10 czerwca 1942 roku więzień KL Auschwitz o numerze 6804, a później znany aktor i reżyser August Kowalczyk ( na zdjęciu) podjął próbę ucieczki, po zakończeniu prac przy budowie rowu melioracyjnego. Uciekł do lasu, następnie ukrywał się w zbożu, gdzie został odnaleziony przez okoliczne kobiety, które zapewniły mu kobiece przebranie i wskazały miejsce bezpiecznego schronienia. Ukrywał
się przez 7 tygodni w kryjówce na
poddaszu jednego z domów w
miejscowości Bojszowy . Później z
fałszywymi dokumentami wyjechał na Górny Śląsk, po czym dotarł do Krakowa. Do końca wojny walczył w szeregach AK w miechowskiem
Kowalczyk zasłynął później jako odtwórca wielu ról niemieckich oficerów.
Przez wiele lat był wiceprezesem Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem.
Zmarł 29 lipca 2012 roku.
Fragment książki Augusta Kowalczyka pt " Refren drutu kolczastego":
" Każdy wymarsz Karnej Kompanii [Strafkompanie] do pracy był dla mnie czymś, co generalnie zdawało się zmieniać moją sytuację. Sytuację więźnia mającego dwa wyroki śmierci – dożywocie w SK i wyrok dintojry kapów. Pierwszy wydawał się odległy – stanie się w bliżej nieokreślonej przyszłości. Kiedyś.
Dintojra czyhała o każdej porze i w każdym zakamarku braku. Nocą mogli mnie utopić w latrynie, powiesić na belce. W ciągu dnia strzaskać kręgosłup jednym uderzeniem styliska od kilofa – byli od tego specjaliści.
W pracy, przy kopaniu rowu melioracyjnego-odpływowego, tak zwanego "Königsgraben", byłem pod opieką kapy Brachta, mojego "wspólnika" i kapy Studniarza. Ten znów niezwykle delikatny ale i w konsekwentny sposób usiłował mnie zdobyć taktem, refleksyjnością rozmowy, życzliwością pełną zrozumienia mojej, zagrożonej śmiercią egzystencji. Bardzo mi współczuł z powodu czekającej mnie chłosty. Dwa razy po dwadzieścia pięć.
Wyjście w czerwcowy poranek, w słońce przysłonięte delikatną gazą mgieł, w odbite w stawie niebo, w nieodrutowany spokój pleneru, w ciszę utkaną poranną krzątaniną ptaków, było wybawieniem, było chwilą radości. Nawet otępiałe kroki 400 więźniów Karnej Kompanii, schodzących w niespokojnie rozkopaną ziemię, nie były w stanie "zaszurać" tej radości.
Dopiero agresywne, niemieckie wrzaski i komendy, szczęk pobieranych łopat i kilofów, przypominał, że rozpoczyna się dzień, w przyrodzie pulsujący świadomością dojrzewania, a dla nas dzień potu, krwi i śmierci."
Boguś
się przez 7 tygodni w kryjówce na
poddaszu jednego z domów w
miejscowości Bojszowy . Później z
fałszywymi dokumentami wyjechał na Górny Śląsk, po czym dotarł do Krakowa. Do końca wojny walczył w szeregach AK w miechowskiem
Kowalczyk zasłynął później jako odtwórca wielu ról niemieckich oficerów.
Przez wiele lat był wiceprezesem Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem.
Zmarł 29 lipca 2012 roku.
Fragment książki Augusta Kowalczyka pt " Refren drutu kolczastego":
" Każdy wymarsz Karnej Kompanii [Strafkompanie] do pracy był dla mnie czymś, co generalnie zdawało się zmieniać moją sytuację. Sytuację więźnia mającego dwa wyroki śmierci – dożywocie w SK i wyrok dintojry kapów. Pierwszy wydawał się odległy – stanie się w bliżej nieokreślonej przyszłości. Kiedyś.
Dintojra czyhała o każdej porze i w każdym zakamarku braku. Nocą mogli mnie utopić w latrynie, powiesić na belce. W ciągu dnia strzaskać kręgosłup jednym uderzeniem styliska od kilofa – byli od tego specjaliści.
W pracy, przy kopaniu rowu melioracyjnego-odpływowego, tak zwanego "Königsgraben", byłem pod opieką kapy Brachta, mojego "wspólnika" i kapy Studniarza. Ten znów niezwykle delikatny ale i w konsekwentny sposób usiłował mnie zdobyć taktem, refleksyjnością rozmowy, życzliwością pełną zrozumienia mojej, zagrożonej śmiercią egzystencji. Bardzo mi współczuł z powodu czekającej mnie chłosty. Dwa razy po dwadzieścia pięć.
Wyjście w czerwcowy poranek, w słońce przysłonięte delikatną gazą mgieł, w odbite w stawie niebo, w nieodrutowany spokój pleneru, w ciszę utkaną poranną krzątaniną ptaków, było wybawieniem, było chwilą radości. Nawet otępiałe kroki 400 więźniów Karnej Kompanii, schodzących w niespokojnie rozkopaną ziemię, nie były w stanie "zaszurać" tej radości.
Dopiero agresywne, niemieckie wrzaski i komendy, szczęk pobieranych łopat i kilofów, przypominał, że rozpoczyna się dzień, w przyrodzie pulsujący świadomością dojrzewania, a dla nas dzień potu, krwi i śmierci."
Boguś

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz