W roku 1982, wpadły mi w ręce memoriały polityczne naszego „trzeciego wieszcza”, Zygmunta Krasińskiego, pisane w połowie wieku XIX do papieża Piusa IX, do cesarza Napoleona III, przestrogi zawarte w przebogatej korespondencji autora „Nie-boskiej komedii”. Trudno było nie doznać swoistego olśnienia, kiedy spostrzeżenia Krasińskiego z lat panowania cara Mikołaja I, Wiosny Ludów i wojny krymskiej, odczytywało się w roku Breżniewa i Andropowa. A czy można je czytać dzisiaj, w roku Putina, Ławrowa i Cyryla – bez zdumienia i bez zadumy zarazem nad ich przygnebiającą treścią?
Sprawdźcie Państwo sami. Memoriał do Guizota (francuskiego ministra spraw zagranicznych) z 1847 roku, określa cel polityki imperialnej Rosji: „Przecisnąć się do Europy, zatknąć swoje zwycięskie orły na kupach gruzów i zwalisk, albo na kupach błota, nagromadzonych przez podłość jednych, przez nieudolność drugich, przez niezgodę wszystkich”. I 15 lat wcześniejszy list do przyjaciela, Henry Reeve’a, pisany pod wrażeniem bezczynności Zachodu wobec rozprawy Rosji z Polską po powstaniu listopadowym: „Biada tym, co nic nie umieli przewidzieć, co pozwolili ludożercom tańczyć wokół swoich ofiar i nie pośpieszyli im z pomocą; co złożyli nadzieję w handlu, co zawierzyli ekonomii politycznej. Wszyscy oni zginą, wszyscy!” I podsumowanie tych myśli: „Moskwa czyha na rozkład cywilizacji zachodniej – czeka, aż wojnami domowymi, bratobójstwem społecznym osłabnie Europa – aż świat wszystek, znękany krwi upływem niezmiernym i ubytkiem równie wielkim prawości, z mordów przerzuciwszy się w sprzedajność i zepsucie, aż sam świat, mówię, zawezwie ją do siebie, podda się jej – Wtedy azjatycką stopą nastąpi na Europę i knut da do pocałowania suchotnikom europejskim, znędzniałym, wycieńczonym, leżącym na gruzach dymiących, śród kałuż czerwonych! Poniżona natura ludzka wielu przerażeniami, chora z utraty zmysłu ku cnocie, nie odmówi żadnego pocałunku. Wtedy Moskwa przekonana, że się jej nic nie oprze, pewna, że wszystkie proroctwa Piotra Wielkiego spełnione, zacznie grasować, a tak obmierźle i nie po ludzku, że obudzi ostatnią rozpacz w Europie”.
Odpycham od siebie te myśli w ciągu minionych czterdziestu lat, z nadzieją patrząc na tych wolnych Rosjan, których znałem (i którym zresztą dedykuje moją książkę) – i na współtworzoną Europę: że przecież może jeszcze nie zginęła, że się odrodzi, obroni, że wróci do swych źródeł, które wskazywali Jan Paweł II i Benedykt XVI. Ale znowu przychodzi moment, kiedy wizje Krasińskiego spotykają z realizacją planów Danilewskiego. Machina imperialnego podboju znów jest w ruchu. A Europa: czy po chwilowym przebudzeniu znowu „złoży nadzieję w handlu“?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz