Cykl "Budzik Czasu 620 i Faceci w Czerni" część 9 Królewski Dar u Źródła Miłości i Misja Specjalna odc.2, czyli ciąg dalszy opowieści z poprzedniego postu
Wąs, Kudłacz, Brodacz i bracia Baczkowie skłonili się nisko i w tym ukłonie pozostali, a my staliśmy tam zaczarowani bijacym od tej czarodziejskiej postaci niewysłowionym pięknem, dostojnością, powagą i mądrością, a zarazem siłą, potęgą i mocą, a Ona, Cetynia wyciągnęła do nas dłoń w której coś trzymała i już miała przemówić, gdy nagle okalający dolinę wokół ochronnym żywopłotem, las bez żadnego wcześniejszego ostrzeżenia wybuchł płomieniem tj. ścianą formującego się ognia obiegając półokręgiem Krainę Cetynii próbując zamknąć ją pierścieniem szczelnego okrążenia, ba nawet budując nad Uroczyskiem Polku kopułę, ale najwyraźniej i nasza bariera magicznej ochrony była równie silna, więc wszystko ważyło się, jak na rozchybotanej szali u wagi. Wrogi ogień buchał płomieniami próbując zamknąć obręcz. Obserwowaliśmy to ze zgrozą. Księżniczka cofnęła się w pierwszej chwili jakby spłoszona, potem wyprostowała na całą wysokość i wyciągnęła dłoń w której trzymała to coś, co miała nam pokazać, czy też ofiarować i sięgnęła...nieba!
Wtedy spadły z niego wszystkie gwiazdy rojem komet i meteorytów i runęły na ściany nieprzyjacielskiego ognia, a ten w jednej chwili zgasł jakby go po prostu zdmuchnięto. Zobaczyliśmy, że drzewa dalej tam stoją, gdzie stały i dalej są zielone jak dawniej, albo nam się tak zdawało, bowiem po bliższym przyjrzeniu część z nich ściemniała na podobieństwo zgniłej zieleni, następnie i to już wyraźnie zaczęły niektóre z nich czernieć, szczególnie w dwóch miejscach na raz kształtując się w dwie czarne dziury, jedna przy drugiej. Z obu tych piekielnych czeluści wyszło dwóch ubranych całkiem na czarno mężczyzn, nawet chyba się uśmiechali poprawiając ciemne, lustrzane okulary, albo nam się tak to wydawało, bo nie każdy grymas twarzy zwłaszcza widziany z daleka jest przecież uśmiechem i wtedy zrozumieliśmy, kim są. To byli znani nam już przecież Faceci w Czerni, których już przecież widzieliśmy w "poprzednim cyklu naszych opowieści". Tym razem byli jednak jacyś inni i pomimo uśmiechów wcale nie wygladali na sympatycznych i miłych, jak byli ci, których widzieliśmy kiedyś. Skłonili się, ale niezbyt nisko księżniczce Cetynii, bardziej w tym ukłonie chodziło raczej o wysoką kulturę osobistą, czy raczej klasę, a nie grzeczność i jakieś sympatie, pomachali też nam (aż nam się od tego machania do nas włosy na głowie zjeżyły), a potem wskazali równocześnie każdy na swoje miejsce z którego wyszedł, a z wnętrza obu czarnych dziur zaczęły się wytaczać w hałasie i smrodzie spalin żelazne bestie na stalowych gąsielnicach, a bramy piekieł z których wytaczały się zaczęły raptownie powiększać swoją przepustowość, by zmieściło się w nich jak najwięcej takich maszyn na raz.
Księżniczka Cetynia skinęła na naszych przybocznych, czyli Wąsa, Kudłacza, Brodacza i Baczków, a ci jak na komendę w pięciu, bez chwili wahania rzucili się na najeźdźców i uwierzcie, że chociaż ich ledwie kilku było, ich szarża wprawiła by w zakłopotanie i zawstydziła samych ułanów i to nie byle jakich, ale tych szwoleżerów co to pod Sammosierą pokazali jak to się powinno robić i rozpętało się takie piekło na ziemi jakiego nikt się nie spodziewał, a najmniej my sami mając w pamięci uzbrojenie jakim dysponowali (patrz pierwszy odcinek części 9). Chyba i tego nie spodziewali się i sami dowodzący akcją pacyfikacji Uroczyska Polku i ujęcia ksieżniczki Faceci w Czerni, a te lekceważenie pięciu naszych towarzyszy podróży kosztowało ich drogo, czyli wszystko. A potem czarny dym zasnuł pole widoczności, a wybuchy, eksplozje i detonacje oraz terkot wysko sprzężonych karabinów maszynowych ustały, a gdy dymy się rozwiały na pobojowisku walały się tylko szczątki rozbitych maszyn i pojazdów pancernych, a po Facetach w Czerni nie było nawet śladu (może cofnęli się w Ciemność? ) Zapadła martwa cisza.
Księżniczka zbliżyła się do nas, po czym otworzyła przejście, te same którym tu się dostaliśmy, a które uprzednio otwierał dla nas Kudłacz mówiąc przy tym cicho acz wyraźnie. To jeszcze nie koniec. Oni wrócą i to lada moment. To dopiero początek ataku, wiedzą gdzie jesteśmy, naprowadziliście ich na lokalizację Uroczyska. Nie martwcie się, mam nadzieję że było warto zaryzykować. Musicie uchodzić. Jesteście ważni, bardzo ważni, wręcz kluczowi...Musicie tylko robić to co robicie i przeprowadzić to do samego końca. Śpieszcie się, czas się kurczy, znikają kolejne rzeczy, wydarzenia, ludzie, miejsca, tak takie, jak to też i wiele, wiele innych... Uciekajcie teraz, a to wam pomoże przyśpieszyć proces twórczy i wyciągnęła dłoń z przedmiotem, który cały czas, od początku trzymała w zaciśniętej ręce przekazując go nam i delikatnie pchnęła z pomostu na magiczną ścieżkę prowadzącą do otwartej bramki tunelu, wyjścia z Uroczyska Polku.
Zamim dotarliśmy na górę w jasności tego tunelu i przedostaliśmy się do czasu rzeczywistego zobaczyliśmy jeszcze, że okalający ponownie Krainę Cetynii, Las zaczął czernieć, aż wreszcie stał się ścianą nieprzeniknionej ciemności i ciemniał dalej chociaż to wydawało się już niemożliwe, dalej czerniał, aż czerń stała się tak czarna, że zamieniła się w czarną materię i znów usłyszeliśmy, jak biją dzwony, wszystkie na raz, w całej okolicy, a nawet i te daleko, daleko od niej, a biły tak donośnie i tak rozpaczliwie jak mogą bić tylko dzwony na trwogę, wzywające wszystkich bez wyjatku i natychmiast pod broń. I wtedy Uroczysko i jego Zielona Dolina, gdzie płynęła środkiem Wielka Woda zaroiła się od przybywających na te wezwanie na pomoc i było ich co raz więcej i więcej i więcej, a gdy ujrzeliśmy jak nadjeżdżają pancerni husarze na pancernych koniach i że mają skrzydła i długie kopie, a na każdej tam gdzie powinien w ostrzu znajdować się ostry grot świeciło słońce i że słońc i kopi są tysiące zrozumieliśmy iż to nie przelewki i że to będzie prawdziwa rzeź i bitwa jakiej świat nie widział od tysiąclecia i rozegra się tu prawdziwy Armageddon. Tylko dlaczego akurat tutaj na tym zapomnianym prawie przez wszystkich Uroczysku Polku pod Sokołowem Podlaskim i właśnie akurat wtedy, kiedy my tu przybyliśmy? I zanim w naszych głowach przemieściły się te myśli świat zawirował, przygasł, pojaśniał, pomalował na powrót w kolory i zapachniał kwiatami, a my już staliśmy obok naszego samochodu zaparkowanego na poboczu drogi skręcającej z głównej na Brodacze, trzymając w ręku coś co wyglądało na małą szkatułkę. Co było w szkatułce pytacie? A tak. Już odpowiadamy, też byliśmy ciekawi i to bardzo i też się zdziwiliśmy. W szkatułce był bowiem...klucz, taki normalny, mały, a nie wielki. Mały! Co takim kluczem można otworzyć? No co, bo chyba nic wielkiego... i tu was moi drodzy zaskoczymy. To był klucz, który otwierał wszystkie drzwi. Klucz do Wiedzy, nawet tej zamkniętej i zapomnianej. Potrafił otwierać, przywoływać i odtwarzać, odnawiać, ba nawet budować. Aj jaj jaj.... o czym to mówiła księżniczka Cetynia na pożegnanie? A tak. Ruszamy dalej. Teraz na Błoniczko, a raczej Błonie. W drogę i do zobaczenia w części dziesiątej. Co z Brodaczami? Nie martwcie się. Tu jeszcze wrócimy i to za niedługo.
Semper Iuncti w podróży przez Czas i Przestrzeń
i Stara Baśń opowiedziana na nowo.
Zespół prowadzący
Foto
Ewa K. Skarżyńska
Patrycja D. Kosieradzka
Tekst
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz