Zbrodnia, jakiej 80 lat temu dopuścili się ukraińscy nacjonaliści na polskich żołnierzach w Jasielu, miała nie być ostatnią. Kierownictwo OUN i UPA zamierzało ten sam los zgotować żołnierzom z pozostałych granicznych placówek.
W marcu 1946 r. Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) niestrudzenie prowadziła akcje wymierzone w placówki Wojsk Ochrony Pogranicza (WOP). Po tragedii strażnicy w Jasielu, równie wielkie niebezpieczeństwo groziło żołnierzom z Komańczy, Radoszyc i Woli Michowej. Upowcy nadal niszczyli tory kolejowe i słupy telegraficzne, pozbawiając poszczególne placówki wsparcia logistycznego oraz kontaktu z dowództwem komendy WOP w Zagórzu. W podobnej sytuacji znalazły się strażnice w Berehach Górnych i Wetlinie, które nie miały kontaktu z komendą w Baligrodzie. Wobec zagrożenia ze strony ukraińskich nacjonalistów, dowódcy odciętych strażnic postanowili je opuścić i połączyć swoje siły. W Cisnej i Łupkowie utworzyli garnizony, które skutecznie opierały się upowcom.
25 marca 1946 r. 113 żołnierzy oraz funkcjonariuszy milicji i służby ochrony kolei bohatersko odparło natarcie upowców na Łupków. Choć straty po stronie polskiej były niewielkie, dalsza obrona stawała się ryzykowna. Zapasy amunicji ulegały stałemu wyczerpaniu, a obrońcom groził los ofiar zasadzki w Jasielu. Będąc w trudnym położeniu, Polacy zwrócili się o pomoc do Czechosłowacji. Co prawda sąsiedzi odmówili dostarczenia amunicji, ale zaproponowali wsparcie w ewakuacji. Polacy skorzystali z tej propozycji. Następnego dnia, pociągiem przysłanym przez stronę czechosłowacką, żołnierze wraz z ludnością cywilną bezpiecznie opuścili Łupków.
W obawie o los placówek, z którymi nie było żadnego kontaktu, komenda WOP z Zagórza- w porozumieniu i przy pomocy dowództwa 8 Dywizji Piechoty- utworzyła grupę operacyjną, której zadaniem była ewakuacja zagrożonych strażnic. Rankiem, 26 marca 1946 r. oddział w sile 175 żołnierzy wyruszył w kierunku południowym. Wczesnym popołudniem, na odcinku między Wysoczanami a Kożusznem, grupa operacyjna WP-WOP dostała się w przygotowaną przez upowców zasadzkę. Część żołnierzy zajęła pozycje obronne, wykorzystując wiejskie zabudowania. Upowcom udało się rozdzielić Polaków na mniejsze pododdziały i je okrążyć. W trakcie kilkugodzinnej, dramatycznej walki rozpętała się burza śnieżna. Dowódcy poszczególnych odciętych pododdziałów, wykorzystując warunki atmosferyczne, niezależnie od siebie podjęli decyzję o przebiciu się z okrążenia. Niektórym żołnierzom udało się przedrzeć w kierunku zachodnim i powrócić do Zagórza, inne grupy skierowały się na Bukowsko, a jeszcze inni wydostali się z kotła i wycofali na południe- do Czechosłowacji, gdzie udzielono im pomocy. Straty po polskiej stronie, mimo determinacji obrońców, były bardzo wysokie. Poległo lub zaginęło bez wieści ok. 40 żołnierzy, a 10 rannych, którzy nie zdołali wydostać się z okrążenia, zostało zamordowanych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz