W lipcu 1642 roku w Kagoszimie na południu Japonii pojawiła się tajna misja jezuitów, przebrana za Chińczyków. Na jej czele stanął wizytator zakonu, ojciec Antoni Rubino. Jej celem nie było szpiegowanie, czy obalenie władz rządzącego Japonią szogunatu, lecz udzielenie pomocy japońskim katolikom i zbadanie pogłosek o tym, że przełożony jezuitów w Japonii, ojciec Krzysztof Ferreira, został pojmany przez ludzi szoguna i pod wpływem tortur wyrzekł się wiary. Jako tłumacz miał nakłaniać katolików do apostazji i uczestniczyć w ściąganiu chrześcijan.
W tajnej misji znalazł się 44-letni jezuicki misjonarz z Polski, a konkretnie z Osmolic na Lubelszczyźnie. Szlachcic, który podarował wszystkie swoje dobra ubogim i od 20 lat marzył o misji do Japonii. Nazywał się Wojciech Męciński.
By spełnić swe pragnienie, przebył wyczerpującą drogę do Malakki, pełną chorób - febry, czerwonki, szkorbutu. Potem półroczne oblężenie miasta przez Holendrów, walczących z Portugalią, porwanie jego statku na pełnym morzu, holenderskie więzienie na Formozie i ucieczkę w Kochinchinie, aż wreszcie tułaczkę do portugalskiego Makau i sprzeciw przełożonych.
Niezłomność i wiara polskiego kapłana pozwoliły mu pokonać wszystkie przeciwności. Był pierwszym Polakiem w Japonii.
Zdawał sobie sprawę jednak, że to podróż w jedną stronę. W liście do siostry Zofii napisał: „Ostatni ten list piszę do W.M., gdyż już Pan móy wzywa na krzyż swóy, gdzie jako w nim ufam, za trzy albo cztery niedziele skończę życie w rękach katowskich dla wyznawania wiary Jego świętej […]. Aleć to już dawnom pragnął, jeszcze będąc w Polszcze, pamiętasz W.M. Miło mi dla Pana mego, choć okrutnie umrzeć, który pierwej dla mnie tak srodze na Krzyżu zmarł”.
Po miesiącu pobytu w Kagoszimie, misjonarze ruszyli w drogę do Satsumy, leżącej na północ. Tam jednak schwytali ich ludzie szoguna. Tydzień później wszystkich przewieziono do Nagasaki. Tam spotkali się z ojcem Ferreirą. Nazywał się teraz Chūan Sawano. Zasłynął w Japonii z napisania traktatu zwalczającego chrześcijaństwo. Uczestniczył w ich przesłuchaniach jako tłumacz i nawoływał do porzucenia wiary.
Gdy to nie poskutkowało, duchownych poddano torturom. Stosowano kolejną z ulubionych tortur Japończyków: torturę wody. Wszystkich schwytanych pojono wodą, aż całe wnętrzności były nią przesiąknięte. Następnie na nieszczęśnikach układano deski i deptano je, wyciskając wodę ze wszystkich otworów ciała. Ojca Męcińskiego poddano tej torturze aż 105 razy, co drugi dzień.
Ani on, ani jego towarzysze nie wyparli się wiary.
Japończycy więc, na rozkaz okrutnego gubernatora Inoue, 16 marca 1643 roku zastosowali torturę dołu. Powieszono wszystkich nad dołami kloacznymi głowami w dół i pod strażą. By zwiększyć męki, nacinano nieszczęśnikom skórę za uszami, by krew nie uderzyła do głowy. W ten sposób torturę można było wydłużać o całe dni.
Okrutna tortura dołu miała zmusić ich do wyrzeczenia się wiary. Na próżno. Pierwszy skonał Japończyk Tomasz, potem ojciec Rubino, a po siedmiu dniach - ojciec Męciński. Dwa dni dłużej wytrzymali pozostali misjonarze: Antoni Capeci, Franciszek Marquez i Dydak de Morales. Tych w końcu Japończycy zdjęli ze sznura i ścięli. Ciała zaś spalili i rozsypali prochy.
Z jakiegoś bliżej mi nieznanego powodu ojciec Męciński nie został nigdy beatyfikowany, choć niewątpliwie męczennikiem za wiarę był.
Siedem lat później w ten sam sposób skonał 70-letni Krzysztof Ferreira. Uczestnicząc w niezliczonych torturach na chrześcijanach, dręczony wyrzutami sumienia, odmówił dalszego udziału w prześladowaniu katolików. Oświadczył, że nadal jest chrześcijaninem i jezuitą, i nigdy nie przestał nim być.
Misja ojca Męcińskiego była tylko jedną z wielu odbytych potajemnie do Japonii w latach 40. i 50. XVII wieku. Jedną z nich, odbytą przez ks. Józefa Chiarę, opowiada znakomity, wstrząsający film Martina Scorsese „Milczenie” na podstawie bestsellerowej powieści Shūsaku Endō pod tym samym tytułem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz