„Na dwa tygodnie, każde miasto, miasteczko i wieś w Rzeszy kipi od szturmowców w brunatnych koszulach, trzymających czerwone puszki. To wolontariusze Pomocy Zimowej. Chodzą wszędzie. Nie można usiąść w restauracji, czy piwiarni, gdyż, wcześniej, czy później, pojawi się tam para wolontariuszy, potrząsając ostentacyjnie puszkami tuż przed nosami klientów.” , pisał amerykański reporter Lothrop Stoddard . 9/
Hasłem WHW była „Wspólnota Narodu”. W akcję włączali się najważniejsi oficjele III Rzeszy - brali w niej udział Joseph Goebbels, Joachim von Ribbentrop, czy - jak na zdjęciu - Arthur Greiser. Publicznie chwalił ją także sam Adolf Hitler, mówiąc o „poruszeniu sumienia narodu”. 10/
Ciekawym pomysłem było wprowadzenie „Eintopfsonntag” - „niedzieli jednego posiłku”, gdy w restauracjach, czy barach można było zamówić tylko jedno danie na osobę, kosztujące mniej niż 50 fenigów. Środki zaoszczędzone w ten sposób przekazywano na WHW. 11/
W samym Berlinie do akcji wciągnięto aż 75 000 wolontariuszy z puszkami. Chętnie w niej brała udział młodzież z Hitlerjugend. Trzeba powiedzieć, że organizatorzy WHW byli bardzo kreatywni. Tu widzimy zbiórkę prowadzoną z... makiety U-Boota . 12/
W zamian za datki, wolontariusze dawali małe upominki. I to było niezwykle pomysłowe. Można było np. dostać taką miesięczną wizytówkę, którą przyklejało się na drzwiach lub oknach, informującą o wzięciu udziału w zbiórce - i trzymano tak na dystans natrętnych wolontariuszy. 13/
Poza tym w ramach WHW wręczano też małe upominki - porcelanowe, metalowe, lub papierowe przypinki, zdjęcia Hitlera, albo malutkie książeczki. Tu kreatywność WHW sięgała zenitu. Dla dziewczynek były maleńkie bursztynowe, metalowe, szklane lub papierowe kwiaty i motyle. 14/
Dla chłopców - metalowe miniaturowe czołgi, samoloty, armaty. Były też sztandary wojskowe jednostek niemieckich, herby niemieckich miast, postacie z baśni i legend niemieckich, znaki drogowe, symbolika pogańska. Powstało w sumie aż 8 tysięcy (!) różnego rodzaju upominków. 15/
Kwesty uliczne były oczywiście tylko jedną z form działalności WHW i stanowiły tylko 10 % wpłat. Większość tzw. dobrowolnych datków stanowiły ofiary ze strony przedsiębiorstw i organizacji, automatyczne potrącenia pensji pracowników na ten cel wraz z podatkiem i darowizny. 16/
Sumy były bardzo wysokie, w 1939/40 roku przekroczyły budżet socjalny państwa. Zimą 1942/43 osiągnięto najwyższą zebraną sumę - 1,6 mld marek (dzisiaj 6,3 mld euro), czyli 5 razy więcej, niż w zimie 1933/34 (wówczas - 0,3 mld RM). Państwo mogło więc obcinać wydatki socjalne. 16/
W okresie wojny datki przeznaczano nie na potrzebujących, a głównie dla żołnierzy walczących na froncie wschodnim, przez co nazywano WHW „Waffen Hilfswerk” - „Pomocą zbrojną”. Warto dodać, że dzięki WHW III Rzesza mogła przeznaczać zaoszczędzone pieniądze na zbrojenia. 17/
Podobne „dobroczynne” akcje Niemcy wprowadzili także w Holandii i Belgii, gdzie nazywano je „Winterhulp Nederland” i „Secours d'Hiver”. „Pomoc” w ramach WHW była też obowiązkowa na terenach Generalnego Gubernatorstwa. Co ciekawe, WHW początkowo wspierała także ubogich Żydów. 18/
Piesek też prosi o pomoc w ramach WHW. Jako ciekawostkę podam, że Niemcy prowadzili działalność w ramach WHW także przed wojną w Polsce - w 1937 r. był przypadek zbiórki w niemieckim gimnazjum we Lwowie.
W październiku 1945 roku działalność WHW została zakazana przez Sojuszniczą Radę Kontroli, a jej majątek skonfiskowano. 19/19
Jeśli podobała Ci się nitka - zapraszam do wsparcia do mojej puszki. Dzyń, dzyń.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz