Prenumerata miesięcznika WPIS na rok 2024. Wydanie papierowe (bialykruk.pl)
Pozwalam sobie zachęcić Państwa do lektury tekstu, jaki został opublikowany właśnie w miesięczniku „WPIS”, a raczej do refleksji nad aktualnymi chyba zagadnieniami, jakie w nim poruszam. Dziś część pierwsza tego zaproszenia:
W swoich wykładach z literatur słowiańskich Adam Mickiewicz dał taką oto definicję zdrady: „zdradzić to jest opuścić ideę trudną do zrealizowania, to porzucić żmudny obowiązek dla korzyści namacalnych, widocznych i łatwo uchwytnych. Zdrajcy zapierają się wiary ojczystej, przeszłości ojczystej, usiłują oczernić dzieje, obyczaje Polski, zniesławić charakter narodowy, ażeby tylko uniknąć prześladowania niszczącego tych, co służą idei polskiej, ażeby pozyskać łaski ciemiężców”. Prosta definicja Adama Mickiewicza nie wyczerpuje na pewno całego bogactwa odcieni zdrady, ale na pewno oddaje te doświadczenia zdrady czasów, w których żył wieszcz oraz okresu wcześniejszego, wieku XVIII. Ale słowa te tyczą się również doświadczenia, które stało się udziałem dużej części elit Rzeczypospolitej już w połowie wieku XVII – czym zajmuję się w szóstym tomie „Dziejów Polski” – kiedy dwie fale potopu nasunęły się od wschodu i zachodu.
Tchórzostwo (nazywane niekiedy „realizmem”) było na pewno pierwszym, bardzo ważnym motywem zdrady. Po co się bić, skoro możemy podnieść ręce do góry i poddać się przeciwnikowi, z którym nie wiadomo czy wygramy? Ale był też motyw inny, który ważny jest w naszej historii po dzień dzisiejszy: wskazanie głównego wroga we własnym państwie, przeciwko któremu sprzymierzono się z zewnętrznym najeźdźcom Polski. Ta postawa będzie się powtarzała po wielokroć. To jest postawa zdrady motywowanej utratą wiary w wartość polskości. I ta postawa wraca.
Na szczęście zawsze, także w czasie opisywanym w VI tomie „Dziejów Polski”, znajdowali się tacy, którzy się nie poddawali. Ci, którzy w momencie beznadziejności wrócili do wiary w Rzeczpospolitą – tak jak konfederaci wierzbołowscy na Litwie, potem konfederaci tyszowieccy, którzy razem zainicjowali pierwsze wielkie powstanie w obronie niepodległości w grudniu 1655 r. Nie złożyli broni i po kilkunastu miesiącach wypędzili wroga ostatecznie prawie z całej Rzeczypospolitej. I o tym także musimy pamiętać. Szósty tom „Dziejów Polski” traktuje może przede wszystkim o przesłaniu nadziei. Skąd ją czerpać? Jak ją odzyskać?
Jedną z wielkich lekcji owego czasu, jest to, że podstawą wiary w sens wspólnoty musi być sprawiedliwość. Jeśli sprawiedliwości brak – zanikają także więzi łączące wspólnotę. Żaden ze zdrajców – a byli wielcy zdrajcy, arcyzdrajcy jak przede wszystkim Hieronim Radziejowski, którzy nie mieli nic na swoje usprawiedliwienie – nie został ukarany po czasie „potopu”. Żaden. To deprymujące doświadczenie niesprawiedliwości stało się udziałem tysięcy ludzi, którzy ucierpieli w walce o wolną Polskę i Litwę, o Rzeczpospolitą, którzy trafili do niewoli moskiewskiej, kozackiej; tych którzy zginęli i tylko ich krewni mogli ich wspominać.
To doświadczenie niesprawiedliwości, że zdrajcy wracają do wszystkich urzędów i łask i żaden nie jest ukarany, było jednym z głównych motywów utraty wiary w Rzeczpospolitą, poczucia zniechęcenia, poczucia „nic z tym nie zrobimy”, czujemy się bezradni. Tak było również po targowicy w roku 1792-1793, symbolizującej samą istotę zdrady, konfederacji tych, którzy uznali, że lepiej być z carycą Katarzyną, występując nawet zbrojnie przeciwko własnemu społeczeństwu, a w ewidentnym interesie zaborców. Owo poczucie zniechęcenia osiągnęło apogeum w czasie ostatniego sejmu Rzeczypospolitej, który miał miejsce w środku Rzeczypospolitej, w Grodnie. Tam zdrajcy, łajdacy, uchwalili najpierw zgodę na rozbiór rosyjski – entuzjastycznie, bez oporu. Trudniej było przełamać opory posłów na rozbiór pruski, ale ostatecznie zgodzili się i na to (pod wpływem perswazji i rubli z carskiej ambasady, pilnującej układu z sojusznikiem z Berlina), na likwidację własnego państwa.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz