7 maja 1968 roku nad Tatrami przeszedł wiatr halny, którego maksymalna prędkość wynosiła około 300 kilometrów na godzinę.
Tak ten dzień wspominał pracownik obserwatorium astronomicznego na Kasprowym Wierchu geolog Apoloniusz Rajwa:
"Gdy wychodziłem dokonać pomiaru na taras, trzymałem się rękami metalowej poręczy, żeby mnie nie zwiało. Dodatkowo przywiązałem się linką taternicką do kaloryfera. Wiatr był tak silny, że nad obserwatorium latały kamienie wielkości pięści. Porywało również deski o długości 5 metrów przeznaczone na budowę wyciągu krzesełkowego na Goryczkowej. Wiatr przerzucił je wszystkie do Gąsienicowej. W pewnym momencie z okna zaobserwowałem, że wiatr zrobił trąbę wodną. Wyssał część wody z jednego ze stawów na Gąsienicowej. Trąba leciała na zachodnią ścianę Kościelca i tam się rozprysnęła".
Wiatr połamał drzewostan na obszarze 500 hektarów.
Boguś

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz