Dziś już niewielu ludzi pamięta, że polną drogę prowadzącą z Kożuchowa z zachodu na wschód, w kierunku Zawad i Włodek zwano kiedyś Piekielną Drogą, a jej skrzyżowanie z inną, również polną i gruntową prowadzącą z Kożuchówka na Skorupki, Rafały i Remiszewek (z południa na północ) Czarcimi Wrotami, bo nazwy te zaczęły wychodzić z powszechnego użycia ponad sto lat temu. Zresztą i sama siatka tutejszych dróg i dróżek uległa nieco zmianom, a niektóre odcinki zwłaszcza po przeprowadzeniu komasacji i scaleniu gruntów znikły bezpowrotnie lub stały się na powrót ścieżkami, gdzie wozem już przejechać się nie dało, a jeszcze inne do tej pory wijace się przez pola i łąki i kręte brutalnie wyprostowano, względnie dołożono nowe, krótkie przecznice, by każdy z gospodarzy mógł dotrzeć bez problemu na własną ziemię. Jeśli spojrzeć na ten teren z lotu ptaka otrzymamy obraz w przybliżeniu będący okręgiem zataczającym koło począwszy od Kożuchowa poprzez Rafały, Remiszewek, Skorupki, Zawady, Włodki, Kożuchówek, które zamyka na powrót pierwsza z wymienionych wsi tj. Kożuchów. W okręg ten (choć niektórzy widzą w tym bardziej nieregularny wielokąt, my pozostaniemy przy okręgu) w sam środek tego naszego koła wpisana została gwiaździście rozchodząca się, z pozoru nawet nieco chaotycznie sieć lokalnych dróg, której centrum znajduję się mniej więcej pośrodku, notabene opodal zabudowań tzw. kolonii. Tak to wyglądało kiedyś i tak to wygląda i dziś, choć przecież szmat czasu już upłynął. Obszar ten współcześnie znajduję się poza główną, lokalną siecią drożną, której ważność dyktuje nawierzchnia asfaltowa. Jednak, jak znawcy tematu wiedzą, magia miejsca i związane z nią niesamowite opowieści zawsze wybierają na swoje siedlisko obszary jeśli już nie całkowicie bezludne to takie pozostające w pewnym bezpiecznym oddaleniu od siedlisk ludzkich, a tutejsze rozstaje wydają się wręcz do tego stworzone i idealne z przyczyn o których wyżej, to tzw. peryferie na peryferiach, których spokój był naruszany jedynie przez zwiekszony ruch w sezonie od poźnej wiosy do wczesnej jesieni, potem zaś aura, bloto, śniegi zatrzymywały podróżnych, a ci którzy jednak decydowali się na podróż stawali się nierzadko świadkami niecodziennych zdarzeń i zjawisk do czego bezprzecznie przyczyniły się zwłaszcza nagłe i niesprzyjajace podróży warunki pogodowe, co uaktywniało wyobraźnię, czasem była to noc bez księżycowa, innym razem poranne mgły, ulewny deszcz, silny wiatr, śnieżyce itp., co potęgowało poczucie zagrożenia i przyczyniało się właśnie do powstawania strasznych historii. Według nich w pobliżu rozstajów była dawniej Karczma i to z rodzaju tych złych, czerwonych oberży, której widmo wtedy się pojawiać miało zapraszając nieostrożnych wędrowców do środka. Według jeszcze innych opowieści rozstawiać się miał na tych rozstajach ze swoim kramem wędrujący handlarz Żyd sprzedając swoje towary wprost z wozu, ba przy okazji robiąc też konkurencję okolicznym karczmom wiejskim, bo i pożywić się było u niego można i co najważniejsze zmoczyć gardło nie tylko piwem ale i okowitą. Czemu akurat w tym miejscu ów się zatrzymywał w wybranym okresie roku okazało się dopiero potem i to też nie do końca, bo sprawa jakąś dziwną i tajemniczą była, a i skończyła się nieszczęściem. Ten przedsiębiorczy domokrążca widocznie miał ważny powód, który chciał ukryć przed ciekawskimi maskując go swoją handlową działalnością. Za każdym razem bowiem gdy opuszczał to miejsce (przyjeżdżał tu od lat) odkrywano przekopaną ziemię, tak jakby ktoś kopał, a następnie zasypywał dziury w ziemi, by ukryć ten proceder. Aż kupiec ten pojawił się po raz kolejny któregoś gorącego lata i zniknął w tajemniczych okolicznościach na zawsze. Odkrył to pewien gospodarz podążający z Kożuchowa do Zawad wczesnym świtem. Opodal rozstajów ze zgrozą zauważył rozbity, przewrócony i porzucony wóz handlarza, a obok niego porozrzucane towary i mienie. Nie było zaś ani handlarza ani jego koni. Zniknęli bez śladu. Wszystko wskazywało na napad, zabójstwo, lub uprowadzenie, dziwne było jedynie to że nic wartościowego nie zginęło, a najdziwniejsze to że tuż obok znajdowała się dość szeroka i głęboka dziura w ziemi, której handlarz nie zdążył przed swoim zniknięciem zasypać. Co tu takiego stało się tak naprawdę? Co takiego strasznego wydarzyło? I gdzie podział się Domokrążca? Pytania takie nurtowały długo jeszcze potem ludzi zamieszkujących tę okolicę. A że były to pytania bez odpowiedzi stworzono do nich opowieści z serii niesamowitych. I tak na Piekielnej Drodze pojawiły się Czarcie Wrota, a otworzył je niechcąco kopiąc w ziemi, może szukając tu ukrytego skarbu chciwy kupiec i został porwany przez diabły wprost do piekła. Samą zaś drogę zaczęto od tej pory omijać z daleka wybierając drogi dalsze ale bezpieczniejsze. Na rozstaje zaś wezwano proboszcza z Kożuchówka, poświęcono ziemię i ustawiono, wysoki drewniany krzyż, co miało zabezpieczyć i zniwelować oddziaływanie ewentualnych czarcich mocy zamykając im przejście na ten świat. Kto nie musiał tędy już nie jeździł i tak jest do dziś dnia. A że wszystko dziać się miało, jak w klasycznej bajce, czyli dawno, dawno temu, pomiędzy bajki te opowieści włożono, czasem jeszcze strasząc niegrzeczne dzieci, by same tędy nie chodziły lub były ostrożne, gdy iść jednak muszą same, tak jak je straszono Czarnym Baranem, co to miał grasować w okolicy, a jego terytorium - domena rozciągać się miała aż od lasu pod Brodaczami do lasów pod Kobylanami Górnymi, o czym też będzie w jednej z kolejnych części Budzika Czasu, a może nawet udamy się tropami tym razem miejscowej wiedźmy wprost na uroczysko - grodzisko pod Włodkami, to się jeszcze okaże.
Semper Iuncti w podróży przez Czas i Przestrzeń
Zespół prowadzący cykl
Foto
Ewa K. Skarżyńska
Patrycja D. Kosieradzka
Tekst
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz