Donald Tusk i jego rząd właśnie wywracają całą inwestycję budowy Głębokowodnego Terminala Kontenerowego w Świnoujściu. Zamiast kontynuować przygotowaną i dopracowaną koncepcję, która od lat czekała na realizację – wprowadzają nagle „Przylądek Pomerania”. Brzmi efektownie, ale to nic innego jak całkowita zmiana projektu, która oznacza jedno: konieczność przeprowadzenia nowych badań środowiskowych, nowych konsultacji, nowych uzgodnień i nowych pozwoleń. Innymi słowy – cofnięcie inwestycji o lata!
To dokładnie ten scenariusz, na który od dawna liczy Berlin. Każdy miesiąc, każdy rok opóźnienia budowy terminala w Świnoujściu to realne wzmocnienie portów w Hamburgu czy Rostocku, a osłabienie pozycji Polski. Zamiast strategicznej inwestycji, która miała uniezależnić nas od niemieckiej infrastruktury portowej i uczynić Świnoujście hubem kontenerowym Europy Środkowej, Tusk funduje Polakom biurokratyczną mitologię – „projekt w opracowaniu”, „dodatkowe analizy”, „dialog społeczny”. To powtórka z CPK.
Mechanizm jest czytelny: zmiana koncepcji, rozszerzenie zakresu inwestycji o sztuczne tereny i falochrony, a tym samym konieczność rozpoczęcia całej procedury od nowa. To klasyczna metoda torpedowania przedsięwzięcia – pozornie rozwijająca, w rzeczywistości paraliżująca.
Rząd Tuska nie rozwija polskich portów – on je sabotuje. I robi to w interesie naszych zachodnich sąsiadów. Głębokowodny Terminal Kontenerowy w Świnoujściu miał być odpowiedzią Polski na dominację niemieckich portów. Dzięki działaniom Tuska Polska traci lata, a Berlin zyskuje przewagę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz