ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

niedziela, 28 grudnia 2025

Bolesław Szczodry

Król, który nie miał hamulców, czyli Bolesław Szczodry

Słuchajcie no, ludzie, turyści, krakusy i przyjezdni z każdej szerokości geograficznej. Ja tu siedzę pod Wawelem od ponad tysiąca lat, widziałem już niejednego Piasta, niejedną koronę i niejedną katastrofę wizerunkową. Ale Bolesław II, zwany przez jednych Szczodrym, przez drugich Śmiałym, a przez trzecich (po cichu) „tym, co to zawsze przesadzał” nawet i mnie potrafił zaskoczyć.

To nie był władca z tych, co pytają: „A co ludzie powiedzą?”. To był raczej typ: „Najpierw zrobię, potem się zobaczy.”

Bolesław urodził się gdzieś na początku lat 40-tych XI wieku. Syn Kazimierza Odnowiciela i Dobroniegi z Rusi.

Już samo imię zobowiązywało. Bolesław, jak Chrobry. No i młody Piast ewidentnie uznał, że skoro pradziad był wielki, to on będzie… jeszcze większy.

Gdy w 1058 roku objął władzę, Polska przestała siedzieć cicho w kącie Europy. Zaczęła pukać do sąsiadów mieczem w drzwi.
Czechy, Węgry, Ruś.
Cesarstwo? No tu już była gruba sprawa.

Rzecz dzieje się w czasach, gdy papież Grzegorz VII i cesarz Henryk IV toczyli bój o to, kto tu ma rządzić duszami, a kto pierścieniami.

Bolesław stanął po stronie papieża.
Bo był pobożny? Być może.
Ale przede wszystkim dlatego, że papież miał coś, czego Bolesław bardzo chciał: koronę.

I tak oto w Boże Narodzenie 1076 roku w Gnieźnie Bolesław wkłada koronę.
Ja, Smok, pamiętam ten moment. Kraków aż furczał z dumy.

Bolesław nie rządził zza biurka. On rządził z siodła.
Na Węgrzech osadzał „swoich”.
Na Rusi przywracał tron kuzynom.

Problem polegał na tym, że Bolesław miał temperament większy niż zdrowy rozsądek.
A jego rycerze… cóż, rycerze lubili łupy. Gdy król mówił „nie rabować”, patrzyli na niego jak na smoka na diecie wegańskiej.

To wszystko kosztowało. Skarb państwa topniał, możni zaczęli kręcić nosami, a cierpliwość cierpliwość Bolesława była towarem deficytowym.

Gall Anonim nazywał go Szczodrym.
Ale uwaga: są tacy, którzy twierdzą, że to był żart. Taki średniowieczny roast.
Bo Bolesław rozdawał złoto tak hojnie, że podobno jeden duchowny zmarł przygnieciony darami.

Czyli szczodry, aż do przesady.

„Śmiały” pojawił się później, ale pasuje.
Bo tylko człowiek bardzo śmiały mógł robić to wszystko naraz i jeszcze liczyć, że wszyscy będą zadowoleni.

No i dochodzimy do sprawy, od której nawet mnie, Smoka, do dziś swędzą łuski.
Konflikt z biskupem Stanisławem.

Nie była to historia o „złym królu i świętym kapłanie” w wersji bajkowej.
To był konflikt polityczny, twardy, brutalny i typowy dla XI wieku.

Biskup znalazł się po stronie opozycji.
Król uznał to za zdradę.
A zdradę w średniowieczu… karano bez subtelności.

Bolesław zrobił to, czego robić nie wolno było nawet królowi: uderzył w Kościół w sposób jawny i krwawy.
I wtedy możni powiedzieli „Dość!”

Rok 1079.
Bolesław ucieka z kraju.
Na Węgry. Do przyjaciela.
I nawet tam nie zsiada z konia na powitanie. Bo przecież on jest królem.

No i tak kończy się historia jednego z najzdolniejszych Piastów, który przegrał nie z wrogiem zewnętrznym, ale z własnym charakterem.

Zmarł na wygnaniu.
Gdzie leży? Ossiach? Tyniec? Może tu, może tam.
Ja wiem jedno: duchem krąży po Krakowie do dziś.

Jeśli lubisz takie historie, bez nudy, z ogniem i ironią, wesprzyj blog „Smok Wie Lepiej”.
Dzięki temu Smok ma na atrament, kroniki i coś na ząb (rycerze już rzadko się trafiają):
buycoffee.to/smokwielepiej

Postaw wirtualną kawę, wesprzyj blog.
Bo historia Krakowa sama się nie opowie.

Foto: public domain; Bolesław Szczodry; Jan Matejko

Brak komentarzy: