x.com/i/status/17726
"W naszym plutonie dywersyjnym pojawiła się kolejna grupa chłopaków zwana »warszawską siódemką«. Większość z nich była Polakami i mówiła płynnie po polsku, chociaż wszyscy urodzili się w Ameryce. Wszyscy oni kumplowali się ze sobą i byli całkiem konkretną paczką gości, z którymi dało się dogadać. Przyjęli mnie jako jednego ze swoich”. (...) Większość z nich to były naprawdę bystre chłopaki”.
Wspominał sierżant Jake McNiece - dowódca 1. Sekcji Dywersyjno - Sabotażowej saperów z 506. Regimentu Piechoty 101. Dywizji Powietrznodesantowej armii USA.
Do „warszawskiej siódemki” należeli: Eddy Malas, Edmund Lojko, Francis Palys „Frank”, George Baran, Joe Baranosky, Joe Oparowski i Joseph Oleskiewicz „Joe”.
Żołnierze tej sekcji sprawiali spore problemy, lubili whisky i bijatyki. Co chwila lądowali w pace. Dyscyplinę wojskową mieli za nic. Oficerowie byli bezsilni wobec ich ostentacyjnej abnegacji.
Pomimo nagannego zachowania, członkowie sekcji górowali nad innymi pod względem sprawności fizycznej, w związku z czym byli tolerowani w armii.
Po rocznym szkoleniu żołnierzy przerzucono do brytyjskiej lokacji w Littlecote Manor House, gdzie ustalił się ostateczny skład zespołu ochrzczonej mianem „Brudnej Trzynastki”.
15 września 1943 r. 101. Dywizja Powietrznodesantowa przybyła do Wielkiej Brytanii. Sekcję McNiece’a zakwaterowano w barakach postawionych na terenie malowniczej posiadłości Littlecote Manor House, 110 km na zachód od Londynu. Otaczały ją lasy, a nieopodal płynęła rzeka Kennet.
Wielkiej Brytanii jakość wiktu spadochroniarzy się pogorszyła. Serwowano im mdłe gulasze warzywne. McNiece znalazł sposób, by temu zaradzić.
Najpierw cała jego sekcja zaczęła kłusować na grubego zwierza, głównie jelenie. Potem na ich celowniku znalazły się zające. Wreszcie swoją uwagę skierowali na stawy hodowlane miejscowego ziemianina, z których notorycznie kradli ryby całymi koszami.
Wszystkie te zdobycze przygotowywali do spożycia w zaimprowizowanej kuchni w swoim baraku.
"W baraku sekcji panowały fatalne warunki. - Nie sprzątaliśmy niczego. Nie wynosiliśmy poza barak żadnych śmieci. Mieliśmy rybie skóry, głowy i flaki we wszystkich kątach. Śmierdziało jak na wysypisku" - wspominał po latach McNiece.
Do gotowania wykorzystywali przydział wody przeznaczony na pranie. Tego ostatniego nigdy nie robili.
Chodzili tygodniami w przepoconych i poplamionych mundurach, dochodząc do wniosku, że w tak prymitywnych warunkach bytowania mycie się i pranie nie ma sensu.
Nie zdejmowali ubrań nawet do spania, ponieważ brzydzili się spać na zakurzonych siennikach. W owym czasie żołnierzom przysługiwał jeden prysznic tygodniowo.
Żołnierze sekcji nie korzystali nawet z tego przywileju. Nie chciało im się czekać w kolejkach do kabiny po dwie - trzy godziny.
Myli się i golili tylko na przepustkach w Londynie, zanim wyruszyli na wojaże po barach i burdelach.
Legenda oddziału dopełniła się 5 czerwca 1944 r., dzień przed lądowaniem w Normandii. Wówczas McNiece ostrzygł sobie głowę „na irokeza”, a następnie wymalował na twarzy indiańskie wzory. Za jego przykładem poszli wszyscy jego ludzie.
Żołnierze sekcji zostali zrzuceni nad Normandią w noc poprzedzającą desant, ale ulegli rozproszeniu i walczyli osobno, między innymi na czele zaimprowizowanych grup.
Walki w Normandii przetrwało jedynie pięciu członków Brudnej Trzynastki: Jake McNiece, Joe Oleskiewicz, Chack Plauda, Jack Womer i Jack Agnew, inni zostali ranni lub trafili do niewoli.
W następnych miesiącach ci żołnierze brali udział w operacji Market Garden, a potem w walkach w Ardenach.
Historia zespołu zainspirowała Erwina Nathansona do napisania powieści "Parszywa Dwunastka", którą w 1967 r. zekranizował Robert Aldrich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz