ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

niedziela, 8 marca 2026

Wɪᴢᴊᴇʀ ᴘᴇᴌᴇɴ ᴏɢɴɪᴀ: Eʀʏᴋ Sᴏᴘᴏᴄ́ᴋᴏ ᴋᴏɴᴛʀᴀ Bɪsᴍᴀʀᴄᴋ



Eryk Sopoćko był oficerem stażystą na pancerniku „Rodney”. Ten polski marynarz miał dosyć specyficzne „szczęście” przebywania na tych jednostkach, na których dochodziło do swego rodzaju znaczących momentów w trakcie tej wojny. Gdy na przykład ORP „Orzeł” topił „Rio de Janeiro”, on odbywał właśnie na polskim okręcie jeden ze swoich staży. Podobnie i tym razem w maju 1941, kiedy rozpoczęło się polowanie na „Bismarcka”, Polak znajdował się na pokładzie pancernika „Rodney”.

Tak więc Eryk Sopoćko znów miał znaleźć się w centrum ważnych wydarzeń. Jedynym zmartwieniem załogi była obawa, że nie zdążą na decydującą bitwę. Jednak niemiecki kolos jak gdyby postanowił na nich zaczekać. Kiedy rankiem 27 maja, HMS „Rodney” uzyskał kontakt z wrogiem, ten był już po spotkaniu z polskim niszczycielem ORP „Piorun” i chociaż efekt działań polskiego okrętu był raczej znikomy, to polski marynarz na brytyjskim pancerniku był niezmiernie dumny z faktu spotkania tych dwóch jednostek. „Bismarck” stracił również już pełną manewrowość z powodu trafienia torpedą w ster, którą rzucił samolot z lotniskowca „Ark Royal”, jednak jego artyleria nadal była groźna.

„Rodney” w towarzystwie „King Georg V” szedł kursem na zbliżenie, ostrzeliwując wroga z artylerii dziobowej. Sopoćko na razie mógł jedynie obserwować wszystko przez peryskop swojej wieży. Trwała intensywna wymiana ognia, niemiecki pancernik prowadził nieskuteczny, aczkolwiek coraz to bliższy ostrzał. Tak, że w pewnym momencie w wizjerze Polaka ukazały się dwa słupy wody, zasłaniające cały widok. Była to niemiecka salwa, która okoliła brytyjski okręt. „Bismarck” podzielił swój ostrzał między dwie atakujące go obok siebie jednostki. W końcu „Rodney” odbił nieco w lewo i teraz wszystkie działa mogły strzelać. W swojej książce Sopoćko opisuje chwilę swojego triumfu:

» „Bismarck” uparcie idzie na zbliżenie – 20000 yardów. Na tle wyprysków, mgły dymu i chmur – widać sylwetkę pancernika niemieckiego. Z zapartym oddechem czekam, aż wyleci w powietrze lub zacznie się palić.
- Dymi, dymi – pełen nadziei głos kapitana marinersów.
Nad częścią rufową tuż za kominem pojawia się smuga dymu – nie odrywam oczu od peryskopu. Smuga rośnie. Obraz zakrywa mi ogień i dym własnych dział. Znów po chwili widzę „Bismarcka”, ale nie widzę dymu. […] Odchylamy się w prawo – wieża nasza wolno się obraca. Na tablicy kontrolnej światła gotowości poruszają się w pionie – początkowo gwałtownie, potem coraz wolniej… dwa dzwonki… odległość 15000 yardów.
- O, teraz – krzyknąłem.
- Nice work – szepnął kapitan.
- Co, panie? - pytają marinersi.
- Nasza salwa trafiła w dziób. Jeden z pocisków wybuchnął u podnóża drugiej wieży dziobowej – odpowiedź.
Tak. Pokazał się blask, ogień… chwile utrzymał się i z wolna zgasł… Wieża nieprzyjacielska umilkła na zawsze.«

Walka trwała już od godziny, kiedy Niemcy zaczynają wyraźnie ulegać. Wieże dziobowe prowadzą ogień już tylko z jednego działa, na rufie nadal wszystkie są sprawne, jednak znacznie spadła ich szybkostrzelność. „Rodney” nieprzerwanie zmniejszał odległość do „Bismarcka”, z odległości 10 tysięcy jardów Anglicy prowadzą ogień ze wszystkiego, co mają na pokładzie. Ogień salwy burtowej Zdemolował cały pomost wrogiej jednostki. Spada maszt z dalmierzem oraz część samego pomostu. Pancernik, na którym służył Sopoćko, przerywa ogień dopiero w odległości 4 tysięcy jardów od „Bismarcka”, który jest już teraz jedynie „Trupem unoszącym się na wodzie”.

Sopoćko opisuje swoje mieszane uczucia podziwu i złości. Złościł się, że niemiecki pancernik nie chce zatonąć i nadal jak gdyby drwiąc z wszystkich, dryfuje na falach oceanu. Podziw Polaka wzbudził sam okręt, jego piękno, majestatyczność i linia sylwetki, jak sam napisał:

»Nigdy w życiu nie widziałem piękniejszego okrętu. Ideał proporcji…«

Swoje uznanie wyraził również w stronę zaciętości i ducha marynarzy niemieckich, którzy niemalże z fanatyzmem prowadzili walkę.

Brak komentarzy: