Węgrów wpół do Uhrów wpół Wengrov
Tamże:
"Wstępem, przypisami i ilustracjami opatrzył Jerzy Madzelan.
Ilustracja wyróżniająca opracowanie:
Miedzna, rok 1902. Józef Dorożyński przed swoją ludwisarnią1.
Przy kościele parafialnym w Węgrowie stały dwie dzwonnice, tyle że z jednej głos się żaden nie rozchodził, bo z wielkiego dzwonu ostało się tylko sporych rozmiarów serce.
Parafianie myśleli, myśleli, co z tym przykrym stanem począć, aż wreszcie umyślili, żeby zrobić składkę i zamówić dzwon nowy u miejscowego ludwisarza Antoniego Włodkowskiego, wnuczka ludwisarza Andrzeja, a syna Wincentego. Ten ostatni przybył do Węgrowa ponad pół wieku wcześniej, z należącej wówczas do Sapiehów, a położonej na dzisiejszej Białorusi, miejscowości Różana. Z Różany i jej okolic pochodzili także Aleksander Rymaszewski i Julian Dorożewski, którzy ożenili się z Włodkowiankami i założyli własne ludwisarnie. Zapewne, żeby nie wchodzić sobie wzajemnie w paradę, każdy pracował w innej, choć pobliskiej miejscowości i tak współistniały odlewnie dzwonów w Miedznej, Żeleźnikach i Węgrowie.
Aleksander Rymaszewski nim trafił do Żeleźnik, to przez pewien czas mieszkał ponoć z małżonką w Broku. Czyżby właśnie tam zamierzał początkowo założyć ludwisarnię?2 Pod okiem wspomnianego Antoniego Włodkowskiego uczył się odlewniczego fachu Jakub Kruszewski. Potomkowie owego Jakuba do dzisiaj prowadzą odlewnię w Węgrowie. Dzwony Kruszewskich rozbrzmiewają nie tylko w całej Polsce, ale i daleko poza jej granicami, m.in. w Stanach Zjednoczonych, Finlandii, Belgii, Francji, Niemczech, Brazylii, Ukrainie, Białorusi, Litwie, Rosji, Rumunii, Rwandzie, a nawet w Papui-Nowej Gwinei", gdzie:
[przypis] 1 Kadr ze sfilmowanego wykładu dr. Piotra Jamskiego, Wystroje dzwonów węgrowskich ludwisarni w XIX i XX
wieku - dostępny online:
[przypis] 3 Nasza historia wyrobu dzwonów, na portalu kruszewscy.pl.
Przy kościele parafialnym w Węgrowie stały dwie dzwonnice, tyle że z jednej głos się żaden nie rozchodził, bo z wielkiego dzwonu ostało się tylko sporych rozmiarów serce. Parafianie myśleli, myśleli, co z tym przykrym stanem począć, aż wreszcie umyślili, żeby zrobić składkę i zamówić dzwon nowy u miejscowego ludwisarza Antoniego Włodkowskiego, wnuczka ludwisarza Andrzeja, a syna Wincentego. Ten ostatni przybył do Węgrowa ponad pół wieku wcześniej, z należącej wówczas do Sapiehów, a położonej na dzisiejszej Białorusi, miejscowości Różana.
Więcej na stronie http://info.sadowne.pl/?p=31540
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz