Jesienią 1939 r. w byłej żwirowni Paterek (koło Nakła) Niemcy zamordowali ponad 200 osób - głównie przedstawicieli polskiej inteligencji i duchowieństwa. Egzekucje
Na miejsce kaźni polskiej ludności cywilnej z Nakła nad Notecią i całego powiatu wyrzyskiego wybrano piaskownię w Paterku – niewielkiej wsi oddalonej o 3 km od miasta. Przed wojną mieszkało tam około tysiąca osób, w większości Polaków. Znajdowały się tam liczne doły po wydobywaniu piasku i rowy przeciwlotnicze, co stwarzało dogodne warunki do zakopania małym nakładem pracy dużej liczby zwłok. Po wojnie posadzono tam las. Nie bez znaczenia była też mała odległość piaskowni od więzień Selbstschutzu w Nakle.
Zatrzymania polskiej ludności następowały na podstawie doniesienia dwóch folksdojczów „o opinii bez zarzutu”, którzy wskazywali wśród Polaków „elementy antyniemieckie”. Pozostawiano im w tym dużo swobody, mogli więc rozwiązywać w ten sposób osobiste konflikty z polskimi sąsiadami. Później eksterminacja nabrała bardziej systematycznego charakteru – zatrzymywano przedstawicieli określonych grup społecznych. Zatrzymani trafiali do więzienia w Nakle nad Notecią, gdzie byli bici i torturowani, a stamtąd transportowani do piaskowni w Paterku.
Na egzekucje prowadzono Polaków pieszo lub przywożono samochodem ciężarowym bezpośrednio do piaskowni. Często ofiary były ze sobą powiązane, aby uniemożliwić im ucieczkę. Rozstrzeliwań dokonywało specjalne komando egzekucyjne składające się z członków Selbstschutzu. Zabijano strzałem w potylicę, a rannych dobijano kolbami karabinów i strzałami z pistoletów. W lipcu 1945 r. w piaskowni w Paterku ekshumowano zwłoki z 13 masowych grobów; co czwarta czaszka była roztrzaskana.
Ofiarami był polska ludność cywilna – 206 osób znanych z imienia i nazwiska (175 mężczyzn i 31 kobiet). Wśród nich było 48 duchownych (księża z przedwojennego powiatu wyrzyskiego, bracia i siostry zakonne z klasztoru Św. Rodziny w Górce Klasztornej), 18 nauczycieli oraz 9 osób pochodzenia żydowskiego. W Paterku zamordowano 18 dzieci oraz wielodzietne rodziny np. sześcioosobową rodzinę Pater. Najmłodszą zidentyfikowaną ofiarą był czteroletni Jan Tahasik, którego matka, ojciec i dwójka rodzeństwa także zostali zamordowani. Najstarszy był siedemdziesięciopięcioletni Józef Mierzwiński.
Sprawcami byli obywatele polscy niemieckiego pochodzenia – członkowie paramilitarnej organizacji Selbstschutz Westpreussen działający pod nadzorem SS. Dowódcą Selbstschutzu w powiecie wyrzyskim był Werner Köpenick (zmarł na froncie wschodnim w 1941 r.), zaś jego działania nadzorował Obersturmführer SS Erich Lupprian (zmarł w czasie procesu w 1966 r. podczas którego mordowanie Polaków nazywał „likwidacją” oraz kłamał, że polecenia „wysyłki” Polaków nie rozumiał jako „wysyłki pod ziemię”, tylko jako wysiedlenia do Generalnego Gubernatorstwa).
Szczególnego okrucieństwa wobec ofiar dopuścili się niemiecki księgowy z Łobżenicy Harry Schulz (skazany najpierw przez sąd niemiecki w 1940 r. za zhańbienie rasy czyli gwałty na Polkach i Żydówkach, a po wojnie w 1953 r. przez sąd polski na karę śmierci) oraz Otto Jankowski (skazany na karę śmierci, w 1946 r. udało mu się uciec z wyrzyskiego więźnia w wyniku akcji polskiego podziemia niepodległościowego).
Spośród co najmniej kilkudziesięciu bezpośrednich sprawców zbrodni, których nazwiska były znane zachodnioniemieckiemu wymiarowi sprawiedliwości, tylko dwie osoby poniosły po wojnie odpowiedzialność karną (oprócz Schulza, Franciszek Mielke – strażnik więzienny).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz