https://x.com/i/status/1981923766713131222
Tłumaczenie z języka angielski
Wyobraź sobie rosyjskie okręty wojenne, rakiety i sojusze militarne rozprzestrzeniające się po Meksyku, Kanadzie, Karaibach, a potem powiedz mi, w którym roku Waszyngton zrzuciłby bombę atomową na mapę.
Jeśli Ameryka ma swoją Doktrynę Monroe’a,
to Rosja też powinna ją mieć, albo to wszystko jest kłamstwem.
Wielkie mocarstwa powinny trzymać się z dala od swoich bezpośrednich stref bezpieczeństwa. To nie tylko preferencja. To powinno być fundamentem globalnej stabilności.
Ale to, co zrobił Zachód, rozszerzając wrogi blok militarny (NATO) aż pod próg Rosji, łamie wszystkie zasady. Wyobraź sobie, że Rosja zakłada bazy w Tijuanie lub Quebecu. USA uznałyby to za casus belli jeszcze przed śniadaniem.
Nie chodzi o chęć wyznaczania stref wpływów. Chodzi o wyznaczenie stref bezpieczeństwa dla wielkich mocarstw, aby mogły trzymać się z dala od swoich stref. Nie oznacza to wyłącznych stref ekonomicznych, chodzi o stworzenie nowej architektury bezpieczeństwa dla multipolarnego świata.
Jeśli Doktryna Monroe’a, która ostrzega obce mocarstwa, by trzymały się z dala od Zachodniej Półkuli, jest akceptowana dla USA, to dlaczego Rosja nie miałaby prawa do takiego samego strategicznego obwodu? Dlaczego jest to „defensywne”, gdy robi to Waszyngton, ale „agresywne”, gdy Moskwa wyznacza czerwoną linię?
Monroe miał swoją doktrynę. Moskwa też powinna ją mieć. W przeciwnym razie szybko dowiemy się, co się stanie, gdy ostatnia czerwona linia w końcu zostanie przekroczona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz