wykładnię ich dokonań, ale też cechy charakteru, nastrój, siłę bądź słabości, niepewność lub zdecydowanie, wyniosłość czy buńczuczność. Wszystkie detale architektoniczne, ubrania, nakrycia głowy, kształty mebli, pieczęcie, biżuteria, broń i inne rekwizyty miały służyć odczytaniu
historii, ale też poruszyć wyobraźnię i dusze widzów. Patrzyły na nas postacie „żywe”, o indywidulanych rysach twarzy i pełne namiętności. Szymon Kobyliński w swojej pasjonującej książce pisał tak: „W efekcie ten cykl królów i książąt stanowi swoisty, w srebrność ołówkowej
techniki zaklęty – poemat, rzekłbyś bylinę, sagę o naszych monarchach. A ściślej: o naszej tradycji, przeszłości, korzeniach godności społecznej”.
Spójrzmy na wizerunek naszego pierwszego króla, który może uchodzić za wybitny przykład mistrzowskiej metody i erudycji Jana Matejki.
Cytuję Szymona Kobylińskiego: „Tu wszystko jawi się, rzekłbym, przepisowo: król ma sumiasty, konopny was jako prawy Piast, tata-sarmata, ma włosy wedle tradycji, która później będzie powtarzać stereotypami Wyspiański i Stryjeńska. (...) Zasiadł na mocnym stolcu krzepko, po męsku,
w pozie tyle dumnej, ile pychą podszytej, wsparł władczo lewicę o udo, o skryty pod płaszczem miecz”. Na okuciu pochwy miecza widać „równoramienny krzyż (...), z czworgiem punktów między krótkimi ramionami”. Przypomina się krzyż z denarów Chrobrego z napisem PRINCES POLONIE,
których zachowało się do naszych czasów kilkadziesiąt. „Łuskowa zbroja króla jest swą pysznością po trosze baśniowa, gdyby rzecz oceniać chłodnym okiem i rozlicznikiem chronologii (...). Mamy tu wyraźnie do czynienia z zasobnym panem”. „Rodzime, tutejsze” jest „niedźwiedzie, sute
futro” przerzucone „przez ramię, jak zwykli to czynić tutejsi wojowie, gdzie skór był dostatek”. W prawej dłoni król trzyma włócznię św. Maurycego, kopię oryginału otrzymaną w darze od cesarza Ottona III podczas Zjazdu Gnieźnieńskiego. „Bolesław trzyma ją mocno prawicą, czyniąc
tym samym z kościelnej relikwii czynne oręże”. Kobyliński uważa, że Chrobry choć „usadowiony przepisowo, wyłamuje się z pozy swoją zawadiackością”, w czym przejawia się „impet Matejki” i jego „szczególna apodyktyczność narzucająca bezapelacyjnie określoną wizje”. Nasz pierwszy
król „Ma być tak właśnie - i już! I jest w istocie. Bo tak rozkazał tyran naszej zbiorowej wyobraźni, zadziwiający hegemon polskiej fantazji, Matejko”. Zdaniem Kobylińskiego artysta obmyślając wizerunek Chrobrego uznał, że „najlepiej pasować tu będzie - bo i król wzorcowy,
pierwszy koronowany i pierwszy ustawiacz rubieży - postać niemal schematyczna, niemal z karty do gry, jakiś <król czerwienny>... Wiedział bowiem artysta, kiedy ulec schematom, a kiedy je pogwałcić dla wyższych celów intelektu i sztuki!”. Podsumowując pisze Pan Szymon jakże
trafnie: „I w tym widać tę hipnotyczną zdolność narzucania własnej wizji przez Matejkę, gdyż innego Bolesława już sobie wyimaginować nie zdołamy”.
Czy jednak chcielibyśmy mieć innego? Niech Państwo porównają na koniec dzieło Jana Matejki z tym autorstwa Bacciarellego:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz