"Wołyń. I ta sześcioletnia dziewczynka. Nigdy nie zapomni tego dnia.
To była piękna słoneczna niedziela. Lipiec. Sam środek upalnego lata. Jedenasty dzień lipca 1943 roku. Kisielin.
Ta czwarta od lewej strony dziewczynka to Teodora. Pojechała z ojcem do kościoła. Matka została w domu z Marysią ( druga od lewej ) i Helenką ( pierwsza od prawej ).
Msza dobiegała już końca, gdy kościół został otoczony, a następnie zaatakowany. W tym tragicznym wydarzeniu zginęło 90 Polaków. W kościele. W tym ojciec Teodory.
Sześcioletnia córka będzie świadkiem tych scen. Ktoś weźmie ją za rękę. Ktoś zaprowadzi do zakrystii. W kościele zabarykaduje się 80 osób.
Gdy napastnicy odejdą, ludzie będą po kolei po linie schodzić na dół.
Teodora Zgliniecka długo nie będzie w stanie o tym opowiadać. Została matka Stanisława, dzieci i babcia.
Zdecydowali, że nie będą uciekać z Adamówki. Ale nie nocują w domu. Idą do sąsiadów w głąb wsi. Pewnego dnia babcia zostaje. Nie ma już sił na ucieczkę. Nie ma sił na nic, po śmierci swojego syna w kościele. Matka i dzieci śpią w stogu siana. Nie wiedzą, że babci nigdy już nie zobaczą.
Po tym wydarzeniu rodzina wie, że nie może zostać ani we wsi, ani w domu. Rozpoczyna się tułaczka. Matki z trójką dzieci. Ktoś jednak podwozi ich do Zasmyk, gdzie schroniło się wielu Polaków.
Odtąd cel Stanisławy będzie jeden: byle za Bug. Pomogą im kolejarze. Trafią do Kowla. Na razie. Stanisława i dzieci przeżyją.
Te istnienia zostały uratowane."
za Przedwojenne fotografie via Agnieszka Nagrodzka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz