Współczujemy (albo nie) Ukrainie, ale sytuacja Polski w tym rozdaniu także robi się coraz bardziej "niewesoła".
Z dwóch mocarstw na których oparliśmy całe nasze nadzieje na dalszą (stabilną) egzystencję i dobrobyt, jedno zachowuje się tak, jakby miało inne plany, a drugie niedomaga.
Oba zaczynają przebąkiwać (już od jakiegoś czasu) o konieczności "przejęcia inicjatywy" przez III RP, ale to
(w zasadzie) nie wchodzi w grę.
Raz, że w ogóle tego nie zakładaliśmy i do tego się nie przygotowywaliśmy, a dwa, że ruchy w tym kierunku były uznawane za sabotaż, atak na "system sojuszy" i globalne (korzystne w ostatnich dekadach dla
) staus quo.
Teraz jest już jasne, że o utrzymaniu (lub zburzeniu) status quo nie decydowała Warszawa.
Być może pochwalą nas za wspaniałą, godną postawę i poświęcenie w próbie jego ratowania, ale co z tego, skoro mozemy zaraz z tym wszystkim zostać jak Himmilsbach z angielskim.
"Jak żyć"?
Społeczeństwo/naród sobie poradzi.
Bo jest zaradny/e i już się przyzwyczaił/w ostatnich kilkuset latach do ciągłych zmian.
"Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było".
Elity tym bardziej, bo jak mawiał klasyk z innej epoki historycznej "rząd się zawsze wyżywi".
Ale pewne jest jedno.
"Mamy problem".
Jeśli zrealizują się w tym rozdaniu te gorsze scenariusze- to potomni (niezależnie od tego czy będą się w przyszłości czuli i nazywali Polkami i Polakami) analizując w bibliotekach (tradycyjnych, cyfrowych lub jakiś jeszcze innych) naszą myśl polityczną, strategie i zachowanie ostatnich dekad, uznają nas... za skończonych gamoniów.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz