Jestem pełen uznania dla dokonań II RP, ale kiedy mówię o uzbrojeniu jej armii i projektach broni, która miała powstać napadają mnie krytycy twierdzący, że uprawiam propagandę „sanacji” i fantastykę. Mówią – to, że ktoś coś zamierzał nie dowodzi, że taka broń by powstała.
W II RP konstruktorzy dowiedli, że potrafią tworzyć broń, samoloty, czołgi na najwyższym poziomie. Polscy konstruktorzy musieliby więc po 1939 r. stracić zdolność tworzenia zaawansowanego uzbrojenia, a polskie zakłady zbrojeniowe (COP) możliwości produkowania broni.
Prawda, że projektowane w Polsce uzbrojenie nie powstało, ale to był efekt najazdu niemiecko-sowieckiego w 1939 r., a nie rezultat jakiejś polskiej nieudolności.
W czasie wojny Sowieci mieli czołgi T-34, a Niemcy odrzutowe Messerschmitty, ale to przecież nie oznacza, że gdyby Hitler i Stalin na Polskę nie napadli, to nie byłoby polskiego czołgu średniego, a prace nad silnikiem odrzutowym w PZL wskazują, że byłby też polski odrzutowiec.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz