ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

niedziela, 8 marca 2026

Mesy na pokładzie Błyskawicy



Latem 1940 r. na pokładzie „Błyskawicy” – odbywającej gruntowny remont w Cowes – do pełnej sprawności powróciły trzy mesy: oficerska, dowódcy okrętu oraz kuchnia dla załogi. Co istotne, wówczas były one bardzo dobrze zaopatrywane, a warunki w pomieszczeniach dowódcy i oficerów były niemal takie jak w hotelu. Nie obeszło się jednak bez pewnych trudności, ponieważ – ku niezadowoleniu załogi – zaprzestano dostarczania rumu, który wówczas w Wielkiej Brytanii stał się towarem deficytowym. Dokładnie wspominał o tym Wincenty Cygan, marynarz służący na pokładzie „Błyskawicy” (za: „Granatowa załoga”):

„Życie w mesie oficerskiej wróciło do pokojowej świetności. Mesowi w śnieżnej białości kręcili się w cichochodach, podając potrawy i napoje. Osobna kuchnia oficerska dostarczała jadła godnego najwybredniejszych podniebień. Zupę, jako pierwsze danie, wnoszono w pięknie wystylizowanej wazie. Posrebrzaną chochlą nalewano sobie według starszeństwa, począwszy od zastępcy dowódcy. Po zupie półmiski z kartoflami, mięsem i jarzynką. W osobnej sosjerce dostosowany do mięsa sos. Następnie deser, który zresztą tak jak cały jadłospis zmieniał się codziennie. Na zakończenie nieodzowna czarna mokka. Wieczorami po kolacji raczono się winem w kielichach różnego typu, zależnie od rodzaju wina. Jedną z rozrywek wieczornych była gra w karty, która przeciągała się często do wczesnych godzin świtu. Pękały wtedy najlepszego gatunku wolnocłowe giny, whisky, sherry i brandy.

Dowódca jadał w mesie własnej. Mesowy dowódcy musiał znać się na swej specjalności lepiej niż kelner z najpierwszorzędniejszej restauracji. Rano, o godzinie przez samego dowódcę wyznaczonej, mesowy cichutko wchodził do jego kabiny. Odsuwał firanki w iluminatorach, zatrzymywał wentylator i dreptał do łóżka śpiącego. ‘Panie komandorze... panie komandorze... – szeptał – melduję posłusznie godzinę ósmą’. Zadaniem mesowego jest nie tylko zbudzić, przygotować mundur i podać do stołu, ale i utrzymać w nieskazitelnej czystości apartament dowódcy […]

Samo nalewanie potraw w talerze, jak i podawanie, wymagało wielkiej ostrożności. Jeżeli talerz został lekko przechylony, o co podczas ruchu okrętu było łatwo, a zupa chybocząc się, pozostawiła na krawędziach osad, była wówczas wylewana, talerz myty i czynność jej nalewania ponawiano. W każdy dzień rano dokonywano gruntownego czyszczenia. Stoły i wygodne fotele nakrywano pokrowcami przed ewentualnym pyłem. Podłogę myto, pastowano i polerowano. Tego rodzaju rutyna utrzymywana była w morzu tak długo, dopóki sztorm albo akcja nie położyły temu kresu.

Mimo tego przepychu i wystawności w mesie oficerów załoga nie czuła zawiści, bo miała nie mniejsze wygody i wybredne żarcie. Potrawy z kuchni marynarskiej niewiele ustępowały oficerskim. Desery były wprawdzie tylko raz w niedzielę, nie podawano też apetycznych sałatek z pomidorów i rzodkiewki, ale było to zrozumiałe, bo aby zakupić pomidorów i rzodkiewki na dwustu ludzi, trzeba by zużyć połowę należnika żywnościowego na jeden dzień. Podobnie miała się rzecz z pączkami czy naleśnikami. Łatwiej było kucharzowi w oficerskiej upitrasić takie rzeczy na dwudziestu oficerów niż kucharzowi w marynarskiej na dwustu.

Stałą bolączką natomiast był brak rumu. Ze źródeł wiarygodnych (administracyjni w poczcie pantoflowej) dowiedziano się, że Admiralicja brytyjska ograniczyła dostawę rumu dla pływających załóg oraz że rumu tego nasz admirał zrzekł się. [Marynarz] Wacek wywodził, że nie jest w porządku, by oficer z większą gażą korzystał z wolnocłowej gorzały, podczas gdy marynarz musi płacić w barze dwa szylingi za kieliszek. Marynarz chętnie golnąłby sobie też jednego po tańszej cenie na rozgrzewkę, bo te angielskie mgły stale są zimne. I że wreszcie admirał mógł zrzekać się za siebie, a nie za załogę.

– Przy pierwszej wizycie admirała u nas sprawę wyjaśnię z nim osobiście – zakończył Wacek.

– Za dużo już sobie pozwalacie!

– Tak jest, panie poruczniku.”

Bibliografia: Wincenty Cygan, „Granatowa załoga”.

Fotografia: ORP „Błyskawica” na zdjęciu z 1942 r. Źródło: Naval History and Heritage Command / NH 87921.

Brak komentarzy: