ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

środa, 29 stycznia 2025

Generał Piotr Wrangel o Romanie von Ungern-Sternbergu

 

Generał Piotr Wrangel o Romanie von Ungern-Sternbergu, znanym również jako „Krwawy Baron” : „Podesauł baron Ungern-Sternberg albo, jak nazywali go Kozacy, podesauł „baron”, był człowiekiem o wiele bardziej interesującym. Tacy ludzie, stworzeni do wojny i życia w burzliwej epoce, z trudem dostosowywali się do warunków pokojowej pułkowej egzystencji. Zazwyczaj, gdy ponosili klęskę, przenosili się do straży granicznej albo los rzucał ich do jakichś pułków na kresy dalekowschodnie czy na Zabajkale, gdzie sytuacja bardziej odpowiadała ich niespokojnej naturze. Pochodzący ze świetnej rodziny ziemian inflanckich, baron Ungern od wczesnego dzieciństwa był pozostawiony samemu sobie. Jego matka młodo owdowiawszy, wyszła powtórnie za mąż i najwyraźniej przestała się interesować synem. Baron Ungern, który od dziecka marzył o wojnie, podróżach i przygodach, z chwilą wybuchu wojny japońskiej porzucił korpus i zaciągnął się na ochotnika do pułku piechoty, w którym jako szeregowiec odbył całą kampanię. Wielokrotnie ranny i odznaczony żołnierskim Krzyżem św. Jerzego, wraca do Rosji; krewni umieszczają go na uczelni wojskowej, którą z ogromnym trudem udaje mu się ukończyć. W pogoni za przygodą i dla uniknięcia pokojowej służby liniowej, baron Ungern z uczelni przechodzi do amurskiego pułku kozackiego, rozlokowanego w Kraju Nadamurskim, ale pozostaje tam niedługo. Z natury nieokiełznany, wybuchowy i niezrównoważony, w dodatku nie stroniący od kieliszka i agresywny po pijanemu, Ungern wdał się w kłótnię z jednym z oficerów i uderzył go. Ten szablą zranił Ungerna w głowę. Ślad tej rany pozostał baronowi na całe życie; powodował silne bóle głowy i niewątpliwie od czasu do czasu odbijał się na jego psychice. W następstwie burdy obaj oficerowie musieli odejść z pułku. Powracając do Rosji Ungern postanawia drogę z Władywostoku do Charbina odbyć wierzchem. Opuszcza pułk konno w towarzystwie psa myśliwskiego i ze strzelbą myśliwską na ramieniu. Utrzymując się z polowania i sprzedaży zabitej dziczyzny, Ungern około roku spędza w ostępach i stepach Nadamurza i Mandżurii i wreszcie przybywa do Charbina. Tam zastaje go wybuch wojny mongolsko-chińskiej. Ungern nie mógł pozostać obojętnym widzem. Zaproponował swoje usługi Mongołom i na czele mongolskiej konnicy bił się o niepodległość Mongolii. W początkach wojny rosyjsko-niemieckiej Ungern wstąpił do pułku nerczyńskiego i natychmiast wykazał się niezwykłą wprost odwagą. Cztery razy ranny w ciągu jednego roku, otrzymał Order św. Jerzego, Miecz św. Jerzego i na początku drugiego roku wojny został przedstawiony do stopnia esauła. Średniego wzrostu blondyn, z długimi, zwisającymi rudawymi wąsami, chudy i pozornie wątły, ale żelaznego zdrowia i energii, Ungern żyje wojną. Nie jest to oficer w powszechnie przyjętym znaczeniu tego słowa, jako że nie tylko nie zna najbardziej elementarnych przepisów i podstawowych zasad służby, ale nieustannie popełnia wykroczenia zarówno przeciwko dyscyplinie zewnętrznej, jak i wychowaniu wojskowemu — jest to typ partyzanta-amatora, łowcy-tropiciela śladów z powieści Mayne Reida. Obszarpany i brudny, śpi zawsze na podłodze, wśród Kozaków z sotni, jada ze wspólnego kotła i, mimo iż wychowany w dostatku i komforcie, robi wrażenie człowieka, któremu zupełnie na nich nie zależy. Na próżno próbowałem go przekonać o konieczności zadbania przynajmniej o wygląd zewnętrzny. Był człowiekiem pełnym sprzeczności: niewątpliwa inteligencja, oryginalny, wnikliwy umysł, a jednocześnie zdumiewający brak kultury i niezwykle ciasne horyzonty, zaskakująca nieśmiałość i wręcz dzikość, a jednocześnie szaleńcze porywy i nieokiełznana zapalczywość, niepohamowana rozrzutność i zadziwiający brak wymagań, jeśli chodzi o podstawowe wygody. Taki typ musiał się znaleźć w swoim żywiole w warunkach prawdziwej rosyjskiej „smuty”. W czasie trwania owego zamętu nie mógł, przynajmniej na jakiś czas, nie wypłynąć na grzbiecie fali, by wraz z ustaniem zamętu równie nieuchronnie zniknąć”.
Zdjęcie
Zdjęcie

Brak komentarzy: