ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

poniedziałek, 1 grudnia 2025

Parafia Kożuchowek

Cykl "Budzik Czasu 620", część 8 Parafia Kożuchowek, odc. 1 Pierwszy kościół i jego kolatorzy, czyli trzy wieki skryte za mgłą niewiedzy, przypadek czy celowe działanie i na dodatek seryjne, a trop zapomnienia wiedzie przez Jabłonnę i Patrykozy, wprost do Sokołowa tyle, że nie w tej kolejności 

Obecny, murowany już kościół w Kożuchówku, który zobaczyliśmy przejeżdżając przez wieś i robiąc zdjęcia powstał w l. 1949 - 1958, jego budowa dłużyła się z kilku powodów. Jednym z tych głównych były trudne, powojenne czasy oraz nowa władza co nastała, czyli komunistyczny rząd PRL-u. Władza ludowa bowiem utrudniała jak mogła tego typu inicjatywy z przyczyn wiadomych, ideologicznych. Na szczęście nad budową czuwał ks. Gajowniczek, więc to była tylko kwestia czasu i że nowy kościół powstanie nikt nie miał wątpliwości. Zresztą jeśli chodzi o utrudnienia podaczas tej budowy pojawiły się one już na samym początku i były bardziej przyziemne, przy kopaniu fundamentów natrafino na nieoczekiwane przeszkody i nie chodziło jedynie o braki w zaopatrzeniu, czyli cement. Problem tkwił gdzie indziej i znajdował się głębiej tj. bezpośrednio w samej ziemi, ale nie uprzedzajmy zdarzeń oraz chronologii wydarzeń, bo o tym będzie dalej w naszej opowieści o tajemnicach tutejszego kościoła i sekretach miejscowych proboszczów. 
Pięknie tu dzisiaj. Światynia od czasu wybudowania jeszcze wypiękniała, odnowiona, pomalowana, ozdobiona, otoczenie zadbane i zasługa to księdza i wszystkich parafian. Tak to wygląda na chwilę obecną, a jak tu było dawniej? A to już trzeba wysilić wyobraźnię uprzednio zapoznając się z przeszłością miejsca korzystając z dostępnych materiałów opisujących jego historię, a potem jedynie przymyknąć na chwilę oczy, by to wszystko "zobaczyć" posiłkując się fantazją. Co zobaczymy? Zobaczymy kochani na pewno mały, drewniany kościółek kryty gontem (blacha na nim to dopiero l.30 XX wieku) stojący pośrodku niewielkiego cmentarzyka okalającego prawie ze wszystkich stron budynek świątyni. Po części ogrodzone to parkanem, lasek drewnianych krzyży, niektóre ze starości przyciśnięte do ziemi, przekrzywione, zjedzone przez czas, dalej brama, a tuż obok drewniana dzwonnica, gdzie kiedyś wisiało aż trzy dzwony wzywające wiernych na modlitwę, a wszystko to spowite delikatną mgłą sześćsetletniej historii tego niezwykłego i wyjatkowego miejsca, którego duch unosi się dziś gdzieś w przestworzach nad terenem i niektórzy upatrują w nim obecności samego świętego Laurentego, czyli po naszemu św. Wawrzyńca, który od niepamiętnych czasów, czytaj od początku istnienia parafii nawiedzał okolicę bo przecież jest tu patronem i to jego święty obowiązek. Niektórzy zaś twierdzą, że od zawsze upodobał sobie starą, drewnianą dzwonnicę i niejednokrotnie osobiście za dzwony ciągał, ale nie dla zabawy i figlu miał ku temu ważne powody i byli tacy co to słyszeli i widzieli...o tym i opowieści "samodzwonu" jeszcze powrócimy ale to też będzie dopiero dalej. 
Współczesna światynia w Kożuchówku wg. obliczeń zajmujących się historią parafii jest czwartą z kolei licząc od powstania tejże, wcześniejsze trzy były drewniane. Jeśli chodzi o założenie parafii przed 1419 r., budowę pierwszego kościoła, jego uposażenie oraz pierwszego plebana Macieja, ba nawet dwóch kolejnych jego następców tj. ks. Trojana i ks. Mikołaja, a także pierwotnych kolatorów, dziedziców dóbr rycerskich Kożuchów...wiemy o wszystkim niewiele, gdyż od samego zarania wszystko skrywała jakaś tajemnica, a w miarę czasu pogłębiała się i nie da się tego wytłumaczyć i zwalić winy jedynie na wojnę, grabieże i ogień. Ewidentnie  odegrał w tym niechlubną rolę w jakieś mierzę i czynnik ludzki, bo ludzie bywają zazdrośni, żądni sławy i zaszczytów i potrafi im to zaćmić skutecznie zdrowy rozsądek, ale przecież ten stan nieświadomości, co do ewentualnych konsekwencji nie zwalnia ich jednak z odpowiedzialności. Stąd też wiele rzeczy o początkach parafii zostało "zapomnianych" i by odtworzyć brakujące ogniwa trzeba było posiłkować się posługując materiałami "obcymi" czyli z poza parafii. 
Do pierwszych kolatorów Kożuchowskich nie będziemy tu nawiązywać, gdyż nadmieniliśmy o nich w części 5 przy okazji opowieści o starym Kożuchowie i jego początkach. Przeskoczymy zatem trochę dalej, czyli w 2 poł. XV, XVI a nawet w XVII w. Apropo Kożuchowskich to ci jako fundatorzy oprócz ciążących na nich obowiązkach mieli też swoje prawa i przywileje wynikające z pełnienia zaszczytnego acz kosztownego patronatu, czyli mogli ubiegać się nawet o to, by jeden z nich po spełnieniu warunków, zostaniu księdzem mógł zostać tutaj plebanem, co oczywiście miało i miejsce. Brak podanych nazwisk przy pierwszych proboszczach nie pozwala zidentyfikować ich z nimi, jest to możliwe dopiero w przypadku Mikołaja Kożuchowskiego (podane w źródłach nazwisko) został zapisany w 1478 r. był początkowo wikariuszem, a potem proboszczem Kożuchowskim z Kożuchowa w Kożuchówku i to on rozpoczyna całą ich listę. Zanim jednak to się stało i co mogło niejako temu pomóc była danotacja 1 włóki ziemi, jako dodatkowego uposażenie dla tej parafii dokonana w 1474 r. przez szlachcica Jakuba Kożuchowskiego z Kożuchowa. W XVI w. (1544-1552) plebanem był już ks. Jakub Kożuchowski, który potem osiągnął tytuły kanonika i dziekana łosickiego i ostatecznie został proboszczem w bogatej parafii w Kamieńcu Litewskim. Po nim na parafii kożuchowskiej został proboszczem jego protegowany i kuzyn ks. Teofil Kożuchowski, następnie ks. Stanisław Kożuchowski i ks. Gabriel Kożuchowski. W miedzy czasie, czyli wcześniej i poźniej, zwłaszcza poźniej plebanami bywali tu przedstawiciele miejscowej szlachty jak choćby Smuniewscy i Włodkowie lub ich dalsi sąsiedzi tj. Podniesińscy, Wyrozębscy, Sawiccy, Błońscy i Wężowie. 
Jeśli wierzyć ustaleniom historyków, pierwsza, drewniana świątynia w Kożuchówku stała aż 300 lat! Konktetnie do 1709 r. (!!!) Aż nie chce się wierzyć, że aż tyle gdyż kościół był z drewna, a te ma swoje zalety i wady, a wadą jest nietrwałość. Podobno dlatego światynia ta był taka długowieczna, bo opiekował się nią nie kto inny a sam św. Wawrzyniec, a jego "pomazańcami" byli tutejsi proboszczowie, a owieczkami wierni. Kolejna z lokalnych opowieści, których już nie ma, a przecież były. Notabene, wiadomo przecież, że remonty tego kościoła ktoś musiał robić na sposób fizyczny i materialny przez te trzysta lat by świątynia mogła dalej funkcjonować i spełniać swoją postawową rolę. "Cudów" zresztą było tu więcej, jeśli uznać za takowy... to iż przetrwała przecież i Potop Szwedzki 1655 r. i potem najazd siedmiogrodzki Rakoczego, ale czy aby napewno był to w pełni cud, może i tak, tyle że nie należy zapominać też o innej możliwości, a mianowicie sojusznikiem i Szwedów i Siedmiogrodzian był wtedy książę Bogusław Radziwiłł, który miał w regionie swoje posiadłości (w tym Sokołów) i poniekąd ich oszczędzania przez najeźców mogło to niechcący przyczynić się do oszczędzenia przez nich i innych, i z czystej niewiedzy, czy braku dokładniejszej orientacji, zresztą jak wiemy nie zapobiegło to do końca grabieżom, mordom, profanacjom i zniszczeniom. Gdy podobna sytuacja powtórzyła się pięćdziesiąt lat poźniej w czasie wojny o tron polski właścicielami dóbr poradziwiłłowskich byli już Krasińscy, a ci byli przecież sojusznikami Augusta II Sasa więc Szwedzi pozwolili sobie na więcej, najpierw ograbiając kościół Kożuchowski, a następnie paląc wszystko. Tak miała spłonąć pierwsza świątynia w Kożuchowku, a wraz z nią całą wieś i najgorsze dla naszej poźniejszej wiedzy historycznej i plebania w której spaliły się wszystkie  dokumenty parafialne co to też poszły z dymem w 1709 r. (tylko o co chodzi z tą belką tęczową z wyrytą datą roczną 1707 a która z inną z 1804 znajdowała się potem w trzecim kościele jako pamiatka? Coś tu jest nie tak). Czy aby jak utrzymywano wtedy, wszystkie dokumenty spłonęły i nie zostało się absolutnie nic, a może nie do końca tak było. Plebanem był wtedy od 1698 r. ks. Adam Wąż i to jemu przypadł obowiązek dźwignięcia z ruin majatku parafialnego i budowa drugiego, drewnianego kościoła w Kożuchówku. O tym nie łatwym przedsięwzięciu oraz dalszych dziejach oraz pojawiających się co raz, a szeptanych przez wiernych tajemnicach i skrywanych sekretach księdza Węża i jego następców, aż do czasów ks. Gajowniczka będzie już w części następnej. Zapraszamy.

Semper Iuncti w podróży 
przez Czas i Przestrzeń 
Zespół prowadzący cykl 
Foto 
Ewa K. Skarżyńska 
Patrycja D. Kosieradzka 
Tekst 
Dariusz M. Kosieradzki

Brak komentarzy: