Cykl "Budzik Czasu 620" Parafia Kożuchowek. Szeptane sekrety proboszczów i zamknięte Tunele Czasu. Część 8, odc. 2, czyli ciąg dalszy opowieści
To, że bezpośrednio pod prezbiterium starego, drewnianego kościoła w Kożuchówku znajdowała się duża piwnica o konstrukcji kamienno - ceglanej wiedzieli prawie wszyscy, nie wszyscy jednak zdawali sobie sprawę z tego, iż jest tak wiekowa i, że kiedyś łączyła w sobie różne funkcje począwszy od krypty grobowej, a skończywszy na loszku, gdzie trzymano między innymi wino mszalne. Dopiero w czasie budowy nowego kościoła (murowanego) co niektórzy zaczęli się domyślać jeszcze innego, a mianowicie, że stąd mogły prowadzić podziemne tunele, nie jeden a nawet kilka i w dość odległe od siebie miejsca. Miało to niejako wyjść na jaw, ale w formie szeptanej, gdy zaczęto kopać fundamenty pod obecną świątynię w 1949 r. Na szczęście, lub nieszczęście zależy kto na to i pod jakim kątem patrzył wtedy, szybko tę niecodzienną informację przekręcono i zwalono wszystko na wybujałą wyobraźnię robotników, a ci bojąc się śmieszności umilkli w tej sprawie, ale nie jednemu pracujacych tam wtedy godpodarzy pomagających przy budowie przypomniała się inna opowieść sprzed ledwie dziesięciu laty, a mianowicie dotyczyła ona urzędującego wówczas i to bardzo krótko na parafii ks. Władysława Solnickiego (1938 - 1939), który zamieszkał potem w pałacu w Patrykozach, gdzie zmarł w 1941 r. Chodziło zaś w niej o to, że pewnego razu, jeszcze przed wojną proboszcz ten w niewiadomo jaki sposób znalazł się raptem w kościele pomimo tego, iż wszyscy wiedzieli że przebywał na plebanii i nie mógł przedostać się niezauważony przez nikogo do światyni, przy której stał tłum ludzi. Tak więc plotka o lochach, tajnych przejściach znajdujacych się pod ziemią, jak to potrafi tylko plotka szybko obiegła parafię i jak szybko obiegła tak szybko z powodu swojej niedorzeczności wygasła skwitowana krótko. Jedna z takich co to z palca...lub butelki z wysoko procentowym trunkiem bardziej wyssana, a potem bezmyślnie powtarzana przez żądne sensacji bogobojne babki kumoszki, co to wtedy zamiast mocherowych beretów chustki welniane na głowach nosiły, a na nogach ciepłe filcowe walanki. Czyli to było coś takiego, jak z tym biciem we dzwony, na trwogę przez świętego Laurentego w drewnianej dzwonnicy. A to dało się przecież wytłumaczyć na sposób naukowy i racjonalny, a winna leżała w źle zabezpieczonych wiązaniem hamującym dzwonów, które rozbujał zwyczajnie silny wiatr. Zresztą to drugie, czyli domniemane ślady fragmentów tuneli też w podobnym tonie przetłumaczono, jako pozostałości po grobach i ich obstawach, stąd te słabo zasypane dziwne dziury w ziemi bo przecież stary kościół otaczał sto lat temu cmentarzyk (obecny cmentarz na skraju wsi założono dopiero w l.50-tych XIX w.)
Dzięki temu zręcznemu wybiegowi budowy nowego, murowanego kościoła nie przerwano, bo co by było jakby o jakiś tajnych tunelach i podziemnych przejściach nie daj Boże zwiedzieli się historycy i archeologowie nie wspominając już o amatorach poszukiwania skarbów? Tego tylko brakowało!
Co zaś z tą piwnicą pod prezbiterium i jak daleko siegać może ona w przeszłość? Tu mamy aż trzy opcje. Od najmodszej do najstarszej. Kościół drewniany przeniesiono w 1956 r. na cmantarz, by tam spokojnie dokonał żywota i tak się stało tyle że niezbyt spokojnie przez zimową wichurę z 1986 r. Miał wtedy 170 lat i został zbudowany staraniem ks. proboszcza Leona Abdank Wojewódzkiego w 1803/1804 i wiemy, że piwnica - krypta w nim już była i nie było w tym żadnej tajemnicy, gdyż dostęp do niej znajdował się z tyłu kościoła krytymi schodami w głąb. Wydaję się pewne, że istniała już zatem i w drugim z kolei kościele drewnianym zbudowanym w pocz. XVIII w. przez ks. proboszcza Adama Węża, ten zaś mógł ją przy okazji prowadzonej wtedy budowy nieco powiększyć z myślą, że sam tu jako kolator spocznie. Zresztą postać tego proboszcza jest niezwykle ciekawa i intrygująca. Był plebanem w Kożuchówku długo, w l. 1698 - 1729. Na własne oczy widział grabież kościoła i jego pożar, czyli zniszczenia dokonane przez wojska szwedzkie 1707 - 1709, być może to doświadczenie pchnęło go, a miał na to środki i ku temu nawet osobiste powody, czytaj względy bezpieczeństwa do przekopania tuneli podziemnych łączacych plebanię z kosciołem z opcją ucieczkową na pobliskich łąkach? Taka inwestycja poprzez niewielką długość przejść podziemnych nie musiała być zbyt kosztowna i przez to niewykonalna. Ktoż to wie? To, że był człowiekiem nietuzinkowym i niezwykle ambitnym, ba przemyślnym i przezornym, wykorzystującym nadarzające się okazje wiemy. Przykładem jest tu dobrym zapisanie się na kartach historii parafii kożuchowskiej, jako główny kolator, i współ budowniczy drugiego drewnianego kościoła. Potrafił też tak to znakomicie przeprowadzić, by zaćmić zypełnie przy tym wczesniejsze trzysta lat i innych w jaki sposób? Miał wiedzę, a nie omieszkał jej przekazać dalej, gdy spłonęły wszystkie dokumenty parafialne i metrykalia należało napisać o już nie istniejacych, a znanych z treści przynajmniej kilkanaście słów jeśli nie zdań. Bywa czasem, że największym ludzkim grzechem nie jest zrobienie czegoś złego, jest nim zwykłe zaniechanie zrobienia czegoś dobrego i nie dla siebie, ale z myślą o innych.
A co z tajnymi przejsciami pod ziemią? Prawda to, czy fantazja? My obstajemy za opcją pierwszą w ograniczonej skali. Wy zaś jak chcecie wierzcie, a jak nie chcecie nie wierzcie. Ale zanim wyrobicie sobie zdanie na ten temat nie zaszkodzi popytać starszych mieszkańców. Dziś to na tyle, ale szykujemy już następne części na które serdecznie zapraszamy.
Semper Iuncti w podróży
przez Czas i Przestrzeń
Zespół prowadzący cykl
Foto
Ewa K. Skarżyńska
Patrycja D. Kosieradzka
Tekst
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz