16.08.1944 r.
Zwycięstwem polsko-radzieckim zakończyła się bitwa pancerna pod Studziankami.
Latem 1944 roku dwie wielkie jednostki pancerne Wojska Polskiego prawie równocześnie przeszły swój chrzest bojowy, dopisując do długiej listy zwycięstw polskiego oręża dwie nazwy: Falaise i Studzianki.
W wyniku błyskawicznej operacji brzesko-lubelskiej Armia Czerwona 21 lipca 1944 roku zdobyła Chełm, dwa dni później Lublin, a już 25 lipca sowieckie zagony pancerne wyszły nad Wisłę w rejonie Puław i Dęblina. 27 lipca 2 Armia Pancerna ruszyła spod Garwolina w kierunku Warszawy, dochodząc na przełomie lipca i sierpnia do Wołomina i Radzymina. Jednak tam Rosjan zatrzymała w kontrataku 9 Armia gen. Nicolausa Vormanna, a gdy 1 sierpnia wybuchło w Warszawie powstanie, ten kierunek frontu został wygaszony przez Stawkę, czyli kwaterę główną Najwyższego Naczelnego Dowództwa.
W tym czasie do forsowania Wisły pod Dęblinem i Puławami została rzucona 1 Armia WP gen. Zygmunta Berlinga, która do tego momentu pozostawała w drugim rzucie 1 Frontu Białoruskiego marszałka Konstantego Rokossowskiego. Źle przygotowana operacja przyniosła wielkie straty wśród oddziałów polskich, ale jednocześnie pozwoliła Sowietom na zdobycie przyczółków w okolicach Janowa, Magnuszewa i Sandomierza. Przyczółek pod Magnuszewem i Warką zajęty przez 8 Armię Gwardii słynnego obrońcy Stalingradu – gen. płk. Wasilija Czujkowa okazał się nagle istotnym punktem wyjścia dla dalszej ofensywy na zachód. Zwróciły na to uwagę jednocześnie obie strony batalii. Generał Vormann zaczął przerzucać na południe swe jednostki pancerne, podobnie czynili Sowieci – marszałek Rokossowski wydał gen. Berlingowi rozkaz przerzucenia swej armii w rejon Magnuszewa. W jej awangardzie szła 1 Brygada Pancerna dowodzona przez weterana spod Stalingradu polskiego pochodzenia, gen. Jana Mierzycana. W składzie brygady były: dwa pułki czołgów (w każdym po trzy kompanie czołgów średnich T-34/76 i kompania czołgów lekkich T-70), batalion piechoty zmotoryzowanej oraz samodzielny pułk artylerii samobieżnej. Formacja według etatu miała liczyć 2188 ludzi wyposażonych w 86 czołgów, pięć samochodów pancernych BA-64 i 21 dział samobieżnych SU-85. Brygada nie brała dotychczas udziału w walkach, prócz 1 pułku czołgów, który w ramach 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki bił się pod Lenino. W nocy z 30 na 31 lipca 1944 polskie czołgi pokonały trasę Lublin – Kurów – Żyrzyn – Zagrody, a stamtąd ruszyły 9 sierpnia do Łaskarzewa. Po południu tego dnia brygada rozpoczęła przeprawę przez Wisłę.
Generał Vormann jednak nie próżnował i już 5 sierpnia rzucił swe wojska do likwidacji przyczółka 8 Armii Gwardii na zachodnim brzegu Wisły. Do dyspozycji miał jednostki doborowe: 19 Dywizję Pancerną, 45 Dywizję Grenadierów i przede wszystkim elitarną formację Luftwaffe – Dywizję Spadochronowo-Pancerną „Hermann Göring” gen. Wilhelma Schmalza przerzuconą po reorganizacji z Włoch. Natarcie uderzyło głównie na południową linię przyczółka w rejonie miejscowości Grabnowola, Chodków, Studzianki i miał na celu odcięcie 8 Armii Gwardyjskiej od reszty 1 Frontu Białoruskiego. 9 sierpnia Niemcy przełamali pierwszą linię obrony IV Korpusu Piechoty na szerokość kilometra pod Grabnowolą i Mariampolem. W tej krytycznej sytuacji gen. Czujkow postanowił rzucić do walki polską 1 Brygadę Pancerną, którą mu operacyjnie podporządkowano (bez pułku dział samobieżnych). Z braku czasu i dostatecznych środków przeprawowych, generał Mierzycan wysłał do boju swą brygadę częściami. Była to decyzja kontrowersyjna (prawie tak kontrowersyjna, jak uszykowanie bojowe kanadyjskiego II Korpusu przez gen. Simondsa), ale w tej sytuacji nie było innego wyjścia, gdyż IV Korpus miał na stanie tylko sześć sprawnych czołgów. Dzięki temu połowa brygady została rozproszona między aż trzy dywizje piechoty.
Najpierw do boju ruszyła 1 kompania kpt. Wiktora Tiufiakowa, której T-34 w nocy 9 sierpnia wzmocniły obronę 47 Dywizji Piechoty. Zaraz za nią do walki włączyła się 2 kompania ppor. Stanisława Tilla, która następnego dnia po południu odbiła z rąk Niemców wieś Chodków. W tym samym czasie, o godzinie 15.00 po silnym przygotowaniu artyleryjskim i lotniczym, nastąpiło potężne uderzenie grupy pancernej 19 Dywizji Pancernej i głównych sił Dywizji Spadochronowo-Pancernej „HG”. Niemcy zaatakowali główne punkty sowieckiej obrony w rejonie i w samej wsi Studzianki. W dwadzieścia minut grenadierzy i strzelcy spadochronowi przy wsparciu czołgów zdobyli wieś, folwark i cegielnię Studzianki, a następnie Wzgórze Wiatraczne, z którego trzydzieści niemieckich czołgów rozwinęło szyk do ataku na następne cele – miejscowości Łękawica, Celinów, Sucha Wola i Basinów. W tym krytycznym momencie dowództwo sowieckie rzuciło do straceńczej szarży sześć czołgów 3 kompanii por. Rościsława Tarajmowicza. Polacy uderzyli w skrzydło nacierających grenadierów „HG”, niszcząc pięć wozów pancernych, ale stracili przy tym wszystkie własne T-34 – na miejscu zginął dowódca kompanii i szesnastu czołgistów, ale dzięki tej ofierze natarcie nieprzyjaciela zostało zahamowane.
Rosjanie zdołali też odbić Wzgórze Wiatraczne. Jednym z nielicznych, którym udało się przeżyć szarżę 3 kompanii, był kierowca-mechanik czołgu 130, sierż. Piotr Osiowy, który po latach tak wspominał te dramatyczne chwile: „Wyruszyły do ataku kolejno maszyny 133 [sierż. Leonid] Trepaczko, 131 [ppor. Zygmunt] Gajewski, 135 [chor. Edward] Dackiewicz, 136 [chor. Bolesław] Gusławski, 134 [ppor. Grzegorz] Pilipijczenko i 130 nasz. Odległość między czołgami około 50 m. Po wyjściu z lasu na pole mieliśmy rozwijać się kolejno w prawo. Minęło ładnych parę chwil zanim przyszła kolej na nasz czołg. Zaledwie ruszyliśmy i wyjechaliśmy na pole, Niemcy zaczęli do nas prać z prawej strony i od czoła cegielni. Powiedziałem Tarajmowiczowi: Trepaczko dostał! On: zwolnij! Usłyszałem huk wystrzału, gazu! Jednego mam. Ja do Tarajmowicza: Sławek, Gajewski się pali. On znowu kazał mi zwolnić, strzelił i trafił w drugi niemiecki czołg czy też działo pancerne. Byliśmy wciąż jeszcze blisko lasu, gdy usłyszałem w słuchawkach laryngofonu: zwiększyć szybkość! Minęliśmy płonący czołg Trepaczki, który cofał się i ciągnął za sobą chmurę dymu. Widoczność miałem dość dobrą, jedynie przeszkadzało mi zboże. Znów usłyszałem: mniej gazu! Dackiewicz się pali! Huk wystrzału, w tej chwili dostał Gusławski i zaczął się palić. Wyjechaliśmy już całkiem na wolną przestrzeń, zacząłem wykręcać w prawo i właśnie zapalił się przed nami piąty czołg. Tarajmowicz powiedział: daj mniej gazu, strzelił, dokończyłem zakręt i wtedy myśmy dostali”. Osiowy zdołał jeszcze z jednym członkiem załogi wyrwać się z płonącego T-34, stwierdziwszy wcześniej, że jego dowódca nie żyje.
Przez kolejne dwa dni trwały gwałtowne walki o zlikwidowanie niemieckiego klina. Do 11 sierpnia na pierwszej linii stanął 2 pułk czołgów, który w odróżnieniu od pierwszego działał jako zwarty oddział. Do czołgistów dołączyła piechota zmotoryzowana brygady i inne oddziały sowieckie. Same Studzianki przechodziły z rąk do rąk aż siedem razy. I tak na przykład nad ranem 12 sierpnia grupa bojowa ppor. Władysława Świetany (fizylierzy i 1 kompania 2. pcz) zdobyła Studzianki, ale już po dwóch godzinach 74 pułk grenadierów wyparł Polaków ze wsi. Przed całkowitą zagładą żołnierzy ppor. Świetany ocaliły… niemieckie sztukasy, które omyłkowo zbombardowały i ostrzelały własne czołgi oraz grenadierów. Polscy fizylierzy i czołgiści żartowali, że muszą Göringowi wysłać podziękowanie za ratunek. Szczęście, mimo kolejnej utraty Studzianek, nie opuszczało w tym dniu polskich „tankistów” – kapitan Tiufiakow zdobył w leśnej walce sztandar batalionu grenadierów „HG”.
Był to też ostatni dzień niemieckich działań ofensywnych – inicjatywę całkowicie przejęła strona sowiecko-polska. 14 sierpnia nastąpił generalny szturm na broniących się w ruinach studziankowskiego folwarku i cegielni niemieckich grenadierów i strzelców spadochronowych. Polskie czołgi z desantem fizylierów na swych pancerzach przeprowadziły gwałtowny atak, a ostatnie chwile elity Dywizji Spadochronowo-Pancernej obrazowo opisał w swym reportażu historycznym Studzianki Janusz Przymanowski: „Fallschirm-panzer Division «Hermann Göring» pozostawiła w […] murach [folwarku] swoją najlepszą kadrę, tak zwaną Divisionskampfschule, czyli batalion spadochroniarzy, oraz Fallschirm-Panzeraufklärunges-Abteilung, batalion rozpoznawczy. Był to żołnierz twardy, przekonany o swej przynależności do zwycięskiej rasy nadludzi, posiadający doskonałą znajomość rzemiosła […]. W jednej chwili folwark stał się okiem cyklonu, miejscem starcia furii, piekielnym przekładańcem Polaków, Rosjan, Niemców, grenadierów, piechurów, spadochroniarzy i gwardzistów, czołgów i transporterów, stali i kamieni, granatów i kul grzechocących jak żwir ciskany na blachę”. Likwidacja tego zgrupowania trwała jeszcze przez następny dzień, a do 16 sierpnia oddziały sowieckie i polskie przywróciły linię frontu mniej więcej do stanu sprzed 9 sierpnia.
W bitwie pod Studziankami 1 Brygada Pancerna im. Bohaterów Westerplatte straciła – według różnych szacunków – od 259 do 275 żołnierzy, przy czym zabitych było ponad 60 osób. Również w liczbie straconych czołgów są rozbieżności – około 26–28 wozów. Na konto brygady zaliczono zniszczenie 40 czołgów i samobieżnych dział niemieckich. Warto w tym miejscu przywołać doświadczenia 1 Dywizji Pancernej w Normandii. W pierwszym dniu bitwy pod Falaise, 8 sierpnia, dywizja gen. Maczka straciła 43 czołgi. W dniu następnym jednostki liniowe uzupełnione w nocy miały ponownie pełne wyposażenie etatowego sprzętu pancernego. Natomiast 1 Brygadę po utracie blisko jednej trzeciej wozów pancernych na przyczółku magnuszewskim 31 sierpnia trzeba było przeformować. Po reorganizacji, z ewidencji brygady bezpowrotnie skreślono 21 czołgów i stan jej wynosił 65 maszyn. Na uzupełnienie brakujących wozów polscy czołgiści czekali prawie dwa miesiące. I tylko jedno było wspólne w obu jednostkach – bezprzykładne bohaterstwo i poświęcenie w walce ich żołnierzy, które wzbudzały podziw zarówno u kanadyjskich, brytyjskich czy amerykańskich pancerniaków, jak też u sowieckich gwardzistów-stalingradczyków z 8 Armii.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz