OTD 1944
Winicjusz Natoniewski - a 6 year old
boy - managed to cheat death. His village got surrounded by
soldiers. Most of his neighbors were shot or burned alive. But he escaped & his story will tell you more on the
-
"reconciliation" following WW2, than a 1000 remorseful speeches by
politicians at commemorative festivities ever will.
On February 2, 1944,
army "pacified" several settlements in Lublin region, occupied
. Over 1000 people were slaughtered there that day, including 300 children. The hero of this story - little Winicjusz - survived, but suffered terrible burns all over his body. The scars and the trauma have remained with him forever. Yet, he has never received ANY compensation for what happened to him. Why?
To answer this question in most basic, abstract terms - it is because the elaborate strategy designed to avoid compensating him plotted in the offices of the
state officials worked to absolute perfection.
Like the overwhelming majority of Poles Natoniewski fell victim to a deliberately convoluted legal trickery concocted for a singular purpose - to make sure the people whose lives were often irreversibly damaged during occupation got no recompense. And the
officials who conspired to allow
to duck its responsibility, were mostly... former Nazi functionaries themselves. A criminal masterpiece.
When
MP Stanisław Stomma arrived in Bonn in 1958, the head of the Chancellery Hans Globke (formerly a prominent Nazi) told him that although
does not deny the need to compensate
victims, it is currently impossible because
is under a communist regime and - besides - such things should be dealt with in the future 'final peace' settlement.
In talks that followed in the 1960's more arguments were brought up. Most
victims of
terror were persecuted because of their nationality, but they could not invoke this reason legally -
regulations did not provide for such a path of seeking compensation. It wasn't an accident. Such rules were created by high ranking officials in the
ministries of Justice and Finance. People like Féaux de La Croix - former member of the Nazi paramilitary organization SA and the Nazi Lawyer League.
In order to make it even more difficult
regulations required that the payment of compensation to victims abroad depends on the existence of diplomatic relations with the country whose citizen would receive it. There were no such in existence between
&
at the time (Hallstein doctrine).
But when the diplomatic relations between
&
were finally established in 1972,
Minister of Foreign Affairs Stefan Olszowski was told in Bonn that... the deadline for submitting appropriate applications expired on December 31, 1969...
I could go on listing the excuses, but I think you get the gist by now... The elaborate catalogue of tricks, lies and deceit presented by the following generations of
leaders is very long. Berlin would stop at nothing. Suffice it to say - when the issue was brought up again in 1989, the then Chancellor - Helmut Kohl - did not hesitate to threaten not to recognize the
&
border... Consider the implications...
The true reason
refused to compensate the
victims was revealed to Stefan Olszowski by Chancellor Willy Brandt, back during his visit in 1972. Brandt said that - 27 years after the war - "the young generation of Germans is not responsible for the harm done to Poles, nor does it want to identify with the offenses and crimes committed by the older generation."
Ultimately only a few agreements on voluntary help for extraordinary restricted categories of victims were reached. Most of them got no more than a single pay-out of an equivalent of... 300 USD. There were some who saw at as humiliation, and simply refused to accept it. There were some who took the money, but regretted it, and looked for a way to give it back.
But, let me get back to the hero of my story - Winicjusz Natoniewski. He got nothing. Same as the vast majority of
victims of
crimes he wasn't covered by any of the mentioned agreements. Any appeals to Berlin fell on deaf ears. So, he decided to sue the
state. First in
court, in 2007. The court ruled out proceeding with the case due to the so called "state immunity principle". Since it was obvious he won't win anything in any
court, Natoniewski then took his case to the European Court of Human Rights. It... refused to even look at the case. The grand "Court" of "Human Rights"...
Natoniewski passed away in 2023 without ever receiving even a symbolic recompense. It was his time. And TIME is probably the key reason why you'll most likely hear of people like him again soon. Berlin will probably be finally ready to graciously help the few remaining survivors. It can safely afford it now. Biology is about to solve the problem once and for all.
But - you might ask - if Natoniewski wasn't ever compensated for his suffering and lifelong disability, maybe at least the perpetrators of crimes against him and his neighbors saw justice done to them?
The answer is - no.
In the early 60s an investigation was conducted in
into several former members of the unit that "pacified" Natoniewski's village. Ultimately no charges were brought against them. The conclusion was they acted in a "state of necessity caused by an order" (Befehlsnotstand).
In fact, no German was ever sentenced by a German court for crimes committed on ethnic Poles, which wasn't connected to Holocaust. Roughly 2.5 mln ethnic Poles were murdered, and - despite receiving 1000's of prosecution requests and evidence files - the
state has never punished a single person for death of anyone of them. Not a single one...
Let that sink in...
OTD 1944
Winicjusz Natoniewski – 6-letni
chłopiec – zdołał oszukać śmierć. Jego wioska została otoczona przez
żołnierzy. Większość jego sąsiadów została zastrzelona lub spalona żywcem. Ale uciekł, a jego historia powie wam więcej na temat
-
„pojednania” po drugiej wojnie światowej niż kiedykolwiek 1000 pełnych skruchy przemówień wygłaszanych przez
polityków podczas uroczystości upamiętniających.
2 lutego 1944 r.
wojsko „pacyfikowało” kilka osad na Lubelszczyźnie, zajmując
. Zamordowano tam tego dnia ponad 1000 osób, w tym 300 dzieci. Bohater tej historii – mały Winicjusz – przeżył, jednak doznał straszliwych poparzeń na całym ciele. Blizny i traumy pozostały z nim na zawsze. Jednak nigdy nie otrzymał ŻADNEGO odszkodowania za to, co mu się przydarzyło. Dlaczego?
Odpowiadając na to pytanie w sposób najbardziej podstawowy, abstrakcyjny – dzieje się tak dlatego, że skomplikowana strategia mająca na celu uniknięcie rekompensaty, obmyślona w biurach
urzędników państwowych, sprawdziła się absolutnie perfekcyjnie.
Podobnie jak przytłaczająca większość Polaków, Natoniewski padł ofiarą celowo zawiłego chwytu prawnego, wymyślonego w jednym celu – aby ludzie, których życie często zostało nieodwracalnie zniszczone podczas okupacji, nie otrzymali żadnej rekompensaty. A urzędnicy
, którzy spiskowali, aby pozwolić
uchylić się od odpowiedzialności, to w większości... sami byli funkcjonariusze nazistowscy. Kryminalne arcydzieło.
Kiedy
poseł Stanisław Stomma przybył do Bonn w 1958 r., szef Kancelarii Hans Globke (były prominentny nazista) powiedział mu, że choć
nie zaprzecza konieczności zadośćuczynienia
ofiarom, to obecnie jest to niemożliwe, gdyż
znajduje się pod rządami komunistycznymi i – poza tym – takimi sprawami należy się zająć w ramach przyszłego „ostatecznego pokoju”.
W rozmowach, które nastąpiły w latach sześćdziesiątych, podniesiono więcej argumentów. Większość
ofiar
terroru była prześladowana ze względu na narodowość, lecz nie mogły one zgodnie z prawem powoływać się na tę przyczynę –
przepisy nie przewidywały takiej ścieżki dochodzenia odszkodowania. To nie był wypadek. Takie zasady stworzyli wysocy rangą urzędnicy w
ministerstwach Sprawiedliwości i Finansów. Ludzie tacy jak Féaux de La Croix – były członek nazistowskiej organizacji paramilitarnej SA i Nazistowskiej Ligi Prawników.
Aby jeszcze bardziej skomplikować sprawę
przepisy wymagały, aby wypłata odszkodowania ofiarom za granicą była uzależniona od istnienia stosunków dyplomatycznych z państwem, którego obywatel miałby je otrzymać. W tamtym czasie nie istniało nic takiego pomiędzy
i
(doktryna Hallsteina).
Kiedy jednak w 1972 roku ostatecznie nawiązano stosunki dyplomatyczne pomiędzy
i
,
ministrowi spraw zagranicznych Stefanowi Olszowskiemu powiedziano w Bonn, że... termin składania odpowiednich wniosków upłynął 31 grudnia 1969 roku. .
Mógłbym dalej wymieniać wymówki, ale myślę, że już rozumiesz sedno... Skomplikowany katalog sztuczek, kłamstw i oszustw prezentowanych przez kolejne pokolenia
przywódców jest bardzo długi. Berlin nie cofnąłby się przed niczym. Dość powiedzieć – gdy w 1989 roku ponownie podjęto tę kwestię, ówczesny kanclerz – Helmut Kohl – nie zawahał się zagrozić nieuznaniem granicy
i
... Rozważmy konsekwencje...
Prawdziwy powód
odmowy wypłaty odszkodowania ofiarom
ujawnił Stefanowi Olszowskiemu kanclerz Willy Brandt podczas swojej wizyty w 1972 r. Brandt powiedział, że – 27 lat po wojnie – „młode pokolenie Niemców nie jest odpowiedzialne za krzywdy wyrządzone Polakom, nie chce też utożsamiać się z wykroczeniami i zbrodniami popełnianymi przez starsze pokolenie.
Ostatecznie osiągnięto jedynie kilka porozumień w sprawie dobrowolnej pomocy dla nadzwyczaj ograniczonych kategorii ofiar. Większość z nich dostała najwyżej jednorazową wypłatę o równowartości... 300 USD. Niektórzy postrzegali to jako upokorzenie i po prostu nie chcieli się z tym pogodzić. Byli tacy, którzy przyjęli pieniądze, ale żałowali tego i szukali sposobu, aby je oddać.
Wróćmy jednak do bohatera mojej opowieści – Winicjusza Natoniewskiego. Nic nie dostał. Podobnie jak zdecydowana większość
ofiar
przestępstw i on nie był objęty żadną z wymienionych umów. Wszelkie apele do Berlina pozostały bez skutku. Postanowił więc pozwać państwo
. Najpierw w
sądzie w 2007 r. Sąd wykluczył prowadzenie sprawy ze względu na tzw. „zasadę immunitetu państwa”. Ponieważ było oczywiste, że w żadnym sądzie
nic nie wygra, Natoniewski skierował wówczas sprawę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. To... nie chciało nawet przyjrzeć się sprawie. Wielki „Trybunał” „Praw Człowieka”…
Natoniewski zmarł w 2023 roku, nie otrzymując nawet symbolicznej nagrody. To był jego czas. CZAS jest prawdopodobnie głównym powodem, dla którego najprawdopodobniej wkrótce ponownie usłyszysz o ludziach takich jak on. Berlin prawdopodobnie będzie wreszcie gotowy, aby łaskawie pomóc nielicznym ocalałym. Teraz może sobie na to spokojnie pozwolić. Biologia rozwiąże ten problem raz na zawsze.
Ale – można zapytać – skoro Natoniewski nigdy nie otrzymał zadośćuczynienia za swoje cierpienia i dożywotnią niepełnosprawność, to może chociaż sprawcy zbrodni przeciwko niemu i jego sąsiadom doczekali się sprawiedliwości?
Odpowiedź brzmi nie.
Na początku lat 60. prowadzono w
śledztwo w sprawie kilku byłych członków oddziału „pacyfikującego” wieś Natoniewskiego. Ostatecznie nie postawiono im żadnych zarzutów. Konkluzja była taka, że działali w „stanie konieczności wywołanym rozkazem” (Befehlsnotstand).
Tak naprawdę żaden Niemiec nie został nigdy skazany przez niemiecki sąd za zbrodnie popełnione na etnicznych Polakach, które nie miały związku z Holokaustem. Zamordowano około 2,5 miliona etnicznych Polaków i – pomimo otrzymania tysięcy wniosków prokuratury i akt dowodowych – państwo
nigdy nie ukarało ani jednej osoby za śmierć któregokolwiek z nich. Ani jednego...
Niech to zapadnie w pamięć...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz