#Germany #GermanDeathCamps #GermanNazi
Pochodził ze starego szlacheckiego rodu, był synem pruskiego generała i wyjątkowo… nienawidził Polaków. Pozbawił życia tysiące osób. Oto Ludolf von Alvensleben – zbrodniarz, który skąpał Pomorze w polskiej krwi.Już w październiku 1939 r. zbrodniarz raportował, że „[z] najostrzejszymi środkami trzeba było wystąpić przeciwko 4247 byłym obywatelom polskim”. Bilans ofiar Zbrodni Pomorskiej był o wiele wyższy. Masowe aresztowania i egzekucje miały miejsce m.in. w Lesie Piaśnickim pod Wejherowem, „Dolinie Śmierci” w Fordonie, Barbarce pod Toruniem, Lesie Szpęgawskim pod Starogardem Gdańskim i w setkach innych miejsc na terenie Pomorza Gdańskiego.
Po wojnie kat Polaków został osadzony w brytyjskim obozie internowania Neuengamme koło Hamburga, skąd zbiegł w 1946 roku. Nigdy nie poniósł odpowiedzialności za swe czyny. Pod przybranym nazwiskiem Teodoro Kremhart dotarł do Genui, skąd pod koniec 1949 r. popłynął statkiem do Buenos Aires. Otrzymał argentyńskie obywatelstwo i wiódł spokojny żywot. Kupił nawet pałacyk myśliwski. Co więcej, piął się po szczeblach kariery: jako dyrektor wydziału rybołówstwa i myślistwa w stanie Cordoba oraz… prezes lokalnego klubu piłkarskiego.
Nawet po latach nie okazywał skruchy. Chełpił się, że w czasie wojny skutecznie rugował polskość. Powrócił do starych przyzwyczajeń – w geście pozdrowienia wyciągał prawą rękę i krzyczał „Heil Hitler!”. Wiedział, że może sobie na to pozwolić, cieszył się bowiem względami dyktatora Juana Peróna.
W latach 60. sądy w Monachium i Mannheim wydały za Alvenslebenem nakaz aresztowania, jednak nigdy nie doszło do jego ekstradycji. Kat Polaków dożył spokojnej starości. Zmarł w dalekiej Argentynie w 1970 r.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz