"Jeden z moich znajomych opowiedział mi, że miał kiedyś przyjemność być na kilku weselach oraz innych imprezach rodzinnych z Jackiem Krzynówkiem. Żona naszego reprezentanta była kuzynką mojego kolegi, który nie mógł się nadziwić, że były zawodnik LZS Chrzanowice zawsze odmawiał, chociażby jednego kieliszka wódki, czy lampki wina.
Piłkarze zaczynający karierę w latach 90. nie byli aniołkami. Zostali oni wychowani przecież przez starszych kolegów dla których palenie papierosów w szatni, czy codzienne spożywanie alkoholu było normą.
Krzynówek był jednak inny. Od zawsze był tytanem pracy, który wszystko, co osiągnął, zawdzięcza wręcz katorżniczej pracy. Człowiek, który rozgrywał swoje spotkania przeciwko Cristiano Ronaldo, Ikerowi Casillasowi, Zé Roberto, Francesco Tottiemu, czy Stevenowi Gerrardowi do osiemnastego roku życia grał w B-Klasie, łącząc swoją pasję z nauką w technikum stolarskim. Wcześniej dorabiał, pracując w polu, pomagał mamie w sklepie, mył wozy strażackie i uczył się zawodu, w którym później… przepracował zaledwie dwa dni.
Jako jeden z nielicznych Polaków, którzy wyjechali za granicę, był w stanie przeżyć niemieckie przygotowanie fizyczne. Warto zaznaczyć, że podczas gry w Wolfsburgu jego trenerem był Felix Magath znany z tego, że piłkarze wymiotowali ze zmęczenia po każdej sesji treningowej. Dziś w każdej rozmowie z młodym zawodnikiem, który wyjeżdża za zachodnią granicę słychać jak mantrę: “tak ciężko jeszcze nie trenowałem”.
Krzynówek trenował. Przez wiele lat.
Dla pana Jacka, który łączył karierę z pracą i nauką, zmęczenie był czymś, z czym trzeba było nauczyć się żyć.
Być może będzie to dla wielu hiperbola, ale na początku XXI wieku zawodnik między innymi Bayeru Leverkusen miał jedną z najlepszych “lewych” w Europie. Piorunująca siła oraz niezwykła dokładność były jego znakami rozpoznawczymi. Trenerzy kochali go za zaangażowanie w grę defensywną.
Pamiętamy jego gole z Realem, Romą, reprezentacją Portugalii, czy Stuttgartem. Jego długowieczność w Bundeslidze, która kiedyś była o wiele bardziej fizyczną ligą jest wręcz niesamowita.
Jacek Krzynówek był gwiazdą, zanim nawet marzyliśmy o takich piłkarzach, jak Kuba Błaszczykowski, Łukasz Piszczek, Robert Lewandowski, czy Wojciech Szczęsny.
“16” na plecach zawsze będzie kojarzyć mi się z jego występami w Leverkusen i co tygodniowym oglądaniem magazynu “Eurogoals”.
15.05 świętowaliśmy 50. urodziny człowieka, który swoim strzałem prawie złamał rękę Casillasowi.
Wszystkiego co najlepsze panie Jacku!"
za Nieobiektywny kibic
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz