Pani prof. Barbara Engelking :
"Dla Żydów, którzy próbowali się ratować, zagrożeniem byli w pierwszym rzędzie Polacy-katolicy, nie Niemcy"
ACHTUNG
ACHTUNG
8 X 1942 r. Niemcy wraz z ukraińskimi i łotewskimi kolaborantami, zakończyli OSTATECZNĄ likwidację Getta w Częstochowie. Było to jedno z największych gett w okupowanej Polsce.
8 października odszedł ostatni transport do "SS-Sonderkommando Treblinka" Akcją dowodził kapitan Ordnungspolizei Paul Degenhardt; w otoczeniu getta i samych deportacjach brali udział Niemcy oraz formacje SS-Wachmannschaften złożone głównie z Ukraińców i Łotyszy, a także żydowska Służba Porządkowa.
Przebieg był typowy dla "Aktion Reinhardt". Ludzi spędzano na selekcje, głównie na dzisiejszy plac Daszyńskiego (wówczas Nowy Rynek). Zdolnych do pracy zostawiano; resztę pędzono na rampę przy ul. Strażackiej (dzisiejszy plac Samuela Willenberga) i ładowano do wagonów towarowych. Do Treblinki wywieziono około 40 000 osób. Na miejscu, przede wszystkim przy ul. Kawiej, rozstrzelano co najmniej około 2 000 ludzi, w tym dzieci i kobiety ciężarne; ciała zakopano w masowych grobach. 2 października Niemcy weszli do Domu Starców i Sierot przy ul. Garncarskiej 67 - starców zabili, dzieci skierowali do transportu, a wychowawczynie z kierowniczką Rywką Warzechą poszły z podopiecznymi na śmierć. 5 października zlikwidowano szpitale przy ul. Przemysłowej i Krótkiej. 8 października, by wyciągnąć ukrywających się, rozdawano bochenki chleba.
"Kiedy Hauptmann Paul Degenhardt (dowódca Schutzpolizei w Częstochowie) dowiedział się, że Żydzi ukrywają się w bunkrach, na strychach i w piwnicach, i ogłosił „amnestię” dla wszystkich, którzy do określonego terminu sami wyjdą ze swoich kryjówek, a wtedy będą mogli wrócić do swoich domów. Żydowscy policjanci w towarzystwie żandarmów i Ukraińców weszli na wszystkie podwórka i krzyczeli : „Żydzi, przyszliśmy was uratować przed śmiercią ! Wyjdźcie ze swoich kryjówek, a nic wam się nie stanie !” Wielu wyszło ze swoich kryjówek. Byli w strasznym stanie. Głodni, osłabli i zaniedbani. Gdy minął okres „amnestii”, żandarmi zaczęli energicznie poszukiwać osób które dalej się ukrywały. Żydowscy policjanci, którzy mieli swoich znajomych wśród niemieckich żandarmów, i z którymi prowadzili różne interesy na zasadach partnerstwa, przemierzali podwórka wraz z żandarmami i szukali kryjówek Żydów. Krzyczeli po jidysz, że jeśli ukrywający się wyjdą sami, nadal będą mogli się uratować. Wielu ludzi nie miało już sił leżeć w kryjówkach i kiedy wyszli się na zewnątrz, najpierw kazano im oddać wszystko, co posiadali. Żydowscy policjanci pozornie dodawali otuchy. I na pokaz próbowali "przekonać" żandarmów, by oszczędzili im życie, jeśli oddają wszystko. Kiedy żandarmi zabrali ofiarom wszystko, rozstrzeliwali je na miejscu. Żydowscy policjanci otrzymywali określony procent skradzionych przedmiotów po zamordowanych".
Polacy pomagali jak mogli.
Jednym z nich był Śp. Ksiądz Bolesław Wróblewski.
„Korzystając ze sposobności, iż teren parafii katedralnej sąsiadował z miejscowym gettem, ks. Wróblewski włączył się w niesienie pomocy prześladowanym Żydom. W pierwszej kolejności zajął się ratowaniem dzieci żydowskich. O różnych porach dnia i nocy zaufani ludzie wyprowadzali te dzieci z getta, a następnie opiekę nad nimi przejmował sędziwy proboszcz. Miał wówczas ok. 75 lat. Dzieci żydowskie były następnie umieszczane w sierocińcach częstochowskich lub w domach polskich rodzin. Trudno ustalić liczbę uratowanych w ten sposób dzieci. Było ich minimum kilkadziesiąt. Innym wymiarem jego prożydowskiej działalności było wydawanie ratowanym katolickich metryk chrztu”.
Kochani...Wasza pani od historii nie nazywa się Barbara Engelking i nie otrzymuje państwowych grantów. Nasza Szkoła utrzymuje się tylko z datków Miłosiernych Polaków. A od wczoraj to MIŁOSIERDZIE bardzo osłabło, dlatego bardzo proszę wrócić na ścieżkę prawdy, abyśmy dalej mogli kontynuować nasze zbożne dzieło.
Dziękuję ! buycoffee.to/kasjopea
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz