Polacy zamieszkujący III Rzeszę oraz tereny II RP zaanektowane do III Rzeszy, musieli służyć w wojsku niemieckim.
Duża część uciekała później do aliantów i to nie tylko Gustlik z „Czterech pancernych”
Kiedy Angole zapytali gen. Andersa skąd weźmie uzupełnienie strat dla swoich jednostek odpowiedział: „moje rezerwy są przede mną w jednostkach niemieckich” i faktycznie ok 80 tys Polaków przeszło do Polskich Sił Zbrojnych.
Natomiast nie było jednostek polskich w wojsku niemieckim.
Nie tworzono polskich oddziałów w ramach jednostek niemieckich. Polacy byli rozproszeni po oddziałach i nie mieli szans na kontaktowanie się ze sobą. Nie było polskich „hiwisów” Hilfswillige- oddziały niemieckie złożone z jeńców sowieckich.
Oblicza się, że mogło być do 2 milionów kolaborantów sowieckich wysługujących się Niemcom na froncie i w służbach przyfrontowych.
Walczyli w mundurach niemieckich i sowieckich, we własnych barwach a także pomagali Niemcom w różnych służbach np. kierowcy ciężarówek.
Tworzone były z jeńców głównie jednostki kawalerii ale nawet i jednostki pancerne, które wyposażano w przejęty od Sowietów sprzęt.
Jak na foto.
Nie przyjmowano też polskich ochotników do oddziałów SS bo nie było polskich ochotników do SS.
Co nie znaczy, że w SS nie było polskich nazwisk czy Polaków a najbardziej znane to Otto Skorzenny wywodzący się ze Skorzęcina w Wielkopolsce. Co nie znaczy też, że nie było kolaborantów wśród Polaków.
Niemcy próbowali stworzyć oddział z Górali ale nie wypaliło i to jest najlepsza ilustracja do prób na nowo pisania historii o służbie „naszych” w Wehrmachcie- wiszący na drzewie, powieszony przez Polaków kolaborant Wacław Krzeptowski.
Przypomnijmy: za wysługiwanie się Niemcom to w najlepszym wypadku golono głowy.
Warto o tym i dzisiaj pamiętać bo historia lubi się powtarzać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz