Sᴛᴀɴɪsᴌᴀᴡ Mᴀʀᴜsᴀʀᴢ ᴡ ᴡɪᴇʟᴋɪᴍ sᴋʀᴏ́ᴄɪᴇ
Stanisław Marusarz urodził się w Zakopanem 13 czerwca 1913 roku. Kiedy miał 11 lat wygrał swoje pierwsze zawody narciarskie, za które otrzymał rękawice. Od tego momentu pasja do nart owładnęła jego życie. Już 3 lata później 6 lutego 1927 chciał wziąć udział w zawodach juniorów w skokach narciarskich w Zakopanem. Jury początkowo nie chciało go dopuścić ze względu na młody wiek. Jak się miało potem okazać, ich wątpliwości były błędne. Stasiu zajął 3 lokatę otrzymując prawdziwe narty do skoków. Pierwszy raz w życiu rozdawał również autografy.
Skacząc od tej pory regularnie i zajmując czołowe lokaty, został dostrzeżony, przez działaczy sekcji narciarstwa polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Zakopanem.
Już wkrótce stał się jednym z czołowych skoczków narciarskich w Polsce. Od początku lat 30 XX wieku stał się liczącą postacią tej dyscypliny sportowej na świecie. Zdobył między innymi takie tytuły jak wielokrotne mistrzostwo Polski, 5-te miejsce na igrzyskach olimpijskich 1936 roku w Garmisch-Partenkirchen, wicemistrzostwo świata w Kathi w 1938 roku. Jak również pierwsze miejsca na mistrzostwach skoków w Niemczech, Jugosławii i Czechosłowacji.
Wojna zastała go jako kierownika Schroniska na Pysznej, które stało się centrum przerzutowym dla kurierów tatrzańskich. Po kapitulacji Polski, Marusarz wstąpił do ZWZ i został jednym z najlepszych kurierów między Polską a Węgrami. Miał jednak jedną zasadniczą wadę. Był dobrze znany w środowisku sportowców jak i fanów sportów zimowych. W 1940 roku został rozpoznany i zatrzymany na Słowacji przez żandarmów do kontroli. Wpadł z powodu gotówki, 100 tysięcy złotych, którą miał przy sobie. Słowacy postanowili przekazać go gestapo. Kiedy czekał pod strażą na posterunku, postanowił wykorzystać nadarzającą się okazję i po obezwładnieniu żandarma wyskoczył "szczupakiem" przez okno. Nim ci zdołali się zorientować, Marusarz zniknął bez śladu.
Po tej przygodzie postanowił opuścić kraj i wraz z żoną udać się na Węgry. Przedzierając się przez Słowację, prawie im się to udało. Jednak już na samej granicy z Węgrami, małżeństwo Marusarzy zostało zatrzymane tak jak Stanisław wcześniej, przez słowacką żandarmerię. Tym razem trzymani pod wzmocnioną strażą zostali przekazani gestapo. Swoją żonę udało mu się ponownie zobaczyć dopiero pod koniec wojny.
Polak zaliczył kilka niemieckich aresztów, takich jak w Nowym Sączu, czy "Pałace" w Zakopanem, gdzie był przesłuchiwany i bity. Ostatecznie wylądował w Krakowie w więzieniu przy ulicy Montelupich. Tam próbowano go namówić do współpracy. Miał szkolić niemieckich narciarzy w zamian za spokojne życie. Kiedy jednak się nie zgodził, został skazany na karę śmierci i osadzony w celi śmierci. Od tej chwili zaczął planować ucieczkę.
Pierwsza próba miała miejsce gdy przewożonego go samochodem między więzieniami. Na jednej z ulic Zakopanego, ogłuszył strażnika i wyskoczył z jadącego samochodu. Jednak uciekając, skręcił w ślepą uliczkę, na której końcu znajdowała się zamknięta brama. Schwytano go, pobito i wsadzono do karceru.
Kiedy nagle został wywieziony do fortu w Krzesławicach, gdzie wykonywano wyroki śmierci, był już pewien swego losu. Jednak kiedy stanął z innymi więźniami pod murem, zamiast niemieckiej kuli, dostał szpadel. Transport Marusarza musiał kopać doły, do których trafili inni więźniowie. Stanisław był pewien, że musi się spieszyć, jeżeli chce przeżyć.
2 lipca 1940 roku Marusarz wraz z kilkoma innymi więźniami wygięli wyłamaną nogą od taboretu kratę w oknie i podjęli próbę ucieczki.
Po przeciśnięciu się przez szczelinę mieli do przebycia nie lada trasę. Cela znajdowała się na pierwszym piętrze, a poniższej było więzienne podwórze, przez które należało się prześliznąć aż do czterometrowego muru, na którego szczycie znajdował się drut kolczasty.
Kiedy Aleksander Bugajski, jeden z inicjatorów ucieczki, zniknął po drugiej stronie okna, wszyscy zaczęli się przepychać i szarpać, by wyskoczyć jako następny. Staszkowi udało się to dopiero jako szóstemu. Wyleciał przez okno głową w dół, jednak udało mu się na szczęście w locie obrócić, tak by wylądować na nogach. Zawdzięczał to swoim treningom w skokach narciarskich. Szybko przebiegł przez dziedziniec i skoczył na mur, nie zwracając uwagi na drut raniący jego dłonie. W tym samym momencie rozległy się syreny alarmowe i serie z pistoletów maszynowych. Marusarz został postrzelony w udo. Mimo rany nadal uciekał. Postanowił skierować się na pełen ludzi targ, co najprawdopodobniej uratowało mu życie. Wmieszał się w tłum, a następnie podążając korytem napotkanej rzeczki, dotarł do Wisły. Tam pomógł mu przypadkowy rybak. Czlowiek ten popatrzył bez słowa na Staszka i zabrał go do swojej chaty, nakarmił i opatrzył rany.
Z całej grupy jedynie Marusarzowi i Bugajskiemu udało się uciec. Resztę więźniów złapano i zastrzelono na miejscu.
Marusarzowi udało się na piechotę przedostać na Węgry. Tam zmienił nazwisko na Stanisław Przystalski i zajął się trenowaniem Węgierskich skoczków, oraz projektowaniem skoczni. Nie potrafił jednak całkiem zrezygnować ze sportu i wziął udział w konkursie na skoczni w Borsafüred w 1944 roku. Miał tam miejsce ciekawy epizod. W pewnej chwili Marusarz zauważył skoczka, którego znał przed wojną, był to Niemiec Sepp Weiler. Staszka oblał zimny pot, a kiedy ten nagle zauważył i jego, pod Marusarzem ugięły się nogi. Weiler z dwuznacznym uśmiechem na ustach podszedł do Polaka i wyciągając rękę, powiedział:
"Witam, nigdy wcześniej pana nie widziałem, ale słyszałem, że świetnie pan skacze, mam nadzieję na wysoki poziom rywalizacji".
Tak więc szczęście znów uśmiechnęło się do Polaka. Zresztą nie był to ostatni raz. Pod koniec wojny, gdy Niemcy zajęli Budapeszt, Marusarz miał zostać rozstrzelany razem z innymi węgierskimi zakładnikami, jednak nagła ofensywa radziecka uratowała mu życie.
Po wojnie wrócił do Polski, gdzie prowadził schronisko turystyczne, projektował skocznie narciarskie i szkolił młode kadry, był inwigilowany i nękany przez UB. Jednak nigdy nie dał się ani nakłonić do współpracy, ani złamać. Nadal skakał, za każdym razem zadziwiając sprawnością i odległością skoku, jaki oddał, biorąc pod uwagę jego wiek. Pozwolę sobie tu zacytować kilka znanych faktów:
"W 1966 został zaproszony do otwarcia konkursu Turnieju Czterech Skoczni w Garmisch-Partenkirchen. Postanowił skoczyć na nartach. Miał wtedy 53 lata, a nie skakał od dziewięciu. Decyzja Marusarza wywołała wśród sędziów konsternację. Musiał pożyczyć narty i buty, skoczył jednak w garniturze i krawacie. Organizatorzy podali przez megafony wiek i życiorys polskiego skoczka. Niemieccy kibice żywiołowo dopingowali Polaka. Marusarz osiągnął odległość 66 m. Po wybiegu nosili go na ramionach skoczkowie, m.in. Bjørn Wirkola. Niemieckie gazety pisały o fenomenalnym Polaku i niesamowitym człowieku. Marusarz nie ukrywał, że dla niego, na którego Niemcy w czasie wojny wydali wyrok śmierci, to były wyjątkowe chwile. Następnego dnia Marusarz otwierał konkurs skoków na olimpijskiej skoczni Bergisel w Innsbrucku. Skoczył w granicach 70 m, przy aplauzie austriackiej widowni".
Ostatni skok oddał w wieku 66 lat na potrzeby filmu o jego osobie. Choć chciał jeszcze w wieku 75 lat skoczyć na Wielkiej Krokwi z okazji uroczystości nadania jej jego patronatu, musiał niestety zrezygnować ze względu na warunki pogodowe. Chociaż przygotowane narty i buty już na niego czekały.
Śmierć tego wspaniałego człowieka w 1993 roku była jak cały jego życiorys. Zaskakująca, tragiczna i zmuszająca do refleksji. Stanisław Marusarz odszedł, wygłaszając mowę pożegnalną na pogrzebie swojego dowódcy z czasów okupacji — Wacława Felczaka. Doznał ataku serca i osunął się na ręce węgierskiego ambasadora w Polsce Ákosa Engelmayera.
*Na fotografii:
1. Stanisław Marusarz na zawodach w 1933 roku.
2. Stanisław Marusarz w 1935 roku, podczas skoku narciarskiego na Międzynarodowych Zawodach Narciarskich o Mistrzostwo Polski w Zakopanem
3. Stanisław Marusarz w trakcie skoku (miejsce i data nieznane)
4. Stanisław Marusarz na tle Wielkiej Krokwi.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz