ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

poniedziałek, 19 października 2020

Kilka słów o zarazach w Rzeczpospolitej

 Kilka ciekawostek na temat zarazy w dawnej Rzeczypospolitej

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba

Jak walczono z zarazą? Dziś i my musimy walczyć z epidemią, jednak jak sobie z nią radzono w dawnej Rzeczpospolitej bez nowoczesnej medycyny?
W szkole wspomina się tylko o dżumie w XIV wieku, po czym temat zostaje zapomniany. Niestety epidemie ogólnokrajowe, czy małe lokalne, towarzyszyły ludziom cały czas. Lata dwudzieste XVII wieku to dla Rzeczpospolitej okres straszliwych epidemii w całym kraju. Według historyków z epidemiami na terenie Rzeczpospolitej ludność miała styczność przynajmniej raz w ciągu dziesięciolecia. Profesor Andrzej Karpiński zajmujący się m.in. tematem historii chorób wyliczył, że same Podlasie i Mazowsze było nawiedzane przez różnego rodzaju epidemie 93 razy w przeciągu lat 1501-1750. Jednak co ludzie mogli zrobić, aby walczyć z zarazą?
Rzecz jasna królowała modlitwa. Szkot Patryk Gordon z Auchleuchries pozostawił diariusz, w którym opisał swoje zmagania wojenne w czasie „potopu” szwedzkiego. W 1656 roku gdy szalała epidemia dżumy, z chorymi miał styczność tak naprawdę cały czas. Gdy pewnego ranka w czasie śniadania źle się poczuł, to od razu zinterpretował to jako chorobę. Gorliwą modlitwą próbował ubłagać u Boga zdrowie, jednak w tym miał również dopomóc mu jeden „lek”. W niewielkich ilościach pił własny mocz od momentu gdy miał pierwsze kontakty z chorymi, a gdy choroba pojawiła się u niego, to „lek” już przyjmował w ogromnych dawkach. Osoby, które wyzdrowiały bądź uchroniły się przed epidemią często udawały się na pielgrzymkę, oddawały się jeszcze gorliwszym modłom, a ten kogo było stać fundował różnego rodzaju kapliczki, czy religijnymi elementami ozdabiał swoje uzbrojenie. Reliktem tych gorliwych modlitw w dzisiejszych czasach jest modlitwa, w której mówimy „Od powietrza, głodu, ognia i wojny Wybaw Nas Panie…”. Rzecz jasna pierwotne znaczenie ,,powietrza”, to morowe powietrze, które miało być kiedyś źródłem choroby i zarazy. Świętymi, do których się modlono aby uchronić się przed zarazą był św. Sebastian, Roch z Montepellier oraz święty Kazimierz – syn Kazimierza IV Jagiellończyka.
Kolejnym sposobem, tak jak dziś, była izolacja od świata. Tutaj warto zaznaczyć, że gdy wybuchała epidemia to często miała ona zasięg lokalny, w wyniku czego nawet na terenie jednej parafii nie wszystkie wsie musiały być zarażone. Ludzie próbowali się izolować, a dokonywała tego nawet szlachta. Ukrywano się w lasach gdzie budowano prowizoryczne domy z dala od ludzi, a co bogatsi wyjeżdżali jak najdalej. Niestety to skutkowało często rozsianiem zarazy. Gdy w 1572 roku Zygmunt II August uciekał z Warszawy do Knyszyna z powodu epidemii, liczny orszak króla rozsiał epidemię po Podlasiu.
W latach dwudziestych XVII wieku gdy w Szydłowcu na Mazowszu wybuchła epidemia, to mieszczan mających kontakt z zarażonymi trzymano w specjalnych budach niedaleko murów miejskich. Z tego okresu zachowało się wiele zapisków i dokumentów kościelnych, które pokazują jakie ludzie mieli problemy. Niepewność dnia jutrzejszego skłaniała ich do spisywania licznych testamentów i zostawiania swoich kosztowności w depozytach kościelnych, miejskich bądź po prostu je gdzieś chowano. Wówczas liczną plagą stawali się prości rabusie, próbujący wykorzystać czas epidemii do wzbogacenia się kosztem innych, którzy zostawili swoje majątki uciekając przed morowym powietrzem. Wprowadzano liczne zakazy, które nie pozwalały na kontakt z osobami chorymi, jednak często w sprawach o majątek ich nie przestrzegano, bo chęć odebrania majątku po zmarłym, bądź umierającym była silniejsza. W krytycznych sytuacja zamykano nawet urzędy grodzkie, czy zaprzestawano zbierania podatków na wojnę. Powszechnie zamykano targowiska i przenoszono obradowanie sejmików i sesji sądowych do innych, niezarażonych miast, a nawet i wsi. Mimo kiepskiego stanu medycyny wiedziano, że można się zarazić od innego człowieka.
Wojsko, a raczej manewry oddziałów i ich marsze były również przyczyną rozprzestrzeniania zarazy. Wspominany już Patryk Gordon ukrywał przed swoimi towarzyszami broni chorobę i stosował różnego rodzaju wymówki na swoje dziwne zachowanie. Jak wspomina, w wojsku choroba rozprzestrzeniała się błyskawicznie, zwłaszcza, że tak naprawdę zwykły szeregowiec nie miał nawet jakichkolwiek leków. Chorzy towarzysze z jego wspomnień często przebywali z innymi zdrowymi, niektórych izolowano jednak to nie pomagało. Ze wspomnień Gordona ciekawy jest fakt, że mocny ból głowy był zwiastunem nadchodzącej śmierci. Zwykle po wystąpieniu bólu, żołnierz umierał po nocy, albo dniu. Na ciałach chorych na dżumę można było zauważyć czarne i błękitne plamy. W jego diariuszu znajduje się również informacja o stosowaniu teriaku – leku zamożnych sfer z wielu ziół i żywic popularnym od wielu wieków.
Oczywiście o zarazie czy chorobach nie można napisać wszystkiego w jednym, krótkim poście. Jeśli temat Wam przypadnie do gustu, to w miarę regularnie będą pojawiać się ciekawostki na temat dawnej medycyny i sposobach na choroby.
Grafikę należy traktować tylko jako dodatek wizualny do postu.
Bibliografia:
• D. Raj, J. Węglorz, Leki roślinne w epoce staropolskiej (XVII–XVIII w), [w:] Lek roślinny – historia i współczesność, pod red. B. Płonki-Syroki, A. Syroki, K. Sudoł, Wrocław 2012, s. 33–44.
• E. Kalinowski, Świat zawarty powietrzem morowym. Staropolskie Podlasie w czasach zarazy, Mówią Wieki, nr 6/2020, a. 25-30
• T. Srogosz, Życie codzienne żołnierzy armii koronnej i litewskiej w XVII wieku, Oświęcim 2018
• W. Kowalski, Zdrowie i choroba żołnierza w czasach Drugiej Wojny Północnej. Przypadki Patryka Gordona z Auchleuchries w świetle jego Diariusza, [w:] Historia na źródłach oparta: studia ofiarowane profesorowi Tadeuszowi Srogoszowi w 65. rocznicę urodzin, pod red. A. Stroynowski, Częstochowa 2017 s. 61-68

Brak komentarzy: