praktyki w Dyrekcji Kolei Państwowych w Warszawie (3 lipca – 30 września 1925 r.). Z kolei 23 czerwca 1926 r. wystosował podanie do Rady Wydziału Elektrotechnicznego Politechniki Warszawskiej z prośbą o przyjęcie go w poczet studentów rzeczywistych uczelni, co nastąpiło 28 czerwca 1926 r. W dniu 6 października 1927 r. zdał egzamin dyplomowy na tym wydziale. Posiadając półdyplom tej uczelni, przerwał studia ze względu na trudną sytuację materialną i konieczność opieki nad matką.

Na mocy opublikowanej w 1923 r. Listy Starszeństwa Oficerów Rezerwy ustalono mu stopień podporucznika ze starszeństwem z 1 czerwca 1919 r. i lokatą 109. w korpusie oficerów inżynierii i saperów. Co najmniej od 1923 r. jego oddziałem macierzystym był 2. Pułk Saperów Kaniowskich. Jako podporucznik rezerwy odbył 6-tygodniowe ćwiczenia wojskowe w tym pułku (1 sierpnia – 12 września 1927 r.). Uzyskał po nich ocenę dobrą i opinię dostatecznego dowódcy plutonu. Podobne ćwiczenia w tej formacji przeszedł w okresie od 10 czerwca do 21 lipca 1929 r. i ukończył je z oceną bardzo dobrą i opinią dobrego oficera. Następne 6-tygodniowe ćwiczenia oficerów rezerwy odbył w puławskim 2. Batalionie Saperów Kaniowskich w okresie od 10 sierpnia do 15 września 1931 r. Uzyskał po nich opinię przeciętnego oficera rezerwy, nadającego się na dowódcę plutonu. Kolejne tego typu ćwiczenia zrealizował również w Puławach (26 czerwca – 5 sierpnia 1933 r.). Zakończył je z opinią oficera nadającego się na dowódcę plutonu i bardzo dobrego dowódcy kompanii. Jako podporucznik rezerwy odbył kurs dla oficerów rezerwy saperów w Szkole Podchorążych Inżynierii w Warszawie (23 listopada 1934 r. – 4 kwietnia 1935 r.), który zakończył z wynikiem pomyślnym.

W latach 1929-1938 pracował w Wydziale Technicznym Dyrekcji Okręgu Poczt i Telegrafów w Warszawie, skąd w 1938 r. został przeniesiony do Wydziału Sieci Miejskich Urzędu Telekomunikacyjnego na stanowisko zastępcy naczelnika wydziału. W celu poprawy warunków finansowych, co najmniej od 1934 r. pracował jako wykładowca elektrotechniki w Państwowej Szkole Technicznej w Warszawie. Zajęcia te prowadził jeszcze w 1935 r. Dzięki nim ugruntował swoją wiedzę fachową i wystosował 6 listopada 1934 r. podanie do Rady Wydziału Elektrycznego Politechniki Warszawskiej z prośbą o wyrażenie zgody na kontynuację przerwanych studiów. Została ona rozpatrzona pozytywnie, gdyż w okresie 1934/1935 – 1936/1937 r. kontynuował studia na tym wydziale. Brak jednak informacji, czy studia te ostatecznie ukończył.

W latach 1923-1926 mieszkał w Warszawie m.in. przy alei 3-go Maja i ul. Nowowiejskiej 24/27. W dniu 12 września 1926 r. zamieszkał przy ul. Lwowskiej 1/13. W 1934 r. przynależał do Powiatowej Komendy Uzupełnień Warszawa-Miasto III. Z kolei 11 lipca 1935 r. poślubił Jadwigę Teresę z domu Tarkowską, z którą mieszkał od 1935 r. we Włochach koło Warszawy przy ul. Husarskiej 27/4.

Po 17 września 1939 r. dostał się do niewoli sowieckiej. Przebywał w obozie specjalnym w Kozielsku co najmniej od kwietnia 1940 r. W dniu 22 kwietnia 1940 r. został przekazany do dyspozycji szefa UNKWD na obwód smoleński i zamordowany między 23 a 24 kwietnia 1940 r.

Opracował Zbigniew Kiełb. Szczegółowy biogram ppor. rez. Bolesław Konecki z odniesieniem do materiałów źródłowych zob. w: Z. Kiełb, ,,Straceni, przywróceni pamięci. Oficerowie Wojska Polskiego i funkcjonariusz Policji Państwowej związani z 2. Pułkiem Saperów Kaniowskich – ofiary Zbrodni Katyńskiej”, Puławy – Jaworzno 2023, s. 76-80.

Na fotografii plut. Bolesław Konecki z wojennego 2. Batalionu Saperów, 1919 r., źródło Muzeum Katyńskie.

wtorek, 22 lipca 2025

Supertankowiec

https://www.facebook.com/share/r/1CSM1upZRj/

O życiu w zdrowiu

https://www.instagram.com/reel/DL7G3nfIkYL/?igsh=MXhhNDNlNm5idzVqcw==

Różnice w statkach

https://www.facebook.com/share/r/19NFMbKHkB/

Jak tracono niepodległość?

https://www.facebook.com/share/r/1Adn6mjt5o/

Nad Brdą

Polska działką nr 1 na świecie

https://www.facebook.com/share/r/1Ek1GxCqNV/

Mówią co chcą, bo jeszcze tak mogą.

https://www.instagram.com/reel/DMVtx01oxLY/?igsh=NTVqemE2NWtla2Qw

Foto nie w tej sytuacji

https://www.instagram.com/reel/DJA_7ntsGr5/?igsh=MWIzcXVzNWNzM2FmeA==

sobota, 19 lipca 2025

Międzynarodowa Olimpiada Matematyczna

 

Reprezentacja 🇺🇸 to w większości Chińczycy. Czyli pierwsza 10-tka to oprócz nas sama Azja. Jesteśmy 🇵🇱 zdecydowanie nr 1 w Europie. A rządzą nami bałwany – jak to jest możliwe?!? Potrzebujemy całkowitej wymiany elit i wprowadzenia w Polsce Merytokracji. Hierarchii kompetencji!
Cytuj
Krzysztof Szczawinski 🇵🇱
@Kristof_Poland
Międzynarodowa Olimpiada Matematyczna
1. miejsce: Chiny 🇨🇳 2. USA 🇺🇸 3. Korea Płd. 🇰🇷 4. POLSKA 🇵🇱 i Japonia 🇯🇵 ex aequo 6. Izrael 🇮🇱 7. Indie 🇮🇳 8. Singapur 🇸🇬 9. Wietnam 🇻🇳 10. Turcja 🇹🇷 11. Hong Kong 🇭🇰 … 16. UK 🇬🇧 29. Niemcy 🇩🇪 30. Francja 🇫🇷 Hierarchia kompetencji. I tak mniej więcej powinno to wyglądać…