Zbyszek Godlewski miał 18 lat i pracował gdyńskim porcie. Rankiem 17 grudnia 1970 roku zmierzał do pracy – był przekonany, że nie wydarzy się nic złego – przecież Stanisław Kociołek – członek Biura Politycznego KC PZPR, poprosił robotników o przerwanie kilkudniowego strajku spowodowanego drastyczną podwyżką cen przed Świętami Bożego Narodzenia, i zapewnił, że domagającym się swoich praw nic nie grozi.
Pomylił się. Rankiem 17 grudnia 1970 (czwartek) przed bramą stoczni gdyńskiej stało wojsko. Robotnicy chcący dostać się do zakładu i, zgodnie z apelem Kociołka rozpocząć pracę, napotkali przed bramą... wojsko. Posypały się serie z karabinów. Padali zabici i ranni. Wśród nich był Zbyszek – zginął po ostrzale stacji kolejowej, na której codziennie wysiadał.
Robotnicy umieścili jego ciało na drzwiach i skierowali się do centrum miasta. Po drodze, widząc, co wydarzyło się pod bramą Stoczni, do pochodu dołączali mieszkańcy Gdyni.
O wydarzeniach tych opowiada słynna „Ballada o Janku Wiśniewskim" Krzysztofa Dowgiałło.
17 grudnia 1970 roku przeszedł do historii jako „czarny czwartek". W czasie pacyfikacji protestów na Wybrzeżu w grudniu 1970 śmierć poniosło 45 osób. Do starć doszło także w Elblągu i Słupsku. Rany odniosło 1165 osób, około 3000 zostało najpierw bestialsko pobitych, a następnie aresztowanych.
Ofiary masakry chowano nocą, a rodziny zastrzelonych były przesiedlane z dala od miejsca zamieszkania i pozostawały pod obserwacją bezpieki.
Dowiedz się więcej o rocznicowych inicjatywach IPN




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz