„Kampania wrześniowa” to sesja egzaminacyjna na studiach. We wrześniu i październiku 1939 roku toczyła się kampania polska. Czy była „światowa”? 🇵🇱
Kampania polska, często nazywana kampanią wrześniową, była pierwszym wielkim starciem II wojny światowej w Europie. 1 września 1939 roku III Rzesza zaatakowała Polskę, a 17 września od wschodu wkroczyła Armia Czerwona. Polska została więc zaatakowana jednocześnie przez dwa państwa, które kilka dni wcześniej, w tajnym protokole paktu Ribbentrop–Mołotow, wyznaczyły strefy wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej. Kampania zakończyła się militarną klęską regularnych sił polskich na początku października, ale opór nie ustał. Powstało Polskie Państwo Podziemne, trwała działalność konspiracyjna, a polskie jednostki walczyły następnie na wielu frontach wojny...
Czy 87. rocznica napaści niemieckiej to także początek II wojny światowej? Dla wielu to oczywiste. Jednak nie w każdym kraju.
Pierwsza trudność pojawia się natychmiast, gdy odejdziemy od szkolnego przyzwyczajenia, że II wojna światowa rozpoczęła się 1 września 1939 roku. Ta data jest oczywiście uzasadniona, jeśli mówimy o początku wojny światowej w sensie jej europejskiego konfliktu obejmującego bezpośrednio wielkie mocarstwa. Ale nie jest jedyną możliwą cezurą. Japonia prowadziła wojnę z Chinami już od 1937 roku, a konflikt chińsko-japoński wyrósł z jeszcze wcześniejszych działań Japonii w Azji. W Europie ekspansja III Rzeszy rozpoczęła się wcześniej. W marcu 1938 roku nastąpił Anschluss Austrii, a we wrześniu 1938 roku mocarstwa europejskie zgodziły się na oddanie Niemcom Sudetów. W marcu 1939 roku Niemcy zajęły Czechy, tworząc Protektorat Czech i Moraw. Jeśli więc przez „początek wojny światowej” rozumieć stopniowe przechodzenie świata w epokę wojny mocarstw, agresji, aneksji i rozpadu dotychczasowego ładu, wskazanie jednej, absolutnie obiektywnej daty staje się znacznie trudniejsze.
Nie znaczy to jednak, że wszystkie te wydarzenia należy po prostu wrzucić do jednego worka. Wojna chińsko-japońska miała własną dynamikę, a europejska eskalacja w latach 1938–1939 nie była jeszcze tym samym co wojna światowa rozpoczęta we wrześniu 1939 roku. Historia potrzebuje cezur, ponieważ bez nich trudno cokolwiek uporządkować. Problem zaczyna się wtedy, gdy cezura przestaje być narzędziem porządkowania historii, a zaczyna być traktowana jak sama historia.
Dla Polski 1 września 1939 roku był oczywiście początkiem katastrofalnej wojny z Niemcami, ale już 17 września nastąpił drugi akt agresji, tym razem ze strony Związku Sowieckiego. Dla Stanów Zjednoczonych wejście do wojny nastąpiło dopiero w grudniu 1941 roku, po ataku Japonii na Pearl Harbor i wypowiedzeniu wojny przez Niemcy oraz Włochy. Z kolei sowiecka narracja po 1941 roku szczególnie mocno eksponowała 22 czerwca 1941 roku, czyli niemiecką agresję na ZSRS. Nie był to przypadek pozbawiony znaczenia politycznego. Taka cezura pozwalała przedstawiać Wielką Wojnę Ojczyźnianą jako zasadniczy punkt odniesienia i jednocześnie spychała na dalszy plan wcześniejszy okres współpracy niemiecko-sowieckiej, w tym układ Ribbentrop–Mołotow, wspólny rozbiór ziem polskich i sowiecką agresję na Polskę.
To prowadzi nas do samego języka. „Kampania wrześniowa” brzmi niewinnie i opisowo, ale każda nazwa jest również pewnym sposobem kadrowania rzeczywistości. Określenie to wyodrębnia wydarzenia od 1 września do początku października i sprawia, że wojna w Polsce może zostać przedstawiona jako zamknięty epizod: zaczęła się, trwała przez kilka tygodni i zakończyła. Podobny problem ma określenie „wojna obronna 1939 roku”. Jest zrozumiałe i ma historyczne uzasadnienie, bo Polska rzeczywiście prowadziła wówczas wojnę obronną przeciwko agresorom. Jednocześnie słowo „obronna” przesuwa uwagę z faktu, że wydarzenia te były pierwszym etapem wielkiego konfliktu, który wkrótce objął niemal całą Europę, a następnie świat.
Oczywiście późniejsze używanie określenia „kampania wrześniowa” nie musi samo w sobie oznaczać przejęcia niemieckiej czy sowieckiej propagandy. Nazwa może być praktycznym terminem historiograficznym, a dopiero jej kontekst decyduje o tym, jaką funkcję pełni. Właśnie dlatego jednak skłaniałbym się raczej ku określeniu „kampania polska 1939 roku”. Jest podobne do nazw, którymi opisujemy inne początkowe operacje II wojny światowej: kampanię francuską, kampanię norweską, kampanię belgijską, kampanię holenderską, kampanię bałkańską czy kampanię włoską. „Kampania polska” wskazuje miejsce i charakter działań wojennych, ale nie sugeruje, że we wrześniu wydarzyło się coś odłączonego od większej wojny. Pozwala powiedzieć: była to polska kampania pierwszego etapu II wojny światowej, a nie „wojna, która zaczęła się i skończyła we wrześniu”.
Być może właśnie tak należy patrzeć na historyczne cezury: nie jak na magiczne daty, po których zaczyna się „prawdziwa” historia, lecz jak na punkty orientacyjne stworzone przez ludzi. 1 września 1939 roku pozostaje najbardziej użyteczną datą początku II wojny światowej w Europie i dlatego słusznie funkcjonuje jako jej symboliczny początek. Nie powinno to jednak prowadzić do wymazania wcześniejszej agresji Japonii w Azji, rozbioru Czechosłowacji czy innych etapów rozpadu ładu międzynarodowego, ani tym bardziej do oderwania agresji na Polskę od wojny, której była pierwszym europejskim etapem.
Język historii powinien możliwie najmniej sugerować fałszywą izolację wydarzeń. Polska nie prowadziła w 1939 roku jakiegoś osobnego konfliktu, który przypadkiem poprzedził II wojnę światową. Polska kampania była pierwszym wielkim europejskim rozdziałem tej wojny. A 17 września przypomina, że jej początek nie był wyłącznie niemiecką agresją. Był również momentem, w którym dwa totalitarne mocarstwa przystąpiły do realizacji porozumienia, którego ofiarą stała się II Rzeczpospolita.
***
Na naszych oczach odchodzi pokolenie, które pamiętało tragedię wojny na wielką skalę. Być może właśnie w tym tkwi jeden z mankamentów współczesności – coraz mniej jest ludzi, dla których wojna nie jest tylko zapisem w podręczniku, lecz osobistym doświadczeniem. Tymczasem coraz częściej docierają do nas niepokojące informacje. W tym kontekście pamięć o takich rocznicach jak ta dzisiejsza nabiera dodatkowego znaczenia. Ważne jest bowiem nie tylko przypominanie, ale też wyciąganie wniosków. Historia nie daje nam gotowych odpowiedzi, ale może pomóc rozpoznać realne niebezpieczeństwo.
Zdjęcia: dzieje.pl, Wikimedia Commons, Instytut Pamięci Narodowej
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz