Historia Antoniego Boguszewskiego zawarta w książce "Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia" autorstwa Witolda Szabłowskiego.
Ale kiedy jedni sąsiedzi zabijają, drudzy rzucają się, by ratować.
Bywa, że Ukraińcy ostrzegają swoich sąsiadów Polaków - a samo to jest bohaterstwem. Za zdradzenie planów UPA partyzanci karzą śmiercią.
W czasie rzezi wołyńskiej zdarza się, że Ukraińcy przechowują Polaków w swoich domach, schronach, chlewach, stodołach, lasach, skrytkach, obórkach, pomieszczeniach gospodarczych zwanych kluniami i innych zakamarkach. Czasem zaledwie przez kilka chwil, choć są to zazwyczaj chwile decydujące o życiu lub śmierci. Czasem kilka miesięcy. Ale bywa, że Polak zostaje dużo dłużej jak chociażby Antoni Boguszewski, sierota, którego w czasie rzezi przygarnia ukraińska rodzina ze wsi Błażowe. Boguszewski zamieszkał z nią na stałe, a po wojnie wziął za żonę córkę Ukraińców, którzy go przygarnęli, Hałynę*. Do dziś żyją razem na północy Wołynia.
Bywa, że Ukraińcy wożą swoim kryjącym się w lasach sąsiadom jedzenie - kartofle, chleb, mleko, słoninę.
Czasami pomoc odbywa się wewnątrz rodzin mąż ratuje polską żonę. Matka dziecko, które ma jednego rodzica Polaka bo takie dzieci UPA każe zabijać.
Czasami sami banderowcy postanawiają kogoś oszczędzić. Bo sąsiad. Bo znajomy. Bo dziecko. Bo kobieta. Bo coś ich poruszy. Weźmy choćby Parośl podobno razem z nią miała zostać wybita ludność pobliskiej wioski Wydymer. ,Dowbeszka-Korobka" posiadał za mało ludzi, by zaatakować obie wsie, umówił się więc z sotnikiem Mizowcem z kolonii Kopaczówka, że uderzą razem.
Ale Mizowiec nie chciał zabijać Polaków. Nie stawił się na umówione miejsce. W dodatku ludzie mówili po wioskach, że
miał już wcześniej zabić katolickiego księdza z Włodzimierca Dominika Wawrzynowicza, ale puścił go wolno. "Dowbeszka-Korobka" nie wybaczył niesubordynacji. Mizowiec jeszcze tego samego dnia został zabity. Jego odciętą głowę położono twarzą w kierunku Wydymeru, aby, skoro nie chciał zabijać Polaków, mógł sobie popatrzeć, jak żyją"
Ratują nie tylko Ukraińcy, ale i Czesi, których na Wołyniu było niewielu, a którym życie zawdzięcza kilka tysięcy Polaków. A wcześniej, w 1942 roku, dobrzy Ukraińcy, wespół z Polakami i tymiż Czechami próbowali ocalić swoich wołyńskich sąsiadów - Żydów.
W samej Parośli - tam, gdzie zaczęła się rzeź wołyńska -uratowała się, według polskich źródeł, sześcioosobowa rodzina Dawida Balzera, ukrywana od roku w schronie przez gospodarza Klemensa Horoszkiewicza.
Więcej na ten temat znaleźć można w książce "Pojednanie przez trudną pamięć. Wołyń 1943" Aleksandry Zińczuk

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz