Zginęło 89 osób, w tym około 30 dzieci. Wspomina Zofia Ziemba: "16 lutego 1944 roku, w środę rano byłam z moją mamą w domu Wenców, widziałam cztery trupy pomordowanych, w domu leżały Maria, jej synowa Katarzyna i wnuczek Stanisław, trzy pokolenia Wenców. Katarzyna Wenc była przebita drewnianymi widłami, między nogami leżało nowonarodzone niemowlę. Na ścianie nad łóżkiem była odbita zakrwawiona rączka małego Stasia. Z opowiadań ludzi jak legenda krążyła wieść, że ślad ten był długo widoczny mimo ustawicznego zdrapywania. W końcu polskie domy wybudowane z kamienia zostały rozebrane, a kamień wykorzystano do budowy drogi. Miejscowe władze ukraińskie nakazały pochowanie pomordowanych, grzebano bez trumien. Moja mama Franciszka Kossakowska, miała wtedy 36 lat, została zastrzelona pod krzyżem misyjnym, razem z nią zginęła Zofia Kossakowska oraz inni mieszkańcy Firlejowa. Mordy pod krzyżem misyjnym obserwowali ukryci na wieży kościelnej Józef, Kazimierz i Jan Wencowie. Gdy kilka dni później, Niemcy w poszukiwaniu zwłok swojego oficera, kazali odkopać doły Ukraińcom, znaleźliśmy zwłoki mojej mamy, była rozebrana z odzieży, tylko w koszuli, pochowaliśmy ją w żłobie wyjętym z obory, ponieważ nie było czasu na zrobienie trumny". Na szczególną uwagę zasługuje tu postawa Ukrainki o nazwisku Kiczuła, która wiedząc o tym, że za ołtarzem miejscowego kościoła schował się Polak Władysław Kossakowski i część jego rodaków pomodliła się głośno, przysięgała przed Bogiem i wezwała ukrywających się: »Jeśli ktoś żyje, niech wyjdzie. Wiem, że jest tu Władysław Kossakowski, jego dzieci płaczą przed kościołem, teraz nic wam nie grozi, co będzie później, tego nie wiem«. [...] Z kościoła wyszło kilkanaście osób i wszyscy poszli do swoich domów”.
Dziękujemy za przeczytanie tego postu.
Możesz nas wesprzeć kwotą 5 złotych lub tylko złotówką na
Wpłat można też dokonywać na numer konta
42 1940 1076 5881 9071 0000 0000
Będzie nam bardzo miło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz