Fragment wspomnień 10 letniego wówczas Romana Witkowskiego- mieszkańca wsi Kupowalce na Wołyniu, w której 16 lipca 1943 roku UPA zamordowała 150 Polaków.
"Napad bandytów ukraińskich w Kupowalcach rozpoczął się popołudniu 16 lipca 1943 roku. Zawiadomił nas o tym Heniek Łazowski z Lulówki, który przybiegł do Kupowalec i nawoływał do ucieczki. Pamiętam, że Irka Jasińska akurat wygoniła krowy, by je paść na łące. Heniek wołał do niej "Irka uciekaj, bo mordują! Już moi rodzice nie żyją!" Egzekucji dokonali w sadzie Kowalichy. Większość zamordowano na miejscu. Ojciec, ranny w szyję, padł jak zabity, był nieprzytomny, ale jeszcze żył. Odzyskał przytomność następnego dnia i dowlókł się do jakiegoś sąsiada, Ukraińca, prosząc, by ten go opatrzył, a ten podobno dał mu jakieś brudne szmaty. Widziałem, że ludzie biegli na łąkę, w stronę rzeki. Powiedziałem mamusi "Ja uciekam". Dobiegłem do łąk i spostrzegłem, że od strony Haliczan ucieka bardzo dużo ludzi. Ktoś spośród nich miał bardzo mocno zakrwawioną koszulę-był to Franciszek Wójcicki. Dołączyłem do nich. Zaraz potem zobaczyliśmy, że bandyci zaczynają palić Kupowalce. Z czymś takim nigdy się nie spotkałem. Był to przerażający szum impetu rozgrzanego powietrza, połączony z ludzkim krzykiem i odgłosami wystrzałów. A potem widzieliśmy, jak Ukraińcy rabowali nasze mienie, ładowali wszystko na wozy i wywozili w stronę Haliczan i Szerokiej. Pamiętam łuny i słupy ognia, które nad Kupowalcami utrzymywały się przez całą noc. Tak ginęła nasza miejscowość, z którą związane były lata mojego dzieciństwa. Czego Ukraińcy nie zabrali-zniszczyli i spalili. Palili domy i budynki gospodarcze nie tylko pomordowanych, ale też i żyjących Polaków"
Boguś

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz