ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

poniedziałek, 5 października 2026

James Harrison

 Anna Ćwiklińska



Miał zaledwie czternaście lat, kiedy obudził się w australijskim szpitalu po poważnej operacji klatki piersiowej. Był rok 1951. Zabieg pozostawił na jego ciele około stu szwów, a żeby przeżyć, James Harrison potrzebował trzynastu jednostek krwi podarowanej przez ludzi, których nigdy nie poznał.
Podczas rekonwalescencji dowiedział się od ojca, że swoje życie zawdzięcza właśnie anonimowym dawcom. Ta świadomość została z nim na zawsze. Postanowił, że gdy tylko osiągnie wiek pozwalający na oddawanie krwi, sam zrobi dla kogoś to, co inni zrobili dla niego.
Był tylko jeden problem.
James panicznie bał się igieł.
Mimo to, kiedy skończył osiemnaście lat, zgłosił się jako dawca. Nigdy nie pozbył się swojego lęku. Podczas pobierania krwi patrzył w sufit, na ścianę albo rozmawiał z personelem — byle tylko nie widzieć igły. Ten zwyczaj towarzyszył mu przez kolejne dziesięciolecia.
Po pewnym czasie okazało się, że jego krew jest wyjątkowa. Osocze Jamesa zawierało rzadkie przeciwciała anty-D, niezwykle cenne w zapobieganiu chorobie hemolitycznej płodu i noworodka. Problem może pojawić się wtedy, gdy kobieta z krwią RhD-ujemną nosi dziecko z krwią RhD-dodatnią, a jej organizm zaczyna wytwarzać przeciwciała zdolne zaatakować krwinki dziecka.
Dziś medycyna potrafi temu skutecznie zapobiegać dzięki immunoglobulinie Anti-D. W latach 60., kiedy rozwijano australijski program profilaktyki, dawcy tacy jak James okazali się bezcenni.
Lekarze zaproponowali mu, aby zamiast zwykłego oddawania krwi zaczął regularnie oddawać osocze. Oznaczało to częstsze wizyty i więcej czasu spędzanego z igłą w ramieniu — dokładnie tym, czego najbardziej nie lubił.
Zgodził się bez wahania.
Przez ponad sześćdziesiąt lat regularnie pojawiał się w punktach krwiodawstwa. Oddawał osocze niemal do granicy wieku przewidzianej dla dawców. Łącznie zrobił to 1173 razy.
Nigdy nie przestał bać się igieł.
Ale strach nigdy nie okazał się silniejszy od obietnicy, którą złożył jako nastolatek.
Historia zatoczyła niezwykłe koło, kiedy Anti-D potrzebowała również jego córka Tracey podczas ciąży. Preparat chronił więc nie tylko dzieci zupełnie obcych ludzi, ale także jego własną rodzinę.
Dla Jamesa był to jeden z najbardziej osobistych momentów całej jego drogi. Człowiek, który jako czternastolatek przeżył dzięki krwi nieznanych mu dawców, po latach sam pomagał chronić życie kolejnego pokolenia swojej rodziny.
W maju 2018 roku, w wieku 81 lat, Harrison po raz ostatni usiadł w fotelu dawcy. W centrum krwiodawstwa pojawiły się wtedy matki ze swoimi dziećmi — jedne z wielu rodzin, które chciały mu podziękować.
On sam nigdy szczególnie nie lubił określenia „bohater”.
Wolał żartować, że przychodzi, oddaje osocze, dostaje kawę i coś do przegryzienia, a potem po prostu wraca do domu.
Tyle że ten zwyczajny rytuał powtarzany przez dziesięciolecia miał niezwykłe konsekwencje.
Australian Red Cross Lifeblood szacuje, że osocze Jamesa przyczyniło się do wyprodukowania preparatów Anti-D, które pomogły chronić nawet 2,4 miliona australijskich dzieci. Z tego powodu otrzymał przydomek „człowieka o złotym ramieniu”.
James Harrison zmarł spokojnie we śnie 17 lutego 2025 roku. Miał 88 lat.
Nie miał nadludzkiej odwagi. Wręcz przeciwnie — przez całe życie bał się rzeczy, którą musiał znosić podczas każdej donacji.
I może właśnie dlatego jego historia jest tak niezwykła.
Bo odwaga nie zawsze oznacza brak strachu.
Czasami oznacza po prostu, że robisz coś ważnego mimo strachu.
James jako nastolatek otrzymał od obcych ludzi szansę na dalsze życie. Później przez ponad sześć dekad przekazywał tę szansę dalej — ludziom, których również nigdy nie miał poznać.
Jedna decyzja podjęta przez przestraszonego czternastoletniego chłopca stała się zobowiązaniem na całe życie.
Nie trzeba być nieustraszonym, żeby stać się dla kogoś cudem.
Czasem wystarczy pamiętać dobro, które kiedyś otrzymaliśmy, i pewnego dnia przekazać je dalej.
James Harrison pozostawił po sobie coś znacznie większego niż rekord liczby donacji. Zostawił miliony rodzin, które dzięki rozwojowi terapii Anti-D mogły usłyszeć pierwszy płacz swojego dziecka.
I chyba właśnie tak wygląda jedno z najpiękniejszych dziedzictw człowieka:
otrzymać kiedyś od innych życie, a potem przez całe swoje życie pomagać ratować kolejne.

Brak komentarzy: