Lepsza najgorsza prawda…
Lepsza najgorsza prawda niż najsłodsze kłamstwo, wszyscy znają to przysłowie, zwykle też zgadzają się z tym sformułowaniem. Jednak kłamstwa i ich „słodycz” nieustannie są obecne w naszej rzeczywistości. Skąd taki rozdźwięk? Gdzie „leży prawda” i czy zawsze najgorsza prawda jest dobrym rozwiązaniem?
Na poziomie fundamentalnym nie ma wątpliwości, że prawda „ma dużo lepszą opinię” niż fałsz. Są jednak wytrychy takie jak opłacalność kłamstwa, nieraz jego niska szkodliwość czy też slogan – cel uświęca środki. Sprawiają one, że choć nie popieramy kłamstwa, to czasem gotowi jesteśmy je dopuścić. To jednak droga donikąd, bo nie da się mówić tylko trochę prawdy, bo selekcja prawd, połowa prawdy jest niczym innym jak kłamstwem…
Aby to zrozumieć i dostrzec wartość zdrowej prawdomówności, trzeba najpierw pochylić się nad pytaniem – czym w ogóle jest prawda i czym jest kłamstwo?
W języku logiki prawda to po prostu zgodność sądu z rzeczywistością. Paradoksalnie jednak, gdy powiemy, że dany osąd nie jest zgodny z rzeczywistością nie otrzymamy automatycznie kłamstwa! Otrzymamy najwyżej nieprawdę, ale to jeszcze nie oznacza kłamstwa. Cóż to więc jest kłamstwo?
Kłamstwo to nie kategoria języka logiki, kłamstwo to kategoria moralna. Kłamstwo to wykroczenie przeciwko prawdzie, prawdzie „moralnej”, czyli rozumianej szerzej niż tylko jako operator języka logiki. Bowiem, aby mówić o prawdzie w takim sensie nie wystarczy prosta zgodność sądu z rzeczywistością. Autentyczna prawda uwzględnia inne powiązane wartości, a więc także dobro, szacunek, godność, a nade wszystko miłość do bliźniego.
Jak to rozumieć?
Otóż prawda bez miłości potrafi łatwo zmienić się w brutalną bezduszność. Można komuś w twarz powiedzieć – jesteś stary, niedołężny i uciążliwy – i powiedzieć coś, co w świetle faktów jest prawdą, ale czy gdy takiej prawdzie ewidentnie brak miłości do drugiego człowieka, czy będzie ona czymś co zaakceptujemy? Tak samo miłość bez prawdy szybko staje się zwykłym kłamstwem i można, „w imię miłości” komplementować druga osobę, choć pochlebstwo takie nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości – czy ktokolwiek rzeczywiście chciałby takiej nieszczerej „prawdy”?
Kłamstwo to nie tylko literalna nieprawda, to także zaburzenie na linii prawda – miłość. Może się zdarzyć, że prawda pozbawiona miłości do drugiego człowieka, okaże się prawdą zaprzęgniętą w służbę fałszu. Diler narkotykowy mówi prawdę nastolatkowi, że po zażyciu środków odurzających będzie się świetnie bawił. Taka jest fizjologia, taki jest fakt. Tylko że cała prawda jest inna, wszak handlarz taki kieruje się swoim zyskiem, a nie miłością bliźniego, a co za tym idzie nie mówi o uzależnieniu, ryzyku dla zdrowia i tysiącach zniszczonych przez środki odurzające młodych ludzi…
Dlatego właśnie kłamstwo (jako zaburzenie na linii prawda – miłość) zawsze jest złe. Takie relacyjne rozumienie problemu pozwala spojrzeć na prawdomówność inaczej niż poprzez polaryzację poglądów – wystarczy nigdy nie mówić ani słowa niezgodnego z faktami i na drugim biegunie – można wszystko powiedzieć, cel uświęca środki.
Są też sytuacje, w których prawda po prostu się komuś nie należy. Na przykład człowiek ukrywający w czasie wojny na strychu domu żydowską rodzinę nie ma obowiązku odpowiedzieć niemieckiemu żołnierzowi na pytanie, czy ukrywa Żydów. Nie tylko nie ma obowiązku, ma wręcz przeciwny, musi w imię prawdy o ratowaniu drugiego człowieka obronić tajemnicę o ukrywanych ludziach przed tym, którego niegodziwe intencje sprawiają, że nie ma prawa do żądanej informacji! W tym wypadku wypowiedzenie nieprawdy nie jest żadnym kłamstwem, tak samo jak nie jest nim na przykład sfałszowanie dokumentów pomagających w ratowaniu życia przed niegodziwymi napastnikami. To co tu zachodzi to przede wszystkim forma obrony koniecznej, ratowania życia i ratowania prawdy o godności i prawie do życia każdego człowieka. Nie tylko nie są to więc kłamstwa, ale wręcz przeciwnie – czyny szlachetne i służące prawdzie.
Jest to jednak przykład sytuacji nadzwyczajnej. W codzienności nie należy go rozszerzać nadmiernie na to co nas spotyka. W przypadku bowiem odmowy nienależnej komuś prawdy, efektem jest obrona przed wielkim złem, gdy zaś nadużywa się tej zasady i aplikuje ją do własnego użytku, szybko ta nieprawda czy przemilczenie zamienia się nie tyle w obronę przed wielkim złem, co w obronę przed odpowiedzialnością za własne niewłaściwe czyny.
Są mimo wszystko w zwykłym życiu sytuacje trudne, w których trudno ocenić jak postąpić i jak się zachować. Przykładem takiej wątpliwości jest obcowanie ze śmiercią. Gdy staje się przed informacją o śmiertelnej chorobie kogoś bliskiego, o jego rychłym i pewnym odejściu, istnieje nieraz pokusa kłamstwa. Wydaje się, że lepiej zachować taką osobę przed strachem, perspektywą cierpienia, że lepiej odwlekać to co złe i mówić „chwilo jesteś piękna, trwaj!”. Kłamstwo jednak nigdy nie stanowi rozwiązania. Gdy jednak żadne rozwiązanie nie wydaje się dobre, a kłamstwo jawi się jako atrakcyjne, z pomocą może przyjść analiza problemu przez pryzmat współpracy prawdy i miłości. Miłość bez prawdy jest kłamstwem i może doprowadzić chorego do tego, że umrze w złudzeniach wyzdrowienia. Może doprowadzić do tego, że nie zamknie swoich spraw, nie pojedna się z Bogiem, z rodziną i samym sobą. Może pozostawić wielki wyrzut sumienia dla tych, którzy w takim złudzeniu tego nieszczęśnika utwierdzili. Przekazywanie prawdy jest obowiązkiem, ale tylko z odpowiednią korektą miłości – zatem właściwym będzie czynienie tego bez zbędnych medycznych szczegółów, powodujących bojaźń opisów nadchodzącego cierpienia. Niezbędny przekaz prawdy, nieraz niełatwy w danej chwili, w dłuższej perspektywie zawsze okazuje się najlepszym rozwiązaniem…
Prawda jest zresztą tym, w co warto w życiu inwestować, bo to fakty, to co autentyczne, instynktowne poszukiwanie prawdziwego dobra, wszystko to właśnie stanowi tworzywo rzeczywistości. Kłamstwo zmusza do budowania alternatywnego świata, ciągnie się za człowiekiem, zmusza do uważania komu co się mówi, „w której rzeczywistości” w tej chwili się przebywa. Kłamstwo wpędza w schizofreniczne rozdwojenie jaźni, które często nabiera takich rozmiarów, że kłamca żyje naraz we wszystkich swoich światach poza tym jednym, który jest prawdziwy. Żyje do czasu, gdy boleśnie (a prędzej czy później tak się dzieje) kłamstwo wychodzi na jaw i każe spłacić zaciągnięty wobec prawdy dług.
Kłamstwo jest też z tego względu tragedią, że raz popełnione pociąga za sobą szereg dalszych katastrof. Bo odpowiadając na pytania: Czy mąż ma się przyznać żonie, że ją zdradził? Czy można przemilczeć przed szefem kradzież firmowych pieniędzy? Czy wolno okłamywać dorastające dziecko w sprawie tego, że jest adoptowane? Odpowiadając na te pytania, mówiąc, że stanięcie po stronie prawdy jest zbyt trudne i bolesne, trzeba uświadomić sobie, że gdzieś nim powstała ta patowa sytuacja, gdzieś kiedyś pojawiło się pierwsze małe zło, a za nim (może z pozoru niewinne) pierwsze kłamstwo. Kłamstwo, które urosło z czasem do takich niebotycznych rozmiarów. Trzeba też sobie powiedzieć, że nie ma innego sposobu na przerwanie tej spirali zła, jak stanąć wreszcie w prawdzie, przyjąć konsekwencje – spłacić dług zaciągnięty względem Prawdy…
Często nie ma tu prostych odpowiedzi, bo proste odpowiedzi na trudne pytania nie będą nigdy tymi właściwymi. Słodkie kłamstwo często wydaje się lepsze, ale słowo „wydaje” jest kluczowe w zrozumieniu dlaczego nie warto tą drogą iść.
Właściwa droga to ta, która w służbie prawdy nie zapomina o gorzkich nieraz wymaganiach miłości bliźniego. Jest to faktycznie droga trudna, ale jest to zarazem droga do wewnętrznej wolności. Wolności, która pamięta, że gdy jest źle używana staje się niewolą, tak jak i źle użyta prawda, z prawdą wspólnego ma niewiele…
Na obrazie: „The Last Visit (Ostatnie spotkanie)”, Max Kurzweil, 1894.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz