Archiwum Historii Mówionej - Dom Spotkań z Historią/Karta
Rodzina Lesława Pfütznera w kwietniu 1940 została wywieziona do Kazachstanu. Pan Lesław wspomina głód, który wciąż im towarzyszył: „Oczywiście przez cały czas właściwie był podstawowy problem – jedzenie. Oprócz mrozu. Bo tego jedzenia nie było, tylko to, co przychodziło w paczce. Tam można było kupić na jesieni kartofle, ale tylko na wymianę towarową, tzn. za sukienkę, poduszkę, kołdrę, takie rzeczy. No ile tego można sprzedać, prawda? Ludzie się pozbywali wszystkiego, sprzedawali, no i dzięki temu tylko można było przeżyć. Innych rzeczy tam właściwie [nie było]... no mleko można było kupić czasem. Czasem mąkę, też na wymianę. No i przez jakiś czas żywiliśmy się w zimie wyłącznie zupą z surowego jęczmienia. Znaczy nie kaszy żadnej, tylko tak jak jest ziarno jęczmienia, ono ma łuski. Z bratem tłukliśmy ten jęczmień w pseudomoździerzu, po czym się to sypało na jakieś płótno i dmuchało, żeby te łuski troszkę odeszły. I tę resztę się gotowało, mieliśmy taki sagan sześciolitrowy. Na dole był jęczmień, a reszta to była woda. I to były dwa posiłki dla sześciu osób dziennie. Oczywiście byliśmy głodni bez przerwy. I od tego czasu jak ktoś mówi, że jest głodny, to ja mówię: nie ma głodu, w Polsce nie ma głodu. A tam dosłownie, tak od gardła do brzucha, do żołądka ból, coś w rodzaju bólu, który nie mija w nocy, w dzień. I to jest bez przerwy, bez końca. Dopiero na wiosnę, jak zaczęły paczki przychodzić, to wreszcieśmy troszkę wydobrzeli. No i pojawiły się jakieś takie cebulki stepowe, które można było jeść”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz