ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

niedziela, 4 sierpnia 2019

Dalekosiężne plany

"Waszyngton wraz z Izraelem nieustannie celują w Islamską Republikę Iranu. Dalekosiężne plany wojenne oczekują na wprowadzenie w życie. Medialne szmatławce i „prawicowe” think – tanki wspierają te działania. Płacą za promowanie niszczenia kolejnych państw.
The Jewish Institute for National Security Affairs [Żydowski Instytut Bezpieczeństwa Narodowego] sam siebie nazywa „najbardziej wpływową grupą w kwestii relacji wojskowych USA – Izrael.” Wspiera izraelskie bezprawie, jego regionalne plany mocarstwowe oraz agresje skierowaną przeciwko Palestyńczykom i innym sąsiednim wrogom.
Założony w 1976 r. oczekuje pełnego wsparcia Waszyngtonu. Chce, by oba kraje prowadziły skoordynowane działania polityczne. Ma powiązania z wojskowymi i przemysłowymi kręgami w obu tych państwach.
Była amerykańska kongresmenka, Cynthia McKinney, powiedziała, że każdy kandydat do stołka w Kongresie musi podpisać „lojalkę” mówiącą o tym iż będzie wspierał wojskową przewagę Izraela. JINSA działa w kwestiach militarnych, powiązaniach między Pentagonem a IDF oraz w kręgach amerykańskiego kompleksu zbrojeniowo-przemysłowego. Popierały wojnę w Iraku.
Teraz pragną wojny z Iranem. 16 lipca w nagłówku: „Sankcje wymierzone w Iran niebezpiecznie nieefektywne”. American Enterprse Institute (AEI), tak jak JINSA, posiada duży wpływ na sprawy publiczne. AEI był jednym z najważniejszych architektów polityki zagranicznej Busha. Wpłynął na zmianę władzy w Iraku na drodze wojny. W czerwcu 2003 r. AEI i Federalist Society for Law and Public Policy Studies założyły NGO Watch. Jest to wojowniczo pro-izraelski front. Ukrywa prawdę, niszczy równość i sprawiedliwość . Gdy Izrael chce wojny – dostaję ją. AEI wybitnie wspiera waszyngtońską agendę imperialną. Obecnie celuje w Syrię i Iran. Wspiera zmianę władzy w obu tych państwach. Nie wstydzi się nawoływać do wojny. Plądrując kraj za krajem aż go zdobędą. JINSA współgra z nimi. Społeczeństwa które oni „zaprowadzają” nie są w stanie swobodnie żyć. "
USSUS.WORDPRESS.COM
Inventing an Iranian Threat Autor: Stephen Lendman, 26 VIII 2012 r.; przekład: Ussus The Jewish Institute for National Security Affairs (JINSA) sam siebie nazywa „najbardziej wpływową grupą w kwest…

W czerwcu 1932 do portu gdańskiego wypłynął ORP „Wicher” i zmusił władze Gdańska do respektowania praw Polski.

04.08.1928. Podpisanie umowy w sprawie korzystania przez polskie okręty z portu w Gdańsku. W 1931 senat Wolnego Miasta Gdańska jednostronnie wymówił umowę. W 1932 oznajmił, że okręty polskie będą traktowane tak samo, jak okręty innych państw. W czerwcu 1932 do portu gdańskiego wypłynął ORP „Wicher” i zmusił władze Gdańska do respektowania praw Polski.

sobota, 3 sierpnia 2019

UPA

https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=366952903970643&id=150955898903679

The Beatles - Hey Jude (1968)

https://www.facebook.com/musicretrobest/videos/292393438114123/

Sprzedawca dekady


Donald Trump powiedział Polakom to, co chcieli usłyszeć i uzyskał to, co Amerykanie chcieli uzyskać. Niestety, podczas tej wizyty natrętnie nasuwały się dwa skojarzenia z polską polityką okresu międzywojennego, kiedy to cała Europa śmiała się, że wystarczy powiedzieć ministrowi Beckowi, jak wspaniałą ma sylwetkę, a Śmigłemu-Rydzowi, jak wielkim jest wodzem – by zaprowadzili Polskę tam, gdzie oczekiwały mocarstwa.
Drugie skojarzenie zaś jest jeszcze bardziej ponure. Trump na placu Krasińskich, chociaż mówił o „polskim bohaterstwie” i umiejętnie przypominał podsunięte mu przez PR-owców epizody z historii Polski – przypominał Hitlera, który w październiku 1939 roku odbierał defiladę w zdobytej Warszawie. Za nim też stały wojska okupacyjne, on też umiał (do czasu…) komplementować Polaków – istotna różnica polega jednak na tym, że przed 78 laty ówczesnego tyrana świata witały puste ulice i polscy zamachowcy, dziś zaś kolaboranci z Prawa i Sprawiedliwości zwieźli autokarami setki osób wymachujących flagami i demonstrujących radość z imprezy, za którą wyjątkowo drogo zapłacą.
Energetyczna dominacja
Cel wizyty Trumpa w Polsce był prosty: drogo sprzedać to, co mamy tanio z innych źródeł i czego nie potrzebujemy. Był to więc przykład ostrego komiwojażerstwa i został zrealizowany niczym w podręczniku akwizycji. Tak, jak sprzedawca, chcąc nam wepchnąć kolejny cudowny odkurzacz, nie może się nachwalić, jak mądre dzieci, jak piękne mieszkanie i jacy jesteśmy wspaniali – tak Trump odrobił lekcje z historii Polski, mając w kieszeni listę konkretnych oczekiwań, sprowadzających się do słów: ENERGETYCZNA DOMINACJA. Prezydent USA ma do spłacenia swoje zobowiązania wobec kompleksu przemysłowego jeszcze z okresu kampanii wyborczej. Musi także czymś pokryć ubytki budżetowe spowodowane cięciami na rzecz najbogatszych i wielkiego kapitału. Trump nie ukrywał też nigdy, że Stany Zjednoczone powinny jeszcze bardziej zdecydowanie niż dotąd wykorzystywać swoją hegemoniczną pozycję na świecie wymuszając, na krajach zależnych coraz większe haracze w żywej gotówce. A Polska jako niepoprawny prymus Zachodu i kraj wiecznie zakochany w Ameryce – ma dać dobry przykład.
Stare systemy rakietowe, które nie uchronią nas nawet przed rzuconym w górę pomidorem, węgiel (chociaż mamy własny, a Prawo i Sprawiedliwość, łamiąc własne obietnice wyborcze, już zapowiada zamykanie kolejnych kopalń), wreszcie wyjątkowo drogi amerykański gaz, sprowadzany do Polski pod wiecznie tym samym, z gruntu idiotycznym hasłem „dywersyfikacji źródeł” i „niezależności energetycznej” – to wymierne efekty wizyty amerykańskiego dworu, nietrudno więc zauważyć, że efektowne kreacje Ivanki i Melanii Trump zwrócą się Amerykanom z nawiązką.
Perkal, paciorki i przemówienie
Wobec tak jednoznacznie handlowego charakteru całej imprezy i zdecydowanej nierównowagi w związanych z nią kosztach i zyskach – Polakom został ekscytowanie się samą formą, w tym oczywiście przede wszystkim przemówieniem Trumpa na placu Krasińskich. Jednak, podchodząc zupełnie obiektywnie, wykręciwszy wystąpienie prezydenta USA z ozdobników – powiedział on dokładnie NIC. Jasne, że tak przeważnie jest z tego typu mowami, niemniej czasem zdarza się, że coś się w nich przemyca, przekazuje, sygnalizuje. A tu było idealne ZERO. Załatwione, co macie kupić – zapłacicie, nie ma o czym więcej gadać.
Bez większego znaczenia były też niby to konserwatywne odniesienia prezydenckiego przemówienia – taka to bowiem amerykańska maniera, że byle porno-gwiazdka odbierająca tam Oscara płacze nad łaską ze strony Najwyższego. Zaprawdę, niczego pozytywnego Polsce nie przybędzie ani od tego, że amerykański prezydent wzywa Pana Boga nadaremno, ani np. że dzieci na amerykańskim Środkowym Zachodzie biegają po plaży w majtkach. Ani obłudna amerykańska pseudo-moralność i pruderia, ani nawet „skrzywienie światowego lewactwa” – to nie są racjonalne punkty odniesienia polskiej narodowej polityki zagranicznej.
Koniec Ukrainy?
Tymczasem poza rachunkami do zapłacenia – konkretów niemal nie było. Żadnej treści nie tchnięto nawet w rzucone hasło „Trójmorza”, które już swym fikcyjnym rozmachem zdążyło niektórych w Polsce tak podniecić. Wbrew oczekiwaniom naiwnych Trump nie ogłosił Warszawy „stolicą nowej Europy”, nie zaproponował żadnej alternatywnej wobec Unii Europejskiej formy organizacji, nie przedstawił żadnych istotnych propozycji politycznych. Po prostu – amerykański hegemon nadal uważa się za władcę całego świata i nie widzi powodów, by dodatkowo dzielić swoje dominium. Z gestów politycznych w tej sytuacji istotnym faktycznie było jedynie pominięcie Petra Poroszenki wśród gości warszawskiego spędu. W połączeniu z wywiadem ministra Witolda Waszczykowskiego, który nagle uderzył w obce sobie dotąd tony zdecydowanego potępienia banderyzmu i zapewnienia, że „z Banderą Ukraina do Europy nie wjedzie” – może, ale tylko może oznaczać to zapowiedź zmiany kursu wobec Kijowa. Czy widzimy symptomy dealu Trump-Putin, w którym Ukraina wraca na Wschód, na swoje geopolityczne miejsce, a USA skupiają się na ekonomicznej eksploatacji Zachodu? Czy to tylko sztuczka, mająca zdyscyplinować rządzących nad Dnieprem oligarchów i zmusić ich do jeszcze szybszej wyprzedaży majątku narodowego, ziemi i całkowitej likwidacji państwa ukraińskiego? Tak czy siak, o ile dla Polski wizyta Trumpa oznacza kolejne miliardowe koszty – tak dla Ukrainy w obecnym kształcie może być po prostu początkiem końca.
Konrad Rękas

Dirlewangerowcy. To oni dopuścili się najpotworniejszych zbrodni w czasie powstania warszawskiego


Dirlewangerowcy byli prawdziwymi bestiami w ludzkiej skórze.
fot.Bundesarchiv/Schremmer/CC-BY-SA 3.0Dirlewangerowcy byli prawdziwymi bestiami w ludzkiej skórze.
Siali postrach i wzbudzali grozę, gdziekolwiek się pojawili. Ich zbrodnie wypełniają najczarniejsze karty historii II wojny światowej. Ci bezwzględni zabójcy mają na sumieniu tysiące ludzkich istnień. Skąd wzięła się najbardziej haniebna dywizja w historii – dirlewangerowcy?
Podczas II wojny światowej popełniono wiele zbrodni, które nie mają sobie równych w dziejach ludzkości. Na sumieniu najwięcej istnień mają nazistowskie Niemcy i radziecka Rosja. Spośród wielu bestialskich formacji, stworzonych przez te pierwsze, szczególnym okrucieństwem wyróżniała się 36. Dywizja Grenadierów SS Dirlewanger.
Oddział ten stanowił część Waffen-SS, zbrojnych oddziałów niemieckiej nazistowskiej formacji paramilitarnej. Dirlewangerowcy nie byli przeznaczeni do regularnej walki na froncie, ale zajmowali się zwalczaniem ruchu oporu na terenach, które zostały podbite przez Wehrmacht.

Kłusownicy i recydywiści

Członków formacji początkowo rekrutowano spośród więźniów odsiadujących wyroki za kłusownictwo. Później wzmacniano ją recydywistami, którzy trafili za kratki za rozboje, gwałty, pobicia czy dezercję. Wcielano do niej również niemieckich więźniów politycznych o antynazistowskich poglądach, a nawet ludzi, którzy wylądowali w obozach koncentracyjnych w Auschwitz, Sachsenhausen, czy Dachau.
Oskar Dirlewanger sam był skazanym drapieżnikiem seksualnym. Do dowodzonej przez niego jednostki trafiali podobni do niego zwyrodnialcy.
fot.Bundesarchiv/Anton Ahrens/CC-BY-SA 3.0Oskar Dirlewanger sam był skazanym drapieżnikiem seksualnym. Do dowodzonej przez niego jednostki trafiali podobni do niego zwyrodnialcy.
Na czele zbrodniczego oddziału stanął urodzony w 1895 roku w Würzburgu Oskar Dirlewanger. Od najmłodszych lat był on zainteresowany wojskowością. Walczył już w I wojnie światowej – odniósł w jej trakcie niejedną ranę. Za swoje działania otrzymał Żelazny Krzyż.

Dirlewanger – dewiant seksualny

Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej przyszły dowódca jednostki ujawnił skłonność do dewiacji seksualnych. Znany był ze swojego zamiłowania do bardzo młodych panien. W 1934 roku, w okresie od lutego do lipca kilkukrotnie zgwałcił 13-letnią Annaliese, członkinię Bund Deutcher Madel – żeńskiej sekcji młodzieżowej Hitlerjugend. W partyjnych notatkach zachowała się adnotacja, że Dirlewanger w tym czasie utrzymywał też kontakty seksualne z wieloma innymi dziewczętami, w tym z 20-letnią przewodniczącą organizacji w Heilbronnie.
Kiedy sprawa wyszła na jaw, wojenny weteran trafił do więzienia. Został też wyrzucony z NSDAP, do którego wcześniej się zapisał. W zakładzie karnym odbył karę 2 lat więzienia. Ponadto po wyjściu zza krat trafił jeszcze do ośrodka prewencyjnego dla przestępców seksualnych.
Zhańbiony i z fatalną opinią, Dirlewanger postanowił ponownie wkupić się w łaski NSDAP i władz niemieckich. Zrobił to za pośrednictwem swojego przyjaciela – Gottloba Bergera – wysoko postawionego członka SS, jednego z głównych doradców Heinricha Himmlera do spraw selekcji rasowej.
Artykuł został oparty między innymi na podstawie książki Jesusa Hernandeza pod tytułem "Nazistowskie bestie. Kaci z SS" (Wydawnictwo Bellona 2019).
Artykuł został napisane między innymi na podstawie książki Jesúsa Hernándeza pod tytułem „Nazistowskie bestie. Kaci z SS”(Wydawnictwo Bellona 2019).
Dzięki wstawiennictwu tego ostatniego w kwietniu 1937 roku armia III Rzeszy wysłała skompromitowanego oficera do Hiszpanii, gdzie uczestniczył w wojnie domowej i szkolił żołnierzy Legionu Condor, niemieckiej jednostki wspomagającej generała Franco. Na Półwyspie Iberyjskim dał się poznać jako zaprawiony w bojach, wzorowy żołnierz, a swoją postawą zasłużył – przynajmniej zdaniem przełożonych – na powrót do kraju i kilka odznaczeń. Trzy lata później, widocznie dostatecznie zrehabilitowany, został dowódcą nowej, niezwykłej dywizji.

Zwyrodnialcy pozbawieni granic moralnych

Na pomysł stworzenia specjalnej jednostki złożonej z kłusowników i więźniów wpadł podobno sam Adolf Hitler, który swoją ideę przekazał Heinrichowi Himmlerowi. Chciał użyć tego wyjątkowego oddziału w walce z partyzantami. Führerowi zależało zwłaszcza na zwolennikach nielegalnego polowania, gdyż mieli oni doświadczenie w poruszaniu się po lasach.
Po zorganizowaniu i przeszkoleniu formacja została skierowana do okupowanej Polski. Dirlewangerowcy – jak zaczęto nazywać jej członków – szczególnie dali się we znaki mieszkańcom Lublina. Jak pisze w książce „Nazistowskie bestie. Kaci z SS” Jesús Hernández, dowódca i jego ludzie ze szczególnym okrucieństwem odnosili się do ludności żydowskiej:
Dirlewanger aresztował kilka osób. W przypadku kilku młodych Żydówek zrobił, co następuje: ustawił je pośrodku kręgu utworzonego przez siebie i niektórych ze swoich ludzi oraz jednostki pomocniczej Wehrmachtu. Następnie przeprowadził to, co nazwał „eksperymentem naukowym”, a który w tym przypadku polegał na odarciu ofiar z ubrań i wstrzyknięciu im strychniny. Po czym Dirlewanger zapalił papierosa i spokojnie go palił, przyglądając się wraz z pozostałymi powolnej agonii nagich dziewcząt.
Oprawcy Dirlewangera dopuścili się wielu zbrodni na żydowskiej ludności Lublina. Zdjęcie poglądowe.
fot.domena publicznaOprawcy Dirlewangera dopuścili się wielu zbrodni na żydowskiej ludności Lublina..

Śmiertelna pułapka

Po pobycie nad Wisłą jednostka została skierowana na Białoruś. Tam typowym „sposobem walki” członków dywizji z cywilami stało się otaczanie wsi, wyłapywanie wszystkich mieszkańców – w tym kobiet i dzieci – i zamykanie ich w jednej stodole. Następnie budynek podpalano. Każdego, kto próbował uciec z tej śmiertelnej pułapki, zabijano serią z karabinu maszynowego.
Warto podkreślić, że brutalność 36. Dywizji Grenadierów SS Dirlewanger wzbudzała strach i odrazę nawet u samych Niemców. Świadczą o tym relacje świadków, choćby takich, jak pewien cywilny reporter, wysłany na front przez nazistowskie ministerstwo propagandy. Zapisał on w swoich notatkach, że pewnego razu widział, jak dirlewangerowcy upiekli żywcem zatrzymanych partyzantów, a następnie rzucili ich ciała stadu wygłodniałych świń. Wieść o tym mordzie dotarła do samego Berlina… ale Gottlob Berger zapewnił Himmlera, że działalność oddziału jest „dość przyzwoita”. To zakończyło sprawę.
Z kolei pewien oficer Wermachtu relacjonował, że jego oddziały zamknęły w stodołach mieszkańców 2,5-tysięcznej wsi. O świcie na miejsce przyjechał sam Dirlewanger i wydał rozkaz zabicia ludności. Dowódca dywizji osobiście otwierał drzwi budynków, a jego żołnierze zabijali zgromadzonych w środku seriami z karabinów maszynowych. Następnie z dachów ściągnięto słomę i podpalono – tak, aby ci, którym jakimś cudem udało się przeżyć, nie mieli szans na ucieczkę.

Seksualni zwyrodnialcy

36. Dywizja, tak jak jej przywódca, wsławiła się też licznymi zbrodniami seksualnymi i gwałtami. Na terenach podbitych jej członkowie wykazywali szczególne okrucieństwo w stosunku do kobiet.
Walcząc z sowiecką partyzantką na Białorusi dirlewangerowcy mordowali, palili, gwałcili i rabowali. Na zdjęciu z 1943 roku członkowie sowieckiego ruchu oporu.
fot.domena publiczna.Walcząc z sowiecką partyzantką na Białorusi dirlewangerowcy mordowali, palili, gwałcili i rabowali. Na zdjęciu z 1943 roku członkowie sowieckiego ruchu oporu.
Jeden z nich opowiadał później o zbrodni w Łahojsku koło Mińska w 1944 roku. Widział, jak kompletnie pijani oficerowie gwałcili tam i bili 8 nagich kobiet. Na drugi dzień zauważył obok obozu zwłoki ofiar tych żołnierskich „zabaw”.
Mathias Schenk, Belg, który należał do oddziału, po wojnie zdecydował się zdać relację z przerażających działań swoich kolegów z jednostki. „Kiedy szturmowaliśmy jakąś piwnicę, w której schronili się cywile, gwałcili kobiety. Często kilku tę samą, robili to szybko, nie wypuszczając z rąk broni” – opowiadał. Zapamiętał też tragiczny los pewnej kobiety, która najpierw została zgwałcona, a następnie jej oprawca zabił ją, rozcinając bagnetem od brzucha aż po szyję.

Rzeź Woli – eksterminacja warszawiaków

Największym chyba bestialstwem dirlewangerowcy wykazali się podczas powstania warszawskiego, dokonując rzezi Woli. Doszło do niej, gdy Niemcy przeszli – po początkowych sukcesach powstańców – do ofensywy. Kulminacja ich działań nastąpiła między 5 a 7 sierpnia 1944 roku. Z pełną bezwzględnością realizowali plan Hitlera, który chciał, by zginęli wszyscy mieszkańcy stolicy Polski.
Artykuł został oparty między innymi na podstawie książki Jesusa Hernandeza pod tytułem "Nazistowskie bestie. Kaci z SS" (Wydawnictwo Bellona 2019).
Artykuł został napisane między innymi na podstawie książki Jesúsa Hernándeza pod tytułem „Nazistowskie bestie. Kaci z SS”(Wydawnictwo Bellona 2019).
Jak pisze Jesús Hernández w książce „Nazistowskie bestie. Kaci z SS”, śmierć, którą nieśli członkowie 36. Dywizji, nie omijała nikogo:
Napadali na szpitale i mordowali pacjentów na łóżkach, niekiedy przy użyciu miotaczy płomieni. Pielęgniarki i zakonnice spotkał, jeśli to możliwe, jeszcze gorszy los: były chłostane, grupowo gwałcone i wieszane nago (…).
Dirlewangerowcy oblewali jeńców benzyną i palili żywcem, wieszali kobiety z balkonów, przebijali niemowlęta bagnetami lub wyrzucali je przez okna. Kobiety zawsze przed zamordowaniem gwałcono. Żądza łupienia dirlewangerowców była tak wielka, że jednym cięciem odcinali palce, na których dostrzegli pierścionki, by nie tracić czasu, bagnetami wydłubywali złote zęby, a podczas plądrowania z chciwości zabijali się nawzajem.
W czasie rzezi Woli mogło zginąć nawet 65 tysięcy ludzi. W większości były to ofiary zbrodniczego oddziału. Dla porównania, szacuje się, że w całym powstaniu zginęło 200 tysięcy osób.

Wzbudzali odrazę u samych nazistów

Zbrodnie jednostki wzbudzały odrazę i niechęć wśród żołnierzy innych formacji wojsk niemieckich. Niektórzy, spotykając ich na swojej drodze, próbowali nawet ich powstrzymywać. Członkowie dywizji często walczyli zresztą także sami ze sobą – duża część strat ludzi Dirlewangera to efekt strzelanin w samym oddziale.
Cywile zamordowani podczas powstania warszawskiego przez dirlewangerowców na Woli.
fot.domena publicznaCywile zamordowani podczas powstania warszawskiego przez dirlewangerowców na Woli.
Dirlewangerowcy nigdy nie zostali osądzeni za swoje zbrodnie. Nie zabiegały o to ani Polska Rzeczpospolita Ludowa, ani ZSRR. Powojenne losy ich dowódcy nie są w pełni znane. Przyjmuje się, że został schwytany przez Francuzów, którzy umieścili go w obozie w Altshausen. Tam pilnowali go podobno polscy strażnicy, którzy – słysząc o jego zbrodniach – pobili go tak dotkliwie, że zmarł. Najprawdopodobniej miało to miejsce 7 czerwca 1945 roku.
Nie da się dokładnie oszacować, ile ludzkich istnień miała na sumieniu dowodzona przez Dirlewangera dywizja. Ocenia się, że może to być nawet 60 tysięcy cywilów. Przez kilka lat swojej działalności siali postrach, niosąc tortury i śmierć. Zostaną zapamiętani jako jeden z najbardziej zbrodniczych oddziałów w dziejach.

Bibliografia:

  1. Jesus Hernandez, Nazistowskie bestie. Kaci z SS, Wydawnictwo Bellona 2019.
  2. Christian Ingrao, Czarni myśliwi. Brygada Dirlewangera, Wydawnictwo Czarne 2011.
  3. Richard Rhodes, Mistrzowie śmierci. Einsatzgruppen, Wydawnictwo Bellona 2008.

Z netu